1
Szczęśliwy, który nie był miedzy złymi w radzie,2
Ale to jego umysł, to jego staranie,3
Taki podobien będzie drzewu porzecznemu,4
Ale źli, którzy Boga i wstydu nie znają,5
Dla czego przed sądem być muszą pohańbieni,6
Pan bowiem sprawiedliwych na wszelki czas broni,
A przewrotne złe ludzi cicha pomsta goni.
1
Co za przyczyna tego zamieszania?2
Książęta możne i królowie znaczni
Schodzą się w radę, chciwi rozerwania.
3
Mówiąc: co czynim? zrzućmy z karku swego
Ich ciężkie jarzmo, niech nam nie panują.
4
Ich rozumowi śmieje się głupiemu5
Ale poruszy potem gniewu swego,6
Że na Syonie poświęconym stawi
Ręką swą króla niezwyciężonego.
7
Jam jest, mój Boże, król ten, który Tobie8
Żądaj mię, ócz chcesz, a otrzymasz snadnie;9
Laskę żelazną będziesz miał nad niemi,10
A tak o sobie, wy królowie, czujcie,11
Oglądajcie się w swych sprawach na Pana,
Tego się bójcie i Tego szanujcie.
12
Obłapcie syna, by was więc nie włożył1
2
Mocny Boże, jakoż ich wiele powstało,3
A tem serca nawięcej dodają sobie,
Jakobych ja już prawie zwątpił o Tobie.
4
Mylą się: tyś jest, Panie, moja zasłona,5
Kiedym Cię kolwiek wzywał w swej potrzebie,
Zawżdym ucho łaskawe nalazł u Ciebie.
6
Przetoż i dziś będę spał na to bezpiecznie,7
Nie ustraszą mię wozy kosami tknione,
Nie ustraszą mię groty ku mnie złożone.
8
Powstań, Panie, a broń mię w mej niewinności;9
Sam ty, Niebieski Panie, zdrowiem szafujesz,1
2
Wzywam Cię, Boże, świadku mojej niewinności,3
A wy, o nieżyczliwi, o zapamiętali,4
Także wiedzcie: kogo Pan sobie ulubuje,5
Radzę tedy, żebyście przed oczyma mieli6
Więc nie baranem, ani wołem Go błagajcie,7
Mówią drudzy: Dobrego mięnia nam potrzeba.8
To skarby, to pociechy i moje radości.
9
Ja w nadzieję łaski Twej będę spał bezpiecznie,
Bo mię Ty sam, Panie mój, opatrujesz wiecznie.
1
2
Przypuść, Panie, w uszy Swoje3
Wysłuchaj mój głos płaczliwy,
Królu i Boże prawdziwy.
4
Ledwie z głębokiego morza5
Tyś Bóg świętobliwy prawie:6
Prózno zły ma tuszyć sobie,7
Nieprzyjacielem Cię mają,8
A ja miłosierdziu Twemu9
Tylko abych był bezpieczny10
Ich usta są nieprawdziwe,11
Karz je, Panie, prze ich zdrady,12
A ci, co Tobie ufają,13
A Ty pomożesz każdemu
Człowiekowi pobożnemu.
1
2
Czasu gniewu i czasu swej zapalczywości3
Ale się raczej zmiłuj nademną strapionym,
A ulży nieco bólu kościom udręczonym.
4
Ciałem i duszą stękam, ledwe iżem żywy,
Dokąd mię chcesz zapomnieć, Ojcze litościwy.
5
Odmień umysł, a wejźrzy na me ciężkości,
Nawróć duszę od progu ostatniej ciemności,
6
Bo po śmierci, kto na Cię wspomienie? kto w grobie
Położony będzie mógł dzięki czynić Tobie?
7
Jużem ustał, wzdychając do Ciebie, mój Boże!8
Pościel płaczem napoję; płaczem wypłynęły
Oczy, a krzywdy ludzkie siłę mi odjęły.
9
Odstępcie precz odemnie, którzy źle czynicie,
Odstępcie, upadkiem się mym nie nacieszycie.
10
Bo Pan głos płaczu mego przyjął w uszy swoje
I łaskawie wysłuchał smutne prośby moje,
11
A ludzie nieżyczliwi zapałać się muszą,
Widząc na oko, że się prózno o mię kuszą.
1
2
W Tobie ja samym, Panie, człowiek smutny3
Nieprzyjaciel mój, jako lew okrutny,
Szuka mej dusze, aby ją mógł zgładzić;
Z jego paszczęki jeśli mię, mój Boże,
Ty sam nie wyrwiesz, nikt mię nie wspómoże.
4
Jeśli mię, Panie, słusznie oszacował5
Jeślim przyjaźni nie szczyrze zachował,
A do złej chęci dał z siebie przyczynę:
6
Niech nieprzyjaciel górę ma nade mną,
Niech mię w proch zetrze i moję cześć ze mną.
7
Powstań, o Panie wieczny, w gniewie Twoim8
Opisał; oto lud w wielkiej gromadzie
Wyroku Twego czeka: jeśli złemu,
Czy upaść przed Twym sądem cnotliwemu?
9
Przeto, o Sędzia, Sędzia wiekuisty!10
Złego złość zniszczy, a człowiek cnotliwy
Jest w opiece Twej, Boże sprawiedliwy!
11
Boże, przed którym tajne być nie mogą12
O sprawiedliwy Sędzia, Ty każdego
Sprawnie oddzielasz wedla zasług jego.
13
Jeśli się człowiek zły nie pohamuje,14
Na ręku trzyma i strzały gotuje
15
Śmiertelne: zapadł w zazdrość człowiek płony,
Niesprawiedliwość nosi, kłam urodzi,
16
Dół pod nim kopa, a sam weń ugodzi.
17
Sam się upęta w chytrym sidle swojem,18
A ja podparty miłosierdziem Twojem,
Prózen i troski i niebezpieczności,
Sąd sprawiedliwy i Twe Imię, Panie,
Wyznawać będę, póki dusze stanie!
1
2
Wszechmocny Panie, wiekuisty Boże,3
Niech źli, jako chcą, Ciebie mierżą sobie;4
Twój czyn jest niebo, Twoich rąk robota5
A człowiek co jest? że Ty niestworzony6
Takeś go uczcił i przyochędożył,7
Postawiłeś go panem nad zacnymi
Czyny swoimi.
8
Dałeś w moc jego wszystki bydła polne,9
On na powietrzu ptastwem, pod wodami
Władnie rybami.
10
Wszechmocny Panie, wiekuisty Boże,1
2
Ciebie będę, Boże prawy,3
Będę wesół w Twej obronie,4
Nieprzyjaciel mój stwożony5
Ty litujesz krzywdy mojej,6
Przepadli ziemię przeklęci7
Zły człowiecze, spustoszyłeś8
Ale Pańska moc wiecznymi
Czasy będzie słynęła.
9
On ludzkie nieprawości
I wszystek świat będzie sądził
Podług sprawiedliwości.
10
On jest ucieczka ubogich,11
Wszyscy, którzy Go poznali,12
Mieszkającemu śpiewajcie13
Pomścił się Pan sprawiedliwy14
Użyj nademną litości,15
Abych Twe sprawy mógł sławić
W cerkwi Twojej wybranej.
16
W tym się dole potopili,17
Niedarmo Bóg sprawiedliwy18
Upad wisi na grzesznymi,19
Nie na wieki Pan przebaczy20
Powstań, wieczny nasz Obrońca,21
Ogarni strachem pogany,1
Czemuś Panie odstąpił? czemuś twarz Swoję2
Gdy zły człowiek przewodzi, gdy jarzmo kładzie
Na ubogie, — bodaj sam zginął w swej radzie.
3
Duszy miło, co ciału jego smakuje,
To chwali, to nawiętszem dobrem szacuje.
4
Żadna muzika, żadna pieśń przy biesiedzie
Wdzięcznej mu w uchu nie brzmi, jako bluźnienie
Przeciw Panu: to słyszeć, jego zbawienie.
5
Bezbożne myśli jego, sprawy brzydliwe,
Bo nie pomni na sądy Twe sprawiedliwe.
6
Nie ruszy mię (powiada), tak mocno stoję;
Szczęścia, przygód, odmiany, — nic się nie boję.
7
Usta jego przeklęctwa pełne i zdrady;8
Mało na tem, ale i drogi zasiada,
Gdzie, jako inny zbójca, niewinne zbada.
9
Strzeże, jako w jaskini lew jadowity;
Czyha, jakoby porwał nędznika zdradnie,
I porwie, jeśli jako w jego sak wpadnie.
10
Leży za siecią, że go nie znać przy ziemi,11
I mówi, że Bóg prosto zapomniał świata,
Ani pojźrzy ku ziemi na wieczne lata.
12
Powstań, Panie, a wynieś rękę Swą kwoli13
Zły człowiek ma doświadczać Twej cierpliwości,
Mówiąc: nie ma Bóg w myśli niczyich złości?
14
Myli się, bo Ty widzisz i smutnych mękę15
Zetrzy niepobożnego, zetrzy w proch, Panie!16
Pańskie królestwo będzie na wieki słynąć,
A grzeszni w Jego ziemi muszą zaginąć.
17
Toć nasze prośby, Panie, to Ty chciej duszy18
Broń sirot, broń upadłych, niechaj ubogim
Człowiek śmierci podległym nie będzie srogim.
1
2
Panu ja ufam, a wy mówicie: miedzy góry3
Twój nieprzyjaciel łuk wziął, strzałę ma na cięciwie,
Myśląc, jakoby z cienia dobre strzelał zdradliwie
4
Prawa zgoła upadły, niemasz sprawiedliwości,
Człowiek dobry prózno ma ufać swej niewinności.
5
Sprawiedliwych doświadcza, nieprawymi się hydzi:
6
Na złe ludzi wyleje deszcz gorący, siarczany,
Wyleje węgle żywe i grom z wichrem zmieszany;
7
Bo będąc sprawiedliwym, sprawiedliwość miłuje,
A dobre ludzi okiem łaskawem opatruje.
1
2
Zachowaj mię, o Sprawco niebieskiego domu,3
Nie usłyszysz, jedno kłam: ustyć pochlebiają,
A w chytrem sercu jadu śmiertelnego tają.
4
Bodaj źle zginął każdy człowiek nieprawdziwy,5
Mówią bowiem: z ust naszych dobrze się mieć mamy,
Każdy w swej gębie wolen, my pana nie znamy.
6
A Pan zaś, słysząc ludzi nędznych narzekanie7
Pańskie słowa są czyste, i prózne przygany,8
Panie, Ty nas zachowaj od ludzi zdradliwych,
9
Złych zewsząd pełno, kiedy władza jest złośliwych.
1
2
Dokąd mię chcesz zapomnieć? dokąd świętą swoję3
Frasunki trapić będą, ojcze dobrotliwy?
Dokąd mię deptać będzie człowiek zazdrościwy?
4
Dosyciem znał dotychmiast uszy Twe zamknione,5
Niechaj tej ze mnie nie ma nieprzyjaciel chłuby,
Aby miał rzec: jam go starł i przywiódł do zguby.
6
Ale ja, Panie, ufam w miłosierdziu Twoim,
Że mię Ty nie opuścisz, a ja w głośne stróny
Będę Imię Twe sławił, Boże niezmierzóny!
1
Głupi mówi w sercu swoim:2
Pan z niebieskich wysokości3
Nie mógł ujźrzeć i jednego,4
Tedy się już nie uznają,5
Przeto przyjdzie na nie trwoga,
Gdy ujźrzą oczyma swemi,
Że Pan trzyma za dobremi.
6
W śmiech to sobie obracali,7
Gdzieś to ta pożądna zorza1 Kto będzie w Twojem mieszkaniu przebywał?
Kto będzie Twego pałacu świętego,
Wieczny mój Boże, wesela zażywał?
2
Człowiek niewinny, człowiek uprzejmego
Serca, który sprawiedliwość miłuje,
3
Który nie mówi słowa fałszywego,
Który bliźnego swego nie szacuje,
Nie szuka z cudzą szkodą swej korzyści,
Przeciw obmowcom sąsiada ratuje,
4
Ma niepobożne ludzi w nienawiści,
Dobrym, gdzie może, pomocy dodawa,
A co przyrzecze, by naciężej, zyści.
5 Pieniędzy w lichwę nikomu nie dawa,
Nie bierze darów przeciw niewinnemu:
Kto się tak rządzi, kto przy tem zostawa,
Śmiele niech ufa pokojowi swemu.
1
O który siedzisz na wysokiem niebie,2
Tyś moim Panem; acz Ty posług moich3
Trzymać się będę i czasy wiecznymi
Przestanę z nimi.
4
Jaka obfitość tych omylnych bogów,5
Pan część własności, Pan część mej nagrody,6
Nie mógł na mię dział przypaść pożądniejszy,
Ani piękniejszy.
7
Panu ja wielce i wielce dziękuję,8
W każdej swej myśli i w każdej swej sprawie,9
Ztądże mi roście radość osobliwa10
Bo Ty, mój Panie, z wiecznej łaski swojej11
Ty do żywota drogę ukazujesz,1
Płacz sprawiedliwy i skargę moję2
Do Twego sądu ja się uciekam3
Zmacałeś serca i myśli skrytej,4
Ludzkich wywrotów nie naśladuję,5
Raczże mię trzymać na Swojej drodze6
Wysłuchałeś mię w złe czasy moje,
Proszę i dziś mi daj ucho Swoje.
7
Objaw nademną niewysłowione8
A mnie racz, jako źrzenice, bronić9
Abych w nadzieję Twojej opieki
Mógł się złych ludzi nie bać na wieki.
10
Ludzi roskosznych, którzy tak styli,11
Ze wszystkich mię stron w koło zawarli12
Taki więc bystrym lew zjęty jadem,13
Uprzedź go, Panie, pobij samego,14
Niechaj nade mną władze nie mają15
A ja, mój Panie, w tej niewinności1
2
Ciebie ja, póki mi jedno żywota stanie,
Miłować ze wszystkiej dusze będę, mój Panie.
3
Tyś moc jest i siła moja; Tyś jest zasłona,
Tyś zamek i twierdza, Tyś jest moja obrona.
4
Ciebie chwaląc, Twej wzywając możnej obrony,
Zawżdym z rąk nieprzyjacielskich był wyzwolony.
5
Już mię była sroga zewsząd śmierć otoczyła,
Już mię była wód piekielnych powódź strwożyła;
6
Jużem prawie swój grób widział; już na mię była
Śmierć swoje nieuchronione sidła wrzuciła.
7
W tem niebezpieczeństwie będąc ja położony,
Uciekłem się do ostatniej Pańskiej obrony.
A on mię wysłuchać raczył, siedząc na niebie,
I przypuścił moję smutną skargę do siebie.
8
Trzęsła się w swym gruncie ziemia na wszytki strony,
Trzęsły się góry, bo Pan był gniewem wzruszony.
9
Dym się kurzył z nosa Jego, oczy pałały
Żywym ogniem, a z oblicza węgle strzelały.
10
Schylił nieba i spuścił się: ćma nieprzejrzana,
Ogromna pod nogi Jego była posłana.
11
Siedział na lotnym cherubie, na nieścignionych
Skrzydłach latał akwilonów nieujeżdżonych.
12
Oblókł się w noc, swą stolicę mgłami osadził,
Chmury w koło i ogromne burze zgromadził.
13
Ale zebranych ciemności ćmę zapalały
Łyskawice, grad i żywe węgle padały.
14
Zagrzmiał niebem Pan i wyrzekł słowo straszliwe,
Grad leciał, a z gradem węgle padały żywe.
15
Ruszył gromów i wypuścił ogniste strzały,
A wnet okrył wszystki pola martwemi ciały.
16
Gniew twój, Panie, rozdął morza, gniew przeraźliwy
Rozsadził ziemię i odkrył jej grunt leniwy.
17
Miłosierną rękę swoję z wysoką ściągnął,
A mnie z pośrzodka powodzi bystrych wyciągnął.
18
Wyrwał mię z nieprzyjacielskich rąk niepobożnych,
Nie mogła mi nigdy szkodzić waśń ludzi możnych.
19
Zbieżeli mię nagle byli w przygodzie mojej,
Ale mię Pan wnet ratował z litości swojej.
20
Wywiódł mię z ciasnego miejsca na plac przestrony,
Wybawił mię, bom u niego nie jest wzgardzony.
21
Hojnie sprawiedliwość moję płacić mi raczy,
Niewinności myśli moich On nie przebaczy;
22
Bom ja zawżdy świętych Jego dróg naśladował,
A nigdym od Boga swego nie odstępował.
23
Zakon Jego przed oczyma zawżdy był memi,
Anim wzgardził ustawami Jego świętemi.
24
I zostanę wiecznie przy Nim w tej stateczności,
I będę się strzegł, pókim żyw, wszelakiej złości.
25
A Pan sprawiedliwość moję oddać mnie raczy,
Niewinności myśli moich on nie przebaczy.
26
Świętemu Ty święty będziesz, dobry dobremu,
27
Chytry przeciw obłudnemu, zły przeciw złemu.
28
Ty człowieka pokornego na górę sadzasz,
A hardego niepocześnie na dół sprowadzasz.
29
Tyś rospalił lampę moję, Tyś me ciemności
Rozświecił, mój Boże, ogniem swojej światłości,
30
Przez Cięm ja wojska poraził niezwyciężone,
Przez Cięm ja mury ubieżał niedoskoczone.
31
Świętobliwe drogi Twoje, słowa brant prawy,
Tyś obrońca wszystkich Twoich wiernych łaskawy.
32
Kto pan jest, krom Pana tego? Pana wiecznego?
Kto Bóg jest, krom Boga tego? Boga naszego?
33
Ten siłą i mężnem sercem mnie opatruje,
Ten mój wedla przystojności żywot sprawuje,
34
Dał mi prędkość, że z jeleniem porównać mogę,
A na skale najwyższej postawię nogę.
35
Nauczył mię bronią władać, nieprzełomiony
Łuk żelazny pod mojemi skoczył ramiony.
36
Twoja mnie tarcz, Twoja ręka można wspierała,
Twoja wieczna dobrotliwość mnie pomnażała.
37
Utwierdziłeś krok mój, a nikt nie był tej siły,
Komuby plac kiedy moje stopy puściły.
38
Goniłem nieprzyjaciela i dogoniłem,
Chciałem go za jedną drogą stłumić, stłumiłem.
39
Biłem je, a oni powstać nie mogli zgoła,
I położyli na ziemi harde swe czoła.
40
Tyś mi serca i dzielności dodał w bój srogi,
41
Tyś dał grzbiet nieprzyjacielski pod moje nogi.
42
Wołali, a nie był, ktoby był ich ratował;
Wołali do Pana, a Pan ich nie żałował.
43
Starłem je, jako proch wiatry trą ustawiczne;
Wdeptałem je, równie jako błoto uliczne.
44
Z rostyrku i trwóg domowych Tyś mię wybawił,
I nad ziemskimi narody głową postawił.
Lud, któregom nigdy nie znał, czołem mi bije,
45
Na słuch tylko w posłuszeństwie praw moich żyje;
Obcy ku mnie twarz chętliwą sobie zmyślają,
46
Nasłabieli i zamkom już nie dowierzają.
47
Bądź pochwalon, o mój Boże niezwyciężony,
Twoja moc niech będzie jawna na wszystki strony.
48
Tyś obrońca zdrowia mego, Ty pomstę dawasz
W rękę moję i w moc państwa wielkie podawasz.
49
Tyś mię z nieprzyjaciół moich znacznie wybawił,
I mój żywot od złych ludzi bezpieczny sprawił.
50
Przeto cię między narody będę wyznawał,
Będę Imię Twoje światu w pieśniach podawał.
51
Wielką łaskę Pan okazał królowi swemu,
Wielką miłość Dawidowi pomazanemu.
A nie tylko jemu, lecz i potomstwu jego
Błogosławi aż do wieku nieskończonego.
1
2
Głupia mądrości, rozumie szalony,3
Dzień ustawicznie nocy naśladując,4
Toż i porządne nieba powiadają,
5
Lecz sprawą swoją, ruchem jednostajnym,
Który wszystkiemu światu nie jest tajnym.
6
Jako z łożnice nowy oblubieniec,
Niosąc na głowie świetny złoty wieniec.
7
Od wschodnich granic wynika ku biegu,8
Ale porządek i ozdoba rzeczy9
Serce weseli jego Pańskie zdanie,
Oczy rozświeca jasne przykazanie.
10
Święta rzecz bojaźń Pańska; póki świata,11
Miód nie tak słodki, złoto w takiej cenie12
Z nich Twoję wolę sługa Twój poznawa
Pewien nagrody, gdy przy niej zostawa.
13
Kto grzechów swoich liczbę wiedzieć może?14
Pozbaw mię pychy; tak oczyszczon będę
I grzechu ze wszech brzydliwszego zbędę.
15
Daj Boże, aby ust moich śpiewanie,1
2
Wsiadaj z dobrem sercem, o królu cnotliwy,3
Siedząc na Syonie oka swego z ciebie
Nie spuści, a w twojej wesprze cię potrzebie.
4
Będzie pomniał na twe wszystki przeszłe dary5
Wszystko to on zdarzy, co w twem sercu czuje,
I szczęśliwy skutek radzie twej gotuje.
6
W rychle cię zdrowego (da Pan Bóg) ujźrzyjmy7
Nie długi czas temu (a każ na to śmiele),8
Oni w swoje wozy, i ufają w konie,9
Oni upaść muszą, a my powstaniemy,
I zwycięstwa znaki sławne podniesiemy.
10
Zdarz to wieczny Boże, z Pańskiej swej litości,1
2
Panie, za Twoją zawżdy pomocą król bije3
Dałeś mu, czego pragnął, a oczkolwiek prosił,4
Uprzedziłeś łaską swą, Panie, myśli jego,
Włożyłeś nań koronę z kamienia drogiego.
5
O zdrowie prosił, a Tyś dni Jego przedłużył,6
Wielka cześć jego, Panie, z Twojej życzliwości,
Wielkiej na wszystki strony prze cię jest zacności.
7
Postawiłeś go wzorem Twego pożegnania,8
W Tobie król swą nadzieję kładzie, wieczny Boże,
A będąc w Twej opiece, szwankować nie może.
9
Przed Tobą nieprzyjaciel Twój się nie uchroni,10
Jako w ognistym piecu płomienie pałają,
Tak oni w Twoim gniewie nieznośnym zgorają.
11
I z korzeniem je wyrwiesz, a ich plemię, Panie,12
Przeciw Tobie szaleni buntować się śmieją,
Rozczęli radę, ale miną się z nadzieją.
13
Bo nawet tył podadzą sromotnie, a w oczy14
Okaż, Panie, siłę swą, a my łagodnemi
Twoję moc niechaj sławim pieśniami swojemi.
1
2
Boże, czemuś mię, czemuś mię mój wieczny3
Cały dzień wołam, Boże mój, do Ciebie.4
Ale, o Panie, Panie dobrotliwy.5
Przodkowie naszy Tobą się szczycili,6
Ktobie wołali, a są wysłuchani,
W Tobie ufali, a niezasrumani.
7
Ale ja com jest? com jest, prze Bóg żywy?8
Kto potka, każdy ze mnie się naśmieje,9
Bogu ten ufa, niechże go ratuje,
Niech go wyzwoli, kiedy go miłuje.
10
Tyś mię z żywota wywiódł matki mojej,11
Jeszczem w pieluchach garnął się ku Tobie,
I obrałem Cię Bogiem wiecznym sobie.
12
Nie chciejże mię dziś w ostatniej potrzebie,13
Wilcy mię zewsząd srodzy otoczyli,14
Paszczęki na mię rozdarli straszliwe,
Jako lew srogi, zwierzę łupiąc żywe.
15
Rozpłynąłem się, jako woda prawie,16
Moc moja wszystka i siła wrodzona17
Zaskoczyła mię wściekłych psów gromada,18
Wszystki me kości przez skórę zliczyli.
19
Podzielili się mojemi szatami,
O suknię moję miotali kostkami.
20
Ty mię, mój Panie, nie racz odstępować,21
Szabli okrutnej, psom wściekłym, lwom srogim,
22
Obroń mię bystrym zwierzom jednorogim.
23
A ja Twe Imię braciej swej objawię,24
O! którzy Panu w bojaźni służycie
I Jakobowym domem się liczycie,
25
Bo ten nie gardzi prośbą ubogiego,
Ani przedemną skrył oblicza swego.
26
Przeto go będę na wszystek świat głosił,
Przed zborem Jego, przed Jego wiernemi
Uiszczę Mu się objatami swemi.
27
Będą jeść ludzie głodem utrapieni,28
Świat się obaczy, jako ziemia wielka,29
Pańska jest zwierzchność, ten ma światem władać.
30
Bogacze ziemscy za stół Jego siędą,31
I tak do końca, póki świata stawać,32
Będą ci zawżdy, którzy w każdym wieku
Chęć opowiedzą Pańską ku człowieku.
1
Mój wiekuisty Pasterz mię pasie,2
Zawiódł mię w pasze niepospolite,
Nad zdroje żywej wody obfite.
3
Wrócił mię z dziwnych obłędliwości4
By dobrze stała śmierć tuż przedemną,5
Posadziłeś mię za stół kosztowny,6
Ufam Twej łasce, że mię na wieki1
I ziemia i cokolwiek na niej się najduje,2
Wszystko Panu należy; On rękami swemi
Grunt na morzu założył niewzruszonej ziemi.
3
Kto dostąpi Twej góry, o wszechmocny Panie,4
Ten, kto rękę niewinną i serce zachował,
Ten, kto kłamstwa i krzywych przysiąg się warował.
5
Taki błogosławieństwo od Pana odnosi,6
Temi stopniami góry świętej dostąpimy.
I twarz Pańską (da Pan Bóg) na oko ujźrzymy.
7
Otwórzcie się wysokie niedobyte brony,8
Który niewysłowiony, który to Król wieczny?
Pan mocny i szerokiej władze, Pan waleczny.
9
Otwórzcie się wysokie niedobyte brony,10
Który niewysłowiony, który to Król wieczny?
Król wieczny, Pan zastępów i sprawca waleczny.
1
Do Ciebie, Panie, wzdycha serce moje,2
W Tobiem położył ja ufanie swoje;
Za co niech wstydu i żałosnych, proszę,
Nieprzyjacielskich śmiechów nie odnoszę.
3
Nikt nie zelżony, ktokolwiek w potrzebie4
Mnie okaż, Panie, drogi świętobliwe,5
Prowadź mię wedla szczyrej prawdy swojej,
Bo comkolwiek jest, jestem z łaski Twojej.
6
Wspomni na swoje miłosierdzie wieczne,7
A mej młodości postępki wszeteczne
Wygładź z pamięci; uczyń łaskę ze mną
Prze dobroć Swoję światu nietajemną.
8
Nie prózno proszę, Pan to dobrotliwy,9
Ukaże grzesznym, rozum da cichemu,
Drogi objawi swoje pokornemu.
10
Litość a prawda — Pańskie są własności,11
Testament Jego; Panie, grzechy moje
Nieprzeliczone zgładź, prze Imię swoje.
12
Jest kto na ziemi, coby żył prawdziwie13
Tam troski miejsca niewdzięczne nie mają,14
Pan tajemnice temu swe odkryje,15
W Nim tedy oczy, w Nim myśli mam swoje16
Panie, Ty mię racz wziąć do Swej obrony,
Bom od wszystkiego świata opuszczony.
17
Pełne mam serce nieznośnej żałości,18
Wejźrzy na ciężkość, wejźrzy na me troski,
Zabacz mych grzechów, uskrom gniew swój Boski.
19
Nieprzyjaciel mój na mię wojska zbiera,20
Ty bądź mym stróżem, — niech się zły nie śmieje,
Żem ja położył w Tobie swe nadzieje.
21
Szczyrość i cnota niech mię ma wspomoże,22
Niechaj nad sobą Twą obronę znają,
Którzy Twych ustaw świętych przestrzegają.
1
Panie, uczyń sąd o mnie, a tam ujźrzysz moję2
Statku i prawdy. Doświadcz mię, Panie!
3
Mnieć zawżdy przed oczyma miłosierdzie Twoje;
Twój zakon święty, to ścieżki moje.
4
Nie wiodę towarzystwa z ludźmi wstecznymi,5
Nie mam serca i nigdy ku złym mieć nie będę,
A z naganionym ani zasiędę.
6
Cnociem ja przyjacielem i w tej niewinności7
Otoczę (dali Pan Bóg), a tam, Boże prawy,
Opowiem światu Twe dziwne sprawy.
8
Słów tak wiele w języku swoim nie najduję,9
Nie dopuszczaj mi umrzeć w tej nieszczęsnej ziemi,10
Którzy nie mają w swojem okrucieństwie miary,
A zdechli prawie na cudze dary.
11
Panie, Tyś dobry świadek mojej niewinności,12
Strzegłem jako żyw cnoty, i tejem nadzieje,
Ze w zborze wspomnię Twe sławne dzieje.
1
Pan ogniem swojej światłości2
Kiedy na mię wszytki zbroje,3
Niech widzę wojska zniesione,4
O to proszę Pana swego,5
On w niebezpieczeństwie moim6
I dziś mi tak Pan mój tuszy,7
Usłysz, Panie, prośbę moję,8
Ktobie myśli me wzdychają,
Ciebie oczy me szukają.
9
Nie kryj przedemną Swej twarzy,10
Rodzice zapamiętali,11
Zjaw mi, Panie, drogi swoje,12
Nie daj mię na pewne męki13
Jużby mię w troskach nie stalo,14
Przeto Pana oczekawaj,1
Królu niebieski, zdrowie dusze mojej!2
Słysz prośby moje, które w każdej dobie3
Nie kładź mię w poczet z ludźmi nieprawymi,4
Zapłać im wedla ich uczynków, Panie!5
Nie chcą rozumieć Pańskiej rady Twojej,6
Panu bądź chwała, u którego były7
Ważne me prośby; to tarcz, to me siły;
Ktemu się zawżdy moje serce kłoni,
A On mię broni.
8
Pan lud swój chowa, Pan jest nieprzebitem
Królowi szczytem.
9
Miej na swej pieczy, Ojcze miłosierny,1
Nieście chwałę, mocarze, Panu mocniejszemu,2
Jego ze wszech naświętsze Imię wyznawajcie,
Jemu w kościele świętym Jego się kłaniajcie.
3
Głos Pański deszcze leje, głos Pański grom srogi4
Głos Pański wielkiej władze i wielkiej możności.
5
Głos Pański cedry łamie i dęby przewraca,6
Jako więc to tam, to sam, jednorożcowemi
Wesoła młodość miece cielęty pustemi.
7
Na głos Pański z obłoków ognie wyskakują,8
Pustynie drżą arabskie, łanie dzieci trują,
9
Lasy padną; wielmożność Jego znaczna wszędzie,
I, dokąd świata, zawżdy wyznawana będzie.
10
Pan na swym tronie siedział, gdy potop świat psował,11
Tenże serce i siłę ludu swemu daje,
I ziemi błogosławi na jej urodzaje.
1
2
Będę Cię wielbił, mój Panie,3
Panie, wołałem ku Tobie,4
Dodałeś mi swej pomocy,
Żem nie ujzrzał wiecznej nocy.
5
Zborze Pański, śpiewaj swemu6
Gniew Jego nie trwalszy piany,7
Mnie poprawdzie szczęście było8
Panie, Twoja łaska była9
Cóżem ja miał począć sobie,10
Co za korzyść, mocny Boże,
Mego zginienia, być może?
11
O Panie, racz się zmiłować,
A mnie smutnego ratować.
12
Użyłeś zwykłej litości,13
Przeto Cię wesoła wszędzie1
2
W Tobie ufność swą kładę, Boże niezmierzony,3
Usłysz mój głos, a chciej mię na swobodzie stawić.
4
Tyś mój wał, Tyś mój zamek, a prze Imię swoje
Prowadź mię i opatruj liche zdrowie moje.
5
Pomóż mi z sideł, które na mię zastawiła6
W Twoje ręce poruczam żywot swój teskliwy,
Ty mię broń, jako zawżdy, Boże mój prawdziwy!
7
Przyjaciela ci ze mnie na wieki nie mają,8
A Ty mnie zawżdy cieszyć raczysz w mej trudności.
9
Tyś mię z nieprzyjacielskich srogich rąk wybawił,
I na miejscu przestronem nogi me postawił.
10
Raczże się mnie użalić i dziś, wieczny Panie,11
Młodość przed czasem zbiegła, sił w kościach nie stało.
12
Śmieje się nieprzyjaciel, sąsiedzi się śmieją,13
Który zajźrzy, ucieka; rowniem tak wypłynął
Z ich pamięci, jakobych już na wieki zginął.
14
Wiotchy czyn, takem ja jest od ludzi wzgardzony.
Ci mnie jawnie sromocą, drudzy się zmawiają,
Którym kstałtem o zdrowie przyprawić mię mają?
15
A ja w tej wzgardzie ludzkiej, w tym strachu srogiem,16
W Twojej ręce są lata i bieg mego wieka,
Ty mię racz wyswobodzić z rąk złego człowieka.
17
Rozświeć Swą dobrotliwą twarz nad sługą swoim,18
Niechaj za to, Boże mój, wstydu nie odnoszę,
Że Cię w swych doległościach o ratunek proszę.
19
Bodaj usechł i upadł zły język wszeteczny,
Cnoty skaźca i dobrych nieprzyjaciel wieczny.
20
Jako wiele dóbr, Panie, które Ty gotujesz21
Kryjesz je przy Swej twarzy przed ludźmi srogimi,
Bierzesz je przed języki w dom swój wszetecznymi.
22
Błogosławion bądź, Panie, któryś mię wybawił23
Jaciem już był bez mała zwątpił w łasce Twojej,
Aleś Ty nie przebaczył przedsie skargi mojej.
24
Wierni, Pana miłujcie: wierne Pan miłuje,25
Bądźcie stali, którzyście w Panu położyli
Ufność swoję, a serca wasze on posili.
1
Szcześliwy, komu grzechy odpuszczono2
Szcześliwy, komu nie przyczetł Pan wady,
Ani się żadnej w nim domacał zdrady.
3
Dokądem taił swoich nieprawości,4
Dzieńli na niebie świecił, nocli wstała,5
Wolałem tedy, Boże litościwy,6
Przeto, gdy człowiek cokolwiek do siebie7
Ty mię w przygodach moich bronić raczysz,8
To były ku mnie, Boże mój łaskawy,9
Nie bądźże tedy tem, co jest koń, ani10
Siła jest biczów na grzesznego, ale11
Wesela, dobrzy, i wdzięcznie śpiewajcie.
1
Pana sercem wesołem wspomieńcie, cnotliwi,
Pana przystojnie chwalą uczciwi.
2
Wspomieńcie Go na cytrze i na wielostronej
Dzięki mu czyńcie harfie złoconej.
3
Przynieście Mu nową pieśń, nową, niesłychaną.
Trąbcie Mu w głośną trąbę miedzianą.
4
Abowiem każde słowo Pańskie jest prawdziwe,
Wszytki uczynki są świętobliwe,
5
Sprawiedliwość miłuje, kocha się w szczyrości,
Pełna jest ziemia Jego litości.
6
Słowem Pańskiem jest wielkie niebo zawieszone,
I wzorem złotych gwiazd ozdobione.
7
Ten morze nieprzebyte zawarł, jako w bani,
W skarbie położył wodne otchłani.
8
Gdzie wieczór słońce gaśnie, gdzie wschodzi poranu,
Wszyscy niechaj się kłaniają Panu.
9
Bo jedno słowo wyrzekł, tak wszytko stanęło,
Co kazał, wszytko wnet skutek wzięło.
10
Rady wielkich monarchów Pan wniwecz obraca,
Pan ludzkie myśli opak wywraca.
11
Ale co sam uradzi, co sam postanowi,
To wiek podawać będzie wiekowi.
12
Nader szczęśliwy narod, z którym Pan przestawa,
Który dziedzictwem swojem wyznawa.
13
Pan tylko z Nieba pojźrzy na ziemskie niziny,
A wszytki ludzkie ogląda syny.
14
Widzi z pałaców swoich, ile nas na ziemi,
Żywota wspiera pracami swemi.
15
Widzi i sprawy nasze, i myśli zamknione,
Bo przezeń serca nasze stworzone.
16
Słaba nadzieja wojsko nawiętsze krolowi,
Słaba nadzieja moc obrzymowi.
17
Często czasu przygody, czasu strasznej trwogi
Nie uniósł Pana koń wiatronogi.
18
Oko pańskie jak zawżdy nad bogobojnymi,
Oko nad ludźmi sprawiedliwymi.
19
Aby od nich nagłą śmierć oddalił w przygodzie,
Aby je żywił w nacięższym głodzie.
20
W Nim jest wszytka nadzieja nasza położona,
On nasza pomoc, On jest obrona.
21
Będziem (da Bóg) radości prawej używali,
Bośmy na wszelki czas w nim ufali.
22
Niechaj, Panie, Twą litość nad sobą poznamy
Tak, jako w Tobie nadzieję mamy.
1
2
Jakokolwiek szczęście ku mnie się postawi,3
Panem się ja chłubię, skromni niech słuchają,4
Ze mną wszyscy Pana, ze mną wysławiajcie,
Imię Jego święte wzgórę wynaszajcie.
5
Szukałem Go, a on ucho ku mnie skłonił6
Weń patrzcie, będziecie prawie rozświeceni,
A być nie możecie nigdy zawstydzeni.
7
Ten ubogi wołał, a Pan go ratował,8
Wkoło bogobojnych Pański anioł stawi
Obóz niedobyty, i ten je wybawi.
9
Skosztuj, kto chce tego: Pan to dobrotliwy;10
Ważcie Pana, wierni, według powinności:
Nie masz niedostatku, gdzie Pan w uczciwości.
11
Lwi drapieżni, którzy siłom swym ufają,12
Do mnie przydźcie, dziatki, a tu posłuchacie,13
Słuchaj mię, kto pragnie długiego żywota,
A chce wieku swego zażyć bez kłopota.
14
Zachowaj swój język od wszetecznej mowy,15
Porzuć złość wszelaką, sprawuj się przystojnie,
Szukaj, jakobyś mógł żywot wieść spokojnie.
16
Patrza Pan na dobre okiem miłosiernym,17
Patrza i na grzeszne oczyma srogiemi,
A ich pamięć wszytkę wygładzi na ziemi.
18
Wolał sprawiedliwy, a Pan ucho skłonił,19
Blisko Pana mają ludzie utrapieni,
Smutni z łaski Jego będą pocieszeni.
20
Siła na pobożne frasunków przychodzi,21
Pan ich kości strzeże od wszelkiego razu,
Jedna z nich żadnego nie ma uznać skazu.
22
Złego złość pobije, a kto zajźrzy cnocie,23
Pan sług swoich broni: szkody nie uznają,
Którzykolwiek w Jego łasce ufność mają.
1
Obrońca wieczny ludzi utrapionych,2
Zastaw się o mię, daj odpór gwałtowi:3
Zastąp, dobywszy ostrej szable swojej,4
Niechaj wstyd najdą, którzy mię szukają,5
Jako gwałtowny wicher niezgoniony,6
Niech ślizawice i ćmy niespędzone7
Bo na mię sidła bez winy stawiają,8
Bodajże się w swych sieciach połowili,9
A ja (da Pan Bóg) pozbywszy trudności,10
Wszytki me rzeką:
11
Niestety na złe ludzi niewstydliwe —12
Uprzejmość moją złością mi oddali,13
A jam, w ich zły czas, w parcie (mój Bóg to wie)14
Tak przyjaciela przyjaciel żałuje,15
A oni się w mej pladze weselili,16
Głodni pochlebce czci mi uwłaczali,17
O Panie, kiedyż wejźrzysz? pozbaw mię tych18
Abych Twą dobroć przy wielkiem wyznawał19
Niechaj radości żadnej nie używa20
Cokolwiek mówią, wszystko uszczypliwie,21
Gęby do uszu na mię rozdziewili,22
Widzisz, o Panie, jawną krzywdę moję,23
Wstań, a rozciągni swój sąd sprawiedliwy,24
Osądź mię według swej sprawiedliwości,25
Niechaj nie mówią: Lubuj duszo, teraz,26
Bodajże jawnej nie uszli sromoty,27
A ludzie, którzy cnocie mej życzyli,28
Język mój także będzie szerzył, Panie,1
2
Żywot niepobożnego za świadka mi stoi,3
Więc jeszcze w swychże złościach sobie pochlebuje,
Za co Bożą i ludzką nienawiść zyskuje.
4
Jego słowa szczera złość, szczery kłam i zdrada,5
W nocy myśli, w jakiej dzień strawić wszeteczności?
Cnotę wzgardził umyślnie; przyjacielem złości.
6
O Panie, dobroć Twoja do Nieba przestała,7
Sprawiedliwość, a sądów i Twojej mądrości
Taż jest miara, która jest morskich głębokości.
8
Nieprzepłacone, Panie, miłosierdzie Twoje;
Jako ptak liche dziatki skrzydły swemi kryje,
Tak człowiek pod zasłoną łaski Twojej żyje.
9
Hojnością domu Twego będziem nasyceni,10
U Ciebie zdrój żywota, Ty nasze ciemności
Rozświecisz, a wnet ujźrzem dzień prawej światłości.
11
Okryj, Panie, łaską Swą tych, którzy Cię znają,12
Niechaj mię hardy człowiek nie depce nogami,
Niechaj mię niepobożny nie tyka rękami.
13
Acz ci tak długo będą na dobrych przewodzić,1
Nie obruszaj się, że kto niewstydliwie2
Bo ci leda w dzień tak upadną snadnie,
Jako za kosą trawa prędko padnie.
3
Miej ty nadzieję w Panu, a cnotliwie4
Kochaj się w Panu, ten wszytko da Tobie,5
Porucz Mu żywot i wszytki twe sprawy,
A uznasz, że on Tobie jest łaskawy.
6
Jasna jest zorza, jasno słońce pała,7
Tylko bądź skromny, a w swej doległości
Czekaj cierpliwie do pańskiej litości.
8
Ujmi gniew, ujmi swe zapalczywości,
Abyś nie przystał i sam ku ich złości.
9
Bo to rzecz pewna, że ludzie złośliwi10
Potrwaj, a złego wnet nie będzie; przyjdziesz11
Ale pokorni — ci ziemię osiędą
I żyć w pokoju wszytek swój wiek będą.
12
Niesprawiedliwy źle myśli dobremu,13
A Pan, na Niebie siedząc, z niego szydzi,
Bo upad nad nim nieuchronny widzi.
14
Miecze wyjęli, łuki nałożyli,15
Ale ich miecze w ichże serca wpadną,
A łuki w ręku samy się przepadną.
16
Lepsza dobremu trocha majętności,17
Bo niepobożnych władza starta będzie,
A Pan obrońcą swoich wiernych wszędzie.
18
Pan ma na pieczy skromne i stateczne,19
Będą bez trwogi w każdej złej przygodzie,
Będą mieć co jeść i w nacięższym głodzie.
20
Ale upadku nie ujdą złośliwi,21
Pożycza człowiek zły, a nie oddaje,22
Kto dobrym życzy, i sam szczęśliw będzie,
A nieprzyjaciel nędznik taje wszędzie.
23
Pan cnotliwego postępki sprawuje24
Jeśli upadnie, Pan mu nie dopuści
Stłuc się szkodliwie, bo go z rąk nie spuści.
25
Byłem dziecięciem, a dzisiem już siwy,26
Każdy dzień ludziom upadłym użycza27
Przeto złość porzuć, czyń, co radzi cnota,28
Bo sprawiedliwość wielce Pan miłuje,
A wierne swoje zawżdy opatruje.
29
A dobrzy będą na ziemi mieszkali
I swoję własność synom podawali.
30
Z ust pobożnego szczera mądrość płynie,31
Zakon w swem sercu Pański ugruntował,
Przeto też nigdy nie będzie szwankował.
32
Nieprzyjacielem głównym zły dobremu,33
Ale go zawżdy Pan wyrwie z rąk jemu,
Ani da, żeby będąc potwarzony,
Miał od sędziego wyniść przesądzony.
34
Ufaj ty Panu, a swe wszytki sprawy35
Widziałem złego w szczęściu tak wyniosłym,36
Obejźrzałem się, a już było po nim,
Szukam, nie umiał nikt powiedzieć o nim.
37
Przypatrz się rzeczom ludzi bogobojnych,38
A niepobożni, kiedy się zdać będą
Nalepiej kwitnąć, dóbr i zdrowia zbędą.
39
Bezpieczność swoję i stałość w trudności40
On je wspomoże, on z nich jarzmo zejmie
Złych ludzi, bo mu dufali uprzejmie.
1
2
Czasu gniewu i czasu Twej popędliwości3
Tkwią we mnie strzały Twoje, a nieuchroniona
Ręka nademną Twoja zmocniona.
4
Zdrowia nie masz w mem ciele prze strach gniewu Twego,5
Stanął mi grzech nad głową i ciśnie mię w ziemię,
Jako nieznośne nacięższe brzemię.
6
Blizny znowu mych dawnych ran się odnowiły,7
Skurczyłem się, nieborak, znędzniałem okrutnie,
Cały dzień chodzę, wzdychając smutnie.
8
Wszytki we mnie wnętrzności gorają, a ciało9
Udręczonęm, wzgardzonęm; owa ryczeć muszę,
Mając tak barzo strwożoną duszę.
10
Jawna jest żądość moja Tobie, wieczny Boże!11
Trwoga serce me zjęła, gasną we mnie siły,
Oczy, i ty swe światło straciły.
12
Bliscy moi zdaleka na mój ból patrzali,13
A zły człowiek tymczasem czynił o mnie radę
I mówił, co chciał, i zmyślał zdradę.
14
A ja, jako kto głuchy albo komu mowa15
Byłem jako głuch, albo ten, co dotknion słowy,
Nie ma nieszczęsny w uściech odmowy.
16
Panie, w Tobie nadzieję kładę, Bogu swoim,17
Nieprzyjaciołom w pośmiech; w tem oni lubują,
Gdy moje nogi namniej szwankują.
18
Otom ja zawżdy gotow na wszelkie karanie,19
Wyznawam swoje złości, słusznie mię, mój Panie,
Nawiedzać raczysz i karać za nie.
20
A nieprzyjaciel mój żyw i bierze moc jawnie,21
Chęć mi niechęcią oddał i dziś mię sromoci,
Żem przyjacielem zawżdy dobroci.
22
Ty Sam, o wieczny Panie, o Boże litości,23
Dźwigni mię conarychlej z ciężkiego kłopota,
Obrońca wieczny mego żywota!
1
2
Do tegom był myśl swą skłonił,3
Że, nie chcąc rzec słowa złego,
Nie mówiłem i dobrego.
4
Serce mi w gniewie pałało,
Aż się słowo rzec musiało.
5
Przebóg, Panie mój, długoli6
Ty żywiesz czas nieprzeżyty,7
Prozne jego frasowanie,8
Czegóż czekać, o mój Boże?9
A Ty z Pańskiej swej litości10
Nieprzyjaciel mię strofował,11
Zdejmi ze mnie plagi swoje,12
Kogo prze grzech zafrasujesz,13
Skłoń łaskawe uszy swoje14
Sfolguj, a daj się ochłodzić,1
2
Czekałem z cierpliwością, a Pan mię obaczył
I prośby moje wysłuchać raczył.
3
Wywiódł mię mocą Swojej zwyciężnej prawice
Z błot nieprzebytych i z trzęsawice.
Nogi moje na twardej opoce postawił
I drogę, gdziem miał chodzić, objawił.
4
Tenże i ku śpiewaniu usta me sposobił,
Żem nowym rymem moc Jego zdobił.
Niechaj się na mnie Pańskim sądom przypatrują,
Którzy fortunie rząd przypisują
Wszystkich na świecie rzeczy; musząc sobą trwożyć
I swe nadzieje w Panu położyć.
5
Błogosławiony człowiek i fortunny żywie,
Który ma ufność w Panu prawdziwie,
Że ani oka swego skłonił za hardemi,
Ani się udał za wszetecznemi.
6
Siła, wszechmocny Panie, Twych dziwów od wieku
I znaków chęci przeciw człowieku.
Myśl nie ogarnie, język nie wymówi tego,
Nie masz o Panie, Tobie rownego.
7
Ofiar za grzech nie pragniesz, toś mi włożył w uszy,
Że cię ofiara żadna nie ruszy.
8
A jam rzekł: Oto idę i jestem gotowy,
Jako brzmi pismo jasnemi słowy,
9
Woli Twej dosyć czynić, Boże nieprzeżyty!
Twój zakon w mojem sercu jest ryty.
10
Opowiadałem światu sprawiedliwość Twoję,
I dziś nie milczę, sam znasz chęć moję.
11
Nie kryłem w sercu swojem Twej sprawiedliwości,
Sławiłem prawdę i Twe litości.
Jawne jest na wszystek świat miłosierdzie Twoje,
Jawna i prawda przez usta moje.
12
Nie raczże mię opuszczać, o mój Boże wieczny!
Bądźże mym stróżem w dzień niebezpieczny.
13
Męki mię, których liczby nie masz, ogarnęły,
Troski mię, których nie przejźrzeć, zjęły.
Ledwie tak wiele włosów na głowie najduję,
Prosto i serca w sobie nie czuję.
14
Raczże mię, mocny Panie, z łaski swej pocieszyć,
A ku ratunku memu pospieszyć.
15
Niechaj hańbę odniosą, niech się zapałają,
Którzy upadku mego szukają.
Niech idą wspak ich rady, niech się jawnie wstydzą
Którzy nieszczęście me radzi widzą;
16
Bodaj za moję wzgardę obelżenie mieli,
Którzy mi mówią: tegośmy chcieli.
17
A cnotliwi bodaj dni dobrych używali
I zawżdy Pańską moc wyznawali.
18
Jaciem żebrak ubogi, prawie cień człowieczy,
Ale mię jednak Pan ma na pieczy.
Tyś obrona i zdrowie, Panie, dusze mojej,
Nie odwłócz, proszę, pomocy swojej.
1
2
Szczęśliwy, który ludzi upadłych ratuje,3
Pan go w cale zachowa i zdrowia nabawi,
I w szczęściu nieodmiennem z łaski swej postawi.
4
A jeśli kiedy w zdrowiu odmianę poczuje,
Pan go w przypadku jego łaskawie wspomoże
I swoją własną ręką będzie mu słał łoże.
5
Przełóż i ja okrutną chorobą złożony,6
By w chęć nieprzyjacielską, dawnom ja zginiony.7
A jeśli który kiedy nawiedzać mię przyszedł,8
I podawał mię ludziom, o mem złem szeptali,
Na moję śmierć już, jako napewną, kazali.
9
Znać (powiada), że go Pan za grzechy chce skarać,10
Aż i ten, któregom ja tak był umiłował,11
Ale Ty się sam zmiłuj, Ty mię dźwigni, Panie!12
To był mój głos, a ztąd znam, że mię liczysz swoim,
Żeś mię nieprzyjaciołom nie dał w pośmiech moim,
13
Aleś za niewinnością moją mię wybawił14
Niechaj Bóg izraelski na wszystek świat słynie,
Póki kołem niemylnem dzień za nocą płynie.
1
2
Jako na puszczy prędkimi psy szczwana3
Ciebie żywego, wieczny Boże, zdroja4
Łzy moja karmia, potrawy płacz wieczny,5
To człowiek słysząc, umiera na poły,6
Czemu się smęcisz, duszo moja, czemu7
Niech się jako chce trwoży dusza moja,8
Na huk Twych progów, wszech przepaści siły9
Ale dzień idzie, kiedy Pan nademną10
A teraz rzekę: Czemuś mię, mój wieczny11
W jedny mię prawie kęsy rozbierają,12
Czemu się smęcisz, duszo moja, czemu1
Niewinność, Panie, moję2
Panie, w którym obrona3
Niech Twej pomocy, Panie,4
Tam d' ołtarza świętego,5
Duchu mój, czemu mdlejesz?1
2
O Panie, w swoje własne uszyśmy słychali,
Ojcowie jeszcze naszy nam opowiadali
Sprawy Twej dziwnej mocy, sprawy Bostwa Twego,
Coś Ty poczynał za ich wieku dawniejszego.
3
Tyś sam, Panie, utrapił i wygnał pogany,
A onyś postanowił na ich miejscu pany;
4
Nie przez miecz bowiem ziemie tak pięknej dostali,
Ani za swoją siłą żywot zachowali.
Twoja ręka i Twoja za nie moc czyniła,
I ona zwykła łaska, która z nimi była.
5
Tyś jest król mój, Tyś Pan mój, który wierne swoje
Masz na dobrem baczeniu w każde niepokoje.
6
Nieprzyjaciele nasze przy Tobie zetrzemy,
A w Imię Święte Twoje harde podepcemy.
7
Bowiem ja nie pokładam nadzieje w swej broni,
Ani mię moja strzelba w potrzebie obroni,
8
Tyś nas, Panie, z ciężkiego trapienia wybawił,
Tyś przeciwniki nasze o lekkość przyprawił.
9
Przeto Cię, i kładąc się, i wstając chwalemy,
I po wszystek żywot nasz wyznawać będziemy.
10
Ale teraz (niestety) prostoś nas zabaczył,
Aniś przed wojskiem naszem okazać się raczył,
11
Twą niełaską się stało, żeśmy tył podali,
I niewiernym poganom w ręce się dostali.
12
Jesteśmy jako owce na rzeź odłączone,
Rozprószyłeś nas między pogaństwo zelżone,
13
Zaprzedałeś nas, lud swój, prawie nie bogato,
Abowiemeś nagrody żadnej nie wziął za to.
14
Wzgardę zewsząd odnosim, szyderstwa cierpimy,
15
Prawie wszystkim na końcu języka siedzimy.
16
Wstyd oczom nie dopuści pojźrzeć wzgórę śmiele,
17
Widząc zewsząd naśmiewce i nieprzyjaciele.
18
To cierpiąc, azaśmy Cię, Panie, zabaczyli,
Albo przeciw ustawom Twoim wystąpili?
19
Nie szło wspak serce nasze, ani z Twojej drogi
Prawdziwej ustąpiły namniej nasze nogi.
20
A toś nas między smoki zamknął okrutnemi,
I okrył ciemnościami prawie śmiertelnemi.
21
Jeslibychmy Imienia Twego przebaczyli,
Albo cudzemu bogu ofiarę palili:
22
Azaby to przed Tobą tajno było, który
Serca nasze i myśli wszystki widzisz z góry?
23
Dla Ciebie mordy cierpiem, a Twoje niewinne
Sługi równie tak biją, jako owce inne.
24
Powstań, Panie, a ten sen zetrzy z oczu swoich,
Ani wiecznie oddalaj od siebie sług Twoich.
25
Czemu swą twarz odwracasz? czemuś swej litości
Zapomniał w tej okrutnej naszej doległości?
26
Serce w nieszczęściu taje i myśli strapione,
Ciała, siły pozbywszy, leżą obalone.
27
Powstań, Panie, a wyzwól smutne więźnie swoje,
Prosim Cię przez wrodzone miłosierdzie Twoje.
1
2
Serce mi każe śpiewać Panu swemu,3
Żaden, o królu żaden twej urody4
Przypasz do boku swój miecz uzłocony,5
I grom niechętne swe nieprzyjaciele.
6
Twe ostre strzały są nieuchronione,7
Stolicy twojej, o niezwyciężony8
Umiłowałeś sprawiedliwość świętą,9
Piżmem i mirrą pachną drogo tkane10
Zewsząd ci rozkosz płynie, między swemi
Cory królewskie masz ulubionemi.
11
Słuchaj mię, zacna królewno, a moje
Życzliwe słowa włóż pod serce swoje.
12
Król cię ulubił sobie przed wszytkiemi,
A ty Go zwycięż posługami swemi.
13
Tobie bogata Tyros, o królowa,14
Perły, a złoto i drogie kamienie,15
Taka, o królu wszechmożniejszy, żona16
Bębny i trąby i muzyka wszelka.
17
Lecz i ty, panno, nie szukaj przyczyny18
Zdrów bądź, o Królu, ciebie ja wdzięcznemi1
2
Bóg wszechmocny, Bóg prawdziwy,3
Nie trwóżmy się, chocia wszędzie4
Huczy morze popędliwe,5
Miasto, które Pan miłuje6
Temu gwałt i groźna zbroja7
Niechaj się państwa mieszają,8
Pan, który zastępy władnie,9
Sam, co żywo, sam bywajcie,10
Na kraj świata ostateczny,11
Bystrość, mówi Pan, hamujcie,12
Pan, który zastępy władnie,1
2
Kleszczmy rękoma wszyscy zgodliwie,3
Panu nad Pany, Panu groźnemu,
Królowi wszego świata możnemu.
4
Ten niedobyte podał nam grody,5
Dał nam w dziedzictwo i w używanie
Włość Jakóbowę, swoje kochanie.
6
Oto w swój kościół w wesołem pieniu,7
Dajcie cześć Panu, dajcie naszemu,
Śpiewajcie Bogu, Bogu wiecznemu.
8
Ten władnie światłem sam niezmierzonym,9
Wszytkim narodom Ten rozkazuje
I wiecznie na swym tronie króluje.
10
Mocarze ziemscy kniemu przystali,1
2
O Panie, który nie masz nic równego sobie,
Słusznie oddawa chwałę Syon Tobie,
3
Syon, kwiat gór wysokich, rozkosz świata wszego,
Boki północne, dwór króla wielkiego.
4
Miasto Jerozolimskie świadectwo dać może,
Żeś Ty obrona pewna, wieczny Boże!
5
Możni bohatyrowie sił Twoich doznali,
Próżno się na Twój wierny lud zbierali.
6
Ujźrzeli, zdziwili się i zaraz zwątpili,
Barziej o biegu niż potce myślili.
7
Myślili, a pirzchali; a strach wielkooki,
W tył nacierając, chwytał je za boki.
Tam boleść na nie przyszła, jaka więc przychodzi
Na białągłowę, kiedy dziatki rodzi.
8
A Tyś je tak rozproszył, jako nieujęty
Wiatr morzolotne roztrząsa okręty.
9
Cośmy tedy od swoich starszych więc słychali,
Tośmy oczyma swemi oglądali;
Oglądaliśmy w mieście Pańskiem niedobytem,
Którego Bóg sam stróżem znakomitym.
10
Ciebie my w swych uciskach, Panie nasz, wzywamy
I Twe ołtarze święte obłapiamy.
11
Wielkie jest Imię Twoje, chwała nieśmiertelna,
Sprawiedliwości ręka Twoja pełna.
12
Niech się wirzchy Syońskiej rozradują góry,
Niech się weselą izrahelskie córy;
Bo co sprawiedliwszego, wiekuisty Boże,
Nad Twoje święte wyroki być może?
13
Pódźcie, obydźcie wokoło to miasto wysokie,
Wieżę i wały pomierzcie szerokie.
14
Przypatrujcie się murom i pałacom złotym,
Abyście mogli opisać je potym;
15
Bo Pan, któremu to jest miejsce poświęcone,
Bogiem na czasy nam jest nieskończone;
Ten nas z łaski Swej szczyrej opatrować będzie,
Póki żywota człowiekowi zbędzie.
1
2
Słuchaj, co żywo, wszystki ziemskie kraje3
Słuchaj mię, bądź kto między podłym gminem4
Zdrojów zakrytej mądrości dobędę,5
Ku przypowieści i sam ucho złożę,
A gadkę swoję przy lutni wyłożę.
6
Przecz się ja mam bać, albo sobą trwożyć7
Nie prózno człowiek łakomie nabywał,
I nad swym bliźnym fortelów używał.
8
Brat rodzonego nie odkupi brata,
Kiedy już przyjdą zamierzone lata.
9
Droga na okup dusza jest człowiecza;10
Aby kto śmierci mógł się uwarować,
I żyć na wieki, a w grób nie wstępować.
11
I mądry umrze, a umrze i głupi,12
Pałace wielkim kosztem wystawiają,13
Płocha cześć ludzka i chłuba znikoma,14
Ale głupiego trudno wynicować;15
Jako barany, śmierć się karmi jemi.
16
Dół ich dom będzie; a ja ufam Tobie,
Boże mój, że Ty mię przyjmiesz ku sobie.
17
Nic to, że kogo fortuna wystawi,18
Bo go śmierć sroga ze wszystkiego zwlecze,
A cześć obłudna za duszą uciecze.
19
Używa wczasów, żądzom swym folguje,20
Przeto też musi ujźrzeć niskie kraje,
Gdzie noc ogromna nigdy nie ustaje.
21
Niechaj jako chce człowiek w szczęściu pływa,1
Bóg wieczny, który wszystkim rozkazuje2
Twarz jasną swoję na Syońskiej skale3
Głos Jego słyszeć; idzie Bóg prawdziwy,
Grom wkoło Niego i ogień żywy.
4
Przyzowie nieba i ziemie przyzowie,5
Dajcie plac (rzecze) wybranym moim,
6
Sąd Jego święty sławić będą nieba,
Bo gdzie Ten sądzi, wątpić nie trzeba.
7
Słuchaj potomstwo cnego Izrahela,8
Nie będę cię ztąd karał, ani winił,9
Nie chcę ja, nie chcę z twej obory wołu,10
Wszystek zwierz mój jest: i co w lesiech tyje,
I co po górach skalistych żyje.
11
Ptak oku memu żaden nie ulęże,12
Będęli głodzien, nie rzekę nic tobie;13
Jażbych to mięso miał wołowe jadać,
Albo nad czaszą krwie koźlej siadać?
14
Ofiaruj ty mnie chwałę, mnie wyznawaj,15
Wzowże mię w trosce, a ja dźwignę ciebie,
A ty mnie będziesz ważył u siebie.
16
A złego Bóg zaś potkał temi słowy:17
A ty wycierpieć nie możesz karania,18
U ciebie rady szukać złodziejowi,19
Bluźnierstwo szczere w uściech twych panuje,
Język zdradliwy fortele knuje.
20
Powinowactwo żadne, bliskość żadna21
Toś czynił, a jam nic nie mówił tobie,22
Rozumiejcież to, wy, co pospolicie23
Ofiara u mnie nawdzięczniejsza: chwała;1
2
3
Boże w miłosierdziu swojem nieprzebrany,4
Omyj mię, oczyść mię z moich wszeteczności.
5
Znam swój grzech do siebie, a widzę go prawie,6
I Tobie nie tajny; ale Ty łaskawie
Racz się ze mną obejdź, abyś w słowiech swoich
Zawżdy praw nalezion i czyst w sądziech twoich.
7
Mnieć jeszcze złość w matce przeklęta zastała,8
O Panie, Ty szczerość serdeczną miłujesz
I skarb swej mądrości takim okazujesz.
9
Pokrop mię hysopem, a oczyszczon będę,10
Ześli mi poselstwo wesołe, a kości
Twym gniewem strapione użyją radości.
11
Odwróć od mych grzechów surową twarz swoję,12
Stwórz we mnie, mój Panie, serce bogobojne,
A w oziębłych piersiach myśli wskrześ przystojne.
13
Nie odmiatajże mię od swej obliczności,14
Przywróć mi dobrą myśl, prze mój grzech odjętą,
A podbij pod rozum złą żądzą przeklętą.
15
A ja w swym upadku przez Cię podźwigniony,16
Wybaw mię z przeklęctwa mej niepobożności,17
Otwórz, wieczny Boże, nieme usta moje,
A ja opowiadać będę chwały Twoje.
18
Byś ofiar pożądał, paliłbych ofiary,19
Ofiara przyjemna Bogu — duch strapiony,
Serce uniżone, umysł ukorzony.
20
Bądź łaskaw na miasto swoje, wieczny Panie!21
Tam przyjmiesz ofiarę cnoty, tam kładzione
Na Twój ołtarz będą cielce poświęcone.
1
2
3
Co się chłubisz, niewstydliwy,4
Myśli twoje są zdradliwe5
Niecnotę cnocie przekładasz,6
A cokolwiek ludzi gubi,
To samo twe ucho lubi.
7
Przeto cię też Bóg na ziemi8
A dobrzy, patrząc zdaleka9
Otóż (rzeką) on, co w złocie,10
A ja jako osobliwy11
Miej dziękę, dobrych obrońca,1
2
Głupi mówi w sercu swoim:3
Pan z niebieskich wysokości4
Nie mógł ujźrzeć i jednego,5
Tedy się już nie uznają,6
Nigdy nie wzywali Boga,7
Gdzieś to ta pożądna zorza1
2
3
Mocą imienia Swego i swej wszechmocności4
Usłysz modlitwy moje, Boże niezmierzony,
A przyjmi w uszy swoje głos mój utrapiony.
5
Bo się na mię zwaśnili ludzie zazdrościwi,6
Na Boga nic nie dbają, lecz mię Ten ratuje
I tych, co mnie sprzyjają, łaską opatruje.
7
Obróć wszystko złe na nie; w też, co na mię doły,8
A ja Tobie chętliwie niech ofiarę dawam
I, dokąd człowiek żywie, imię Twe wyznawam.
9
Tyś mię z moich trudności, Panie, wyswobodził,
I upadem zazdrości oko me ochłodził.
1
2
Obrońca uciśnionych, Boże litościwy,3
Nie proszęć, ale wołam, takem ja dziś z strony
Nieprzyjaciela swego wielce zatrwożony.
4
Wszystki swoje fortele na mię obrócili,5
A serce we mnie taje, siła odstępuje,
6
Śmierć przed oczyma lata, a mnie strach zdejmuje.
7
I mówię czasem sobie: Gdzież to człowiekowi8
Leciałbych co nadalej między głuche lasy,
9
I tambych swój wiek trawił i przetrwał złe czasy.
10
Zamieszaj, wieczny Panie, ich rady złośliwe,11
We dnie i w nocy mury swawola obchodzi,12
W domiech siedzi wszeteczność, a zaś ulicami
Lichwa chodzi, ludzkiemi umoczona łzami.
13
By mię był nieprzyjaciel jawny mój szacował,14
Ale ty na mię jedziesz, któregom ja z wiela15
Obaśwa swych tajemnic sobie się zwierzała
I do Pańskiego domu w miłości chadzała.
16
Bodaj zdrajcę każdego zła śmierć nie minęła,17
Ja się będę uciekał, Panie mój, do Ciebie,
A Ty mej niewinności miejsce dasz u siebie.
18
Rano będę i wieczór i w południe prosił,19
A Ty, Panie, wysłuchasz i obronisz snadnie,
Choć na mię nagle wojsko nawiętsze przypadnie.
20
Wysłuchasz (mam nadzieję pewną) i obronisz,21
Rzucił się na niewinne, zapomniał umowy,22
Powieść jego miodowa, a umysł bojowy;
Słowa tak z ust mu płyną, jako olej cichy,
Ale kto chce uważyć, są śmiertelne sztychy.
23
Włóż na Pana swój ciężar, a On cię ratuje,24
Chytrego upad czeka, w pół wieku zostanie
Mężobójca — ja w Tobie mam nadzieję, Panie!
1
2
Zmiłuj się nademną, Boże litościwy,3
Wdeptali mię w ziemię ludzie nieżyczliwi,4
Ale kiedykolwiek strach mię jaki zejmie
Tobie ja, o Panie mój, ufam uprzejmie.
5
Pańskie słowa u mnie są wielkiej zacności,6
Co wiodę wszystko opak wywracają;7
Schadzki o mnie czynią, radzą, naprawują,
Gdzie się jedno ruszę, wszędy mię szlakują.
8
I nie weźmie złość ich pomsty? — być nie może;9
Masz Ty policzone uciekania moje,
A łzy oczu moich wiadro chowa Twoje.
10
Ze mój nieprzyjaciel wrychle nazad ruszy,
Bo kiedym się kolwiek uciekał do Ciebie,
Zawżdym poznał, że Ty słyszysz mię i w niebie.
11
Pańskie słowa u mnie są wielkiej zacności.12
Że, kiedy się na mię nabarziej nasadzi,
Nigdy mi śmiertelny człowiek nie zawadzi.
13
Pomnię ślub swój, Panie, i będęć dziękował,14
Uchowałeś szwanku, abych w liczbie żywych
Po Twych, Panie, chodził ścieżkach świętobliwych.
1
2
Zmiłuj się, Panie, czasu mego niepokoja,3
Ciebie wzywam, Boże mój! Ty iścisz me prośby,4
Ty z nieba pomoc mnie ześlesz, a groźby
Złych ludzi w śmiech obrócisz; dobroć, wieczny Boże,
I prawda Twoja nigdy płona być nie może.
5
Mieszkam nie miedzy ludźmi, ale lwy srogiemi,6
O latom nie podległy i wieku żadnemu!7
Sieci na mię miotali i tak mię trapili8
Ochotną myśl, ochotne serce w sobie czuję,9
Powstań, moje kochanie, powstań, lutni moja!
Ruszwa różanorękiej zarze z jej pokoja.
10
Ciebie, Panie, po wszytkim świecie przed wszytkimi11
Abowiem Twoja dobroć do nieba przestała,
A prawda nad obłoki głowę ukazała.
12
O latom niepodległy i wieku żadnemu!1
2
Najdzie się kiedy chwila tak szczęśliwa,3
Na sercu zazdrość i nienawiść mają,4
Złe na świat padli, tak Bogiem wzgardzili,
A za nieprawdą zaraz się rzucili.
5
Swym ostrym jadem podobni do żmije,6
Aby nie słuchać, kiedy nauczony
Czarownik nad nią zacznie rym niepłony.
7
Ty sam wszeteczne potłucz gęby, Panie,8
Niech siąkną, jako woda, niech zmierzają,9
Niech tają, jako ślimak narażony,
Niech zwiędną, jako płód niedonoszony.
10
Pierwej, niż w czernie latorosłki nowe,11
A widząc pomstę, napasie swe oczy,12
I rzeką: przedsię cnocie jest zapłata,
Przedsię Bóg sądzić nie zapomniał świata.
1
2
Boże, który sług nigdy nie przepomnisz swoich,3
Broń mię przeciw zuchwalcom i jawnogrzesznikom,
Ani mnie w moc podawaj bezecnym głównikom.
4
Oto na gardło moje tajemnie czyhają,5
Ale Ty, który władasz zastępy zbrojnemi,6
Pokarz jawnie przewrotne złe ludzi, żadnemu
Nie cierp, ani okazuj łaski niezbożnemu.
7
Skoro wieczór, ci schodzą, drudzy następują,8
Słowa ich (aż i słuchać strach człowieka) krwawe,
Jadowite, śmiertelne, wszytko miecze prawe.
9
Ale wszytka ta groźba za śmiech Tobie stanie,10
A ja na Cię moc jego zachowam, mój Panie!
11
Ty mój zły czas uprzedzisz miłosierdziem swoim
I nad nieprzyjacielem dasz mi górę moim.
12
Wszakże nie trać ich zaraz, ani nazbyt skoro,13
Prze hardą myśl a prze ich kłamstwo niewstydliwe,14
Wyniszcz je w gniewie swoim, niechaj się świat czuje,
Że Bóg na niebie siedząc, wszystkiemu panuje.
15
Skoro wieczór, ci schodzą, drudzy następują,16
Ale będąc krzyżować, chleba upraszając
Nie dawno, a pójdą spać brzucho głodne mając.
17
A ja Twoję moc będę i dobroć wyznawał,18
Boże mój, obrońca mój, ucieczko i zbroja!
Tobie śpiewać na wieki lutnia będzie moja.
1
2
3
Rozproszyłeś nas, Boże, Boże niezmierzony!
Skaziłeś nas naszymi grzechy obrażony;
Zmiłuj się kiedy, a gniew porzuciwszy,
Nawróć się do nas teskliwych życzliwszy.
4
Ruszyłeś z gruntu ziemię, podać się musiała,
Łaski Twojej potrzeba, jeśli ma być cała;
5
Okazałeś gniew jawny swój nad nami,
Dałeś nam trunek na poły ze łzami.
6
Dawałeś Ty niedawno chorągiew swym wiernym,
Iszcząc się w słowie swojem; i dziś miłosiernem
7
Okiem na swój lud wejźrzy utrapiony,
A przyjmi znowu nas do swej obrony.
8
Mówił Pan w przybytku swym, a mnie uweselił:
Sznurem zmierzę Sichimę, Sukot będę dzielił,
9
Mój jest Galaad, mnie Manasses służy,
Moc mojej głowy jest Efraim duży.
W mem posłuszeństwie Judas, prawodawca chwalny,
10
Hardy Moabczyk — to mój szaflik umywalny.
Półka trzewików moich Idumea,
I ty mnie czołem uderz, Filistea.
11
Kto mi do ręku poda miasto niedobyte?
Kto mię zawiedzie w pola Idumskie obfite?
12
Nikt oprócz Ciebie, którego dziś znamy
Gniew na się, ani wodzem swych wojsk mamy.
13
Dopomóż nam w trudnościach naszych, wieczny Boże:
Nikt bezpieczen w nadzieję ludzką być nie może;
14
Za Twym powodem serce się nam wróci,
A nieprzyjaciel prędko tył obróci.
1
2
Usłysz me prośby, Boże władze wiecznej,3
Z granice prawie świata ostatecznej
Do Ciebie wzdycha smutne serce moje.
4
Gdziebych się już mógł nie bać żadnej trwogi;
W Tobieć nadzieja; Ty mię sam masz w cale
Zachować, gdy mię trapi człowiek srogi.
5
Mnieć serce tuszy, że w namiocie Twoim6
Boś ty był zawżdy łaskaw prośbom moim
I dajesz dobrym dziedzictwo na ziemi.
7
Dni ku dniom będziesz królowi przykładał,8
Na oczu panskich wiecznie będzie siadał,
A Ty go łaską i swym szczyć opiekiem.
9
Tam wolen będąc od wszelkich trudności,1
2
Bogu dusza ufa moja,3
W nadzieję Jego zasłony,
Nie boję się z żadnej strony.
4
Dokąd na mię pojedziecie?5
Rada wasza dobrym szkodzić,6
Ufaj Bogu, duszo moja,7
W nadzieję Jego zasłony
Nie boję się z żadnej strony.
8
Że człowiek zdrowia używa,9
W tym nadzieję pokładajcie,10
Lekki naród jest człowieczy11
Nikt nie ufaj światu temu,12
Raz Pan wyrzekł: ta rzecz dwoja:13
A jako kto zasługuje,
Takim płajcą mię uczuje.
1
2
Ku służbie Twojej, Boże, mój obrońca,3
Przedsię, jakobych był w kościele Twoim,
Tak Twój przybytek widzę okiem swoim.
4
Droższa niż żywot, Twoja litość, Panie!5
Przetoż, póki mi lat moich dostanie,
Będę cię chwalił, będę Cię wyznawał,
I ręce swoje ku Tobie podawał.
6
Żaden tak ciału pokarm nie smakuje,7
Gdy Pana chwali; Ciebie ja i w nocy
I rano wielbię, świadom Twej pomocy.
8
W cieniu Twych skrzydeł, prózen wszech trudności,9
Za Tobą wszędy patrza dusza moja,
A też mi upaść nie da ręka Twoja.
10
A ci, co mego upadu szukają,11
Wyleją dusze na okrutne miecze,
A martwe członki zwierz głodny rozwlecze.
12
A król, nadzieję mając w swoim Panie,1
2
Boże litościwy!3
Zbaw mię strachu tego,4
Ich język dotkliwy5
Temi je strzelają,6
Ich schadzki, ich rada,
Fałsz tylko a zdrada.
7
Dziwnych dróg szukali,8
Lecz na nie z cięciwy
Pchnie strzałę Bóg żywy.
9
A język piekielny
Dla swojegoż jadu
Przyjdzie do upadu.
10
Strach ludzi ogarnie11
Pańskiej ludzie święci1
2
Królu na ziemi i na wielkiem niebie!3
Do Ciebie, który prośbami ludzkiemi4
Teraz (niestetyż) dawne nasze złości5
Szczęśliwy, kto się upodobał Tobie,6
Okażesz łaskę i swe zmiłowanie,7
Ty wielowładny, góry niezmierzone8
W ich gruncie trzymasz, Ty morze szalone
I ludzkie burdy krócisz, mieniąc boje
W lube pokoje.
9
Twych gromów srogich ludzie się lękają,10
Za Twym dozorem wilgości dostaje11
Ty nocną rosę na suche zagony12
Rok wszytkorodny, wieniec znakomity13
Pustynie kwitną, góry się radują,14
W polach stad mnostwo, zbożem obfitują
Niskie doliny, a pełen nadzieje
Oracz się śmieje.
1
Wszytka ziemia, wszytki kraje,2
Wykrzyknicie w słodkiem pieniu,3
Mówcież, komu słów dostanie4
Tobie niechaj chwałę daje5
Ku mnie wszyscy się podajcie,6
Morze w twardy grunt obraca,7
On światem, jako chce, toczy,8
Wyznawajcie Imię Pańskie,9
Ten nas, z swej dobroci żywej,10
Prawieś nas, o wieczny Boże,11
Wegnałeś nas w dół pokryty,12
A na głowę ciężkie pany.
13
Przetoż, o Boże prawdziwy,14
15
Tobie padnie zarzezany16
Spiesz się do mnie, wierny zborze,17
U tegom ja w swym frasunku,18
Kto w swem sercu zakał nosi,19
Mnie dał według mej nadzieje,
20
Niech Mu się cześć wieczna dzieje.
1
2
Pokryj swem miłosierdziem, Panie, nasze złości,3
Rozświeć nas światłem swojem, abychmy poznali
Drogi Twoje i wieczną łaskę otrzymali.
4
Tobie, Panie, wszystek świat niechaj chwałę daje,5
Niechaj się wszytki ziemskie weselą rodzaje;
Bo ty wszytki narody sprawiedliwie sądzisz,
Ty jako Pan wszechmocny okrąg ziemski rządzisz.
6
Tobie, Panie, wszystek świat niechaj chwałę daje,7
Twoje dary są płodnej ziemie urodzaje.
8
Raczże nam błogosławić, Boże nasz, do końca;
Ciebie niechaj się boi wschod i zachod słońca.
1
2
O, który światem władasz i królujesz wiecznie,
Powstań, Panie, a muszą tył podać koniecznie
Nieprzyjaciele Twoi, wszyscy, którzy śmieją
Upor wieść przeciw Tobie, do czysta zniszczeją.
3
Tak zniszczeją, jako dym na powietrzu ginie,
Albo jako topniący wosk od ognia płynie;
4
A sprawiedliwym serce zakwitnie w radości,
Troski muszą ustąpić i wszytki trudności.
5
Panu, o wierny zborze, ochotnie śpiewajcie,
Panu chwałę powinną i wdzięczny psalm dajcie, —
Panu, który na wierzchu nieba nawyższego
Stolicę swą zasadził; Tworca Imię Jego.
6
Ten na niebie mieszkając, okiem litościwym
Patrza na ludzkie troski, sirotom teskliwym
Ten jest Ojcem, Ten smętne opatruje wdowy,
7
Ten niepłodnym potomstwo daje, Ten okowy
Ciężkie z więźniów zejmuje; — ale wiarołomnym
Pola pustoszy ogniem i mieczem ogromnym.
8
O Panie, kiedyś jawnie przed swym ludem chodził,
Kiedyś swoje wybrane pustyniami wodził:
9
Twym strachem ziemia drżała, a nieba topniały,
Trzęsły się niezwyczajne gór wysokich skały.
10
Aleś pogodnym deszczem swój grunt polubiony
Napoił i ochłodził zamarłe zagony;
11
Tamżeś raczył naznaczyć miejsce stadu swemu
I okazałeś wielką łaskę ubogiemu.
12
Za Twem zdarzeniem mają co śpiewać uczciwe
Panienki, wysławiając rycerstwo cnotliwe.
13
Pierzchnęli wielowładni królowie, pierzchnęli,
A nieznaczni bogatą korzyść osięgneli.
14
Byście wy miedzy garncy w szczerych sadzach spali,
Przedsię wy swoją krasą będziecie równali
Z gołębiem nasliczniejszym, od którego szyje
Malowanej, to śrzebrny, to złoty blask bije.
15
Toć jest ona kraina, dla której Bóg siła
Możnych tyrannów pobił; a ona, co była
Niedawno wielce brudna, tak się jasną stała,
Że śniegom na Zalmonie naprzód nic nie dała.
16
Góra Pańska jest góra rodna i obfita,
Góra niedostąpiona, góra znamienita.
17
Co się prózno wspinacie, góry zazdrościwe,
Przeciwko pańskiej górze, tu Bóg osobliwe
Mieszkanie sobie obrał i nie chce na wieki
Tego miejsca wypuścić z Pańskiej swej opieki.
18
Jego wojska niezliczne, wozów nieuchronnych
Ćmy nieprzejźrzane stoją i aniołów konnych.
A sam Pan w pośrzodku ich, jaki w dawnem lecie
Na Synajcu był widzian, albo w swym namiecie.
19
Ubiegłeś, możny królu, miejsce niedobyte,
Dostałeś więźniów, wziąłeś dary znamienite,
Okroczyłeś odstępnie, a Pan pomógł tobie,
Bo ten kościół na wieki ulubował sobie.
20
Przetoż Temu dziękujmy dziękami wiecznemi,
A On nas niech okrywa dobrodziejstwy swemi.
21
Bóg nasz, nadzieja nasza; to szafarz żywota,
Ten ma w swojem władaniu czarnej śmierci wrota.
22
Ten swe nieprzyjacioły skruszył, a zuchwali
Ziemię plugawą zębem śmiertelnym kąsali.
23
Wrócę was (Pan powiedział) z granic ostatecznych
Bazańskich, wrócę i z wód morskich niebezpiecznych.
24
We krwi nieprzyjacielskiej nogę omoczycie
I psy swoje obfitem ścierwem nakarmicie.
25
Wierne Panie, Twe słowo; Twój chód oglądali
Nieprzyjaciele naszy i Twych sił doznali.
26
A my z tryumfem idziem wesołym, przed nami
Postępują trębacze z bębny i z trąbami.
Brzmią lutnie, brzmią piszczałki, a panny uczciwe
W uszy ludzkie podają piosnki osobliwe.
27
Błogosławcie po zborzech swego Zbawiciela,
Którzy płyniecie z źrzódeł cnego Izrahela.
28
Tu wódz Benjaminów, tu Judzkie panięta,
Tu Zabulońskie, tu są Neftalskie książęta.
29
Panie, Tyś nam dał w boju siłę, ty zaczętym
Błogosław sprawom naszym; Twym kościołem świętym
30
Słynie Jerozolima, tu Tobie z ukłony
Dary królowie dadzą, a Ty niezwalczony
31
Rozgrom zbrojne harcerze i groźne hetmany,
Niech śrzebro w sztukach niosą; chciwe walk pogany
32
Nakarm boju; u Twych nóg upaść Egiptowi
I zafarbowanemu słońcem murzynowi.
33
Królestwa świata tego, Pana wysławiajcie,
Panu chwałę powinną i wdzięczny psalm dajcie,
34
Panu z wieków na niebie przebywającemu:
Ten swym głosem jest straszny stworzeniu każdemu;
35
Tego moc wyznawajmy; Temu, co żywiemy
I cokolwiekeśmy są, przypisać musiemy.
36
Groźny Pan w swej świątnicy, on nam siły wszędzie
I serca zwykł dodawać; niech pochwalon będzie.
1
2
Ratuj mię, Panie, bo złych przygód nawałności,
Sięgają we mnie ostatnich kości.
3
Topię się w srogiem błocie; powódź mię porwała
I szalonemi wełny zalała.
4
Omieniałem już prawie; ratunku wołając,
Straciłem oczy, w niebo patrzając.
5
Ledwie tak wiele włosów na głowie najduję,
Jako nieprzyjaciół wiele czuję.
Wzięli moc, którzy trapią smętną moję duszę;
Nicem nie wydarł, a płacić muszę.
6
Ty wiesz moję prostotę, wiekuisty Boże!
Tobie mój grzech być tajny nie może.
7
Niechaj się, mocny panie, za mię nie wstydają,
Którzy na Twoję pomoc czekają.
8
Przecię ja urąganie i sznupki odnoszę,
Przecię wstyd wieczny na twarzy noszę.
9
Bracia się mnie zaprzeli, matki mej synowie,
Ten cudzoziemcem i ów mię zowie —
10
A ja cierpieć nie mogę, kiedy lud przeklęty
Lekce uważa Twój zakon święty.
Twój pośmiech, Twoja wzgarda na mię się wracają,
Mnie serce trapią, mnie zapałają
11
Jeślim płakał, jeślim swe postem dręczył ciało,
Wszytko mi to śmiech u nich jednało.
12
Jeśli mię w grubem chodząc worze upatrzyli,
Przypowieść ze mnie wnet uczynili.
13
Mną języka naczosać w bramie posadzonym,
Jam jest wieczorna pieśń opojonym.
14
W tym frasunku ja przedsię garnę się do Ciebie,
A Ty mię, Panie, przyjmi do siebie.
Wysłuchaj mię podług swej niezmiernej litości
I nieodmiennej swej stateczności.
15
Wyrwi mię z błot, wybaw mię z ręku niepobożnych,
16
Nie daj mi tonąć w powódź rzek możnych.
17
Wielkie jest, Boże wieczny, miłosierdzie twoje,
Skłoń ku mnie ucho łaskawe swoje.
18
Nie kryj twarzy przed sługą swoim, bom okrutnie
Jest utrapiony; usłysz mię chutnie,
19
Przybądź duszy na ratunk, aby niezmiękczony
Mój nieprzyjaciel był zawstydzony.
20
Nie jest u Ciebie tajne moje urąganie,
Moje przymówki, me zapałanie.
Wszytki ty znasz, którzy mię trapić nie przestają,
21
A we mnie serce i siły tają.
A nie był, kogoby mój rzewny płacz rozkwilił,
Nie był, ktoby mię słowkiem posilił;
22
I owszem mię źli ludzie żółcią nakarmili
I w upragnieniu octem poili.
23
Niechże im też ich pokarm kością w gardle stanie,
A zkąd pociechy szukają, Panie,
24
Niechaj smutek odnoszą, zaślepże im oczy,
A grzbiety zawżdy ku ziemi tłoczy.
25
Wylej na nie straszny gniew swej zapalczywości,
Niechaj nie ujdą Twojej srogości.
26
Dwory niech pusto stoją, a pod ich namioty
Niech pająkowe wiszą roboty;
27
Bo kogoś Ty uderzył, oni dobijają,
A rannym jeszcze ran przyczyniają.
28
Lecz Ty, Panie, złość zawżdy przykładaj do złości,
Niech nie uznają Twojej litości.
29
Wymaż je z ksiąg żywotnych, niechaj zły nie będzie
Położon w jednym z dobrymi rzędzie.
30
Nad mię człowiek troskliwszy już ani być może,
Przeto ty mię sam opatrz, mój Boże!
31
A ty więc, moja lutni, pomni chwałę dawać
I Pańską łaskę wiecznie wyznawać.
32
Co Pan tak wdzięcznie przyjmie, że nigdy tak drogi
Przed Nim nie będzie wół złotorogi.
33
Na mię patrząc, ubodzy i ludzie strapieni
Będą na sercach swych ucieszeni.
W Panu trzeba mieć ufność, a Ten nie omyli
I w każdej trwodze duszę posili.
34
Pańskie ucho otwarte zawżdy jest ubogiem,
Pomni on na swe w więzieniu srogiem.
35
Niebo, ziemia i morze temu niech cześć dawa,
I cokolwiek dusz w tym przemieszkawa;
36
Bo ten na gród syoński wspomni w krótkim czesie,
A judzkie miasta z rumów wyniesie.
I będą puste miejsca znowu osadzone
I dawnym panom zaś przywrócone.
37
Po nich wdzięczne potomstwo w swej własności siędzie,
U których ważna cześć Pańska będzie.
1
2
Boże wiecznej mocy,
Twej żądam pomocy;
Chciej się pospieszyć ku ratunku memu,
Nie daj mię w ręce człowiekowi złemu.
3
Zamieszaj ich rady,
Odkryj fałsz i zdrady;
Niechaj się wstydzą, niech nazad pirzchają,
Którzy niewinnej dusze mej szukają.
4
5
A ludzie cnotliwi,
Ludzie sprawiedliwi
Niech się weselą, niechaj Naświętszemu
Uczciwość czynią Imieniowi Twemu.
6
Panie, z każdej strony
Jestem utrapiony,
Ale Ty nie daj niszczyć mię do końca,
A nie odkładaj, wieczny mój obrońca!
1
W Tobie ufność swą kładę, Boże niezmierzony!
A Ty nie daj, abych był kiedy zawstydzony.
2
Prze dobroć swoję racz mię z trudności wybawić,
Usłysz mój głos, a chciej mię na swobodzie stawić.
3
Weźmi mię w swą obronę, niezwalczony Panie,
A to za twardą skałę i zamek mi stanie.
4
Wybaw mię z rąk człowieka niesprawiedliwego,
Wyrwi mię z okrucieństwa człowieka ciężkiego.
5
Tyś jest moja pociecha w każdej mej trudności,
Tyś nadzieja od mojej napierwszej młodości.
6
Jeszczem u piersi wisiał nędznej matki swojej,
A jużem był w opiece, liche dziecko, Twojej.
7
Ciebie zawżdy mój głos brzmi, niech mię palcem sobie
Jako chcą ukazują, ufność moja w Tobie.
8
Żaden dzień bez Twej chwały u mnie nie przeminie,
Żadna noc bez pamiątki Twojej nie upłynie;
9
Nie porzucajże mię więc w moim zeszłym wieku,
Ani opuszczaj, gdy sił nie stanie człowieku.
10
Nieprzyjaciele moi o mnie radę mają,
Na mię wszytki fortele swoje obracają,
11
Serce sobie tem czyniąc: już go i Bóg (prawi)
Opuścił; gońcie, wiążcie, nikt go nie wybawi.
12
Ty mię, Boże mój wieczny, nie racz odstępować,
Ale nad ich nadzieję chciej mię poratować,
13
Aby za swoję radę wstydać się musieli,
A hańbę ze mnie zdjętą na sobie widzieli.
14
A ja więc próżen strachu i w myśli bezpieczny,
Tobie nową pieśń zacznę, o mój Boże wieczny!
15
Wyznam Cię w obietnicach Twoich nieomylnym,
Wyznam Cię ojcem sirot i obrońcą silnym.
16
Liczby niemasz łaski Twej; kto kiedy możności
Równe słowa wynajdzie i Twojej litości?
17
Jeszcześ mię z młodu ćwiczył, a ja, Boże żywy,
I dziś wyznawam Twoje niepodobne dziwy.
18
Raczże mię w łasce i w swej zachować obronie
Aż do poznego wieku i do białej skronie,
Abych siłę Twoję mógł tak teraźniejszemu
Opowiadać wiekowi, jako i przyszłemu.
19
Twej dobroci, spraw Twoich sława, mocny Boże,
Nieba sięga; któż kiedy z Tobą zrownać może?
20
Tyś mię był prawie w morze trosk rozlicznych wprawił,
Potem, użaliwszy się, snadnieś mię wybawił.
21
Wróciłeś mi powagę i miejsce uczciwe,
Pocieszyłeś z łaski swej serce frasowliwe.
22
Przeto Cię, o mój Boże, Boże nieskończony,
Na wieki śpiewać będą moje wdzięczne strony,
Będą Cię wyznawały w powieści statecznym
I obrońcą Twojego Izrahela wiecznym.
23
Usta moje, język mój będzie się radował,
Będzie za dobrodziejstwa obfite dziękował.
24
Nie zamilczy na wieki Twej sprawiedliwości,
Gdy się zły człowiek będzie wstydał swych sprosności.
1
Daj swe baczenie, Boże, królowi,2
Aby w porządku Twój lud sprawował,
Jednako z pany chude szacował.
3
Góry (da Pan Bóg) pokój rozpłodzą,4
Ten wesprze chudych, ten sirot będzie
Bronił, a wytknie potwarcę wszędzie.
5
I będzie Jego Imię na ziemi6
Spadnie jako deszcz nieprzepłacony7
Zakwitnie cnota, pokój się zrodzi,8
Morze z tej strony, morze i z drugiej9
Tego, upadszy na swe kolana,10
Królowie, którzy morzem władają11
Owa, cokolwiek wodami swemi12
A ten da ucho ukrzywdzonemu,13
Zdejmie z nich lichwę, zamierzy srogą
14
Pomstę, ktoby krew przelał ich drogą.
15
Przedłuży mu Pan tedy żywota,16
Z garści ziarn taki urodzaj wstanie,17
Imię na wieki jego nie zgaśnie,18
Bądź pochwalony, Boże prawdziwy,19
Imię Twe święte niechaj brzmi wszędzie,
Niechaj Twej chwały świat pełen będzie.
1
Niech co chce będzie, żyw Pan ludu swemu,
I zna, kto szczerem sercem służy Jemu.
2
Jaciem, poprawdzie, o włos nie szwankował,
Mój nierozumny rozum to sprawował.
3
Bo kogo (przebóg żywy) nie pobudzi
I ten wczas i ten dostatek złych ludzi?
4
Oni przeciwnej fortuny nie znają
I w dobrej sile długie lata trwają.
5
W ludzkich frasunkach nie są położeni,
Ani z drugimi bywają dręczeni.
6
Przetoż je pycha zewsząd otoczyła,
Fałsz, okrucieństwo, niezbożność przykryła.
7
W rozkoszach leżą, na to się podali,
By jeno woli swej dosyć działali;
8
Niewinne dręczą, mowy nie hamują,
Przeciwko Bogu sprosnie występują.
9
Swą wszetecznością i nieba sięgają,
Językiem stanu każdego ruszają;
10
Niebaczni ludzie cisną się za nimi,
Napijając się tegoż błędu z nimi,
11
I mówią: Zać to są boskie zabawy,
Przypatrować się, jakie ludzkie sprawy.
12
Oto źli ludzie co za szczęście mają,
W jakim dostatku dni swych używają!
13
Próznom ja tedy warował się złości,
Próznom zachował ręce w niewinności,
14
Cierpiałem niewczas przenaszladowanie,
Podejmowałem cały dzień karanie.
15
Jeslibych tak rzekł w głupiem sercu swojem,
Wzgardziłbych, Panie, wiernym ludem Twoim;
16
A chcąc w tej mierze co pewnego stawić,
Nie mogłem ludzkim rozumem się sprawić,
17
Ażem wszedł, Panie, do przybytku Twego,
Tamem obaczył przyszły czas każdego.
18
Inaczej tego powiedzieć nie mogę:
Na ślizkim gruncie położyli nogę.
19
Niepewne skarby posiedli na ziemi,
Bo skoro zagrzmi Twa pomsta nad niemi,
I pan i państwo znikną w ocemgnieniu,
20
Prosto, jako sen na pierwszem ocknieniu.
A ich władania, ich wysady, Panie,
Śmiech tylko ludzki w mieście Twem zostanie.
21
Ale niźli to serce me pojęło,
Siła troskania, siła myśli wzięło.
22
A wszytko prózno, bo długo myśliwszy,
Co dalej, temem jeszcze był wątpliwszy,
Tak, żem też być mógł przed oczyma Twemi
Poczytan między bydlęty sprosnemi.
23
Wszakżem od Ciebie, Panie, nie zachodził;
Tyś mię z łaski swej sam za rękę wodził.
24
Miałeś na pieczy wszytki moje sprawy,
Zkądem ja dosiągł nieśmiertelnej sławy.
25
Kto jest na ziemi, kto na wielkiem niebie,
Kogobych ja miał chwalić, okrom Ciebie?
26
Po Tobie, Panie, serce me truchleje,
Bo z Ciebie wiszą wszytki me nadzieje.
27
Wszyscy zaginą, którzy Cię nie znają,
Wszytki zatracisz, którzy Cię mijają;
28
A ja przy Tobie, mój Panie, zostanę,
Ufać Twej łasce nigdy nie przestanę,
I będę zawżdy miał Cię za co sławić
I ludzkie uszy Twoją chwałą bawić.
1
Także nas już na wieki, Boże nasz, opuścisz,2
Wspomni na swe dziedzictwo i na swój lud wierny,
Z któregoś Ty zdjął jarzmo w jego czas mizerny!
3
Powstań kiedy, a rozgrom swe nieprzyjaciele,
Od których tak wiele szkód widzisz w swym kościele.
4
Pełne Twoje bóżnice huku, pełne zbroje,5
Ozdobę domu Twego, kosztowne roboty
6
Obuchami potłukli i twardemi młoty.
7
Ściany padną, ziemia grzmi, jako kiedy walą8
Całego nic zostawić nie chcą, ogień srogi9
Co gorsza: znaków żadnych, żadnego nie znamy
Proroka, żeby wiedzieć, póki w tem trwać mamy?
10
Długoż się pastwić będą ci sprosni poganie11
Czemu tak długo kurczysz możną rękę swoję?
Podnieś wżdam kiedy wzgórę, podnieś prawą Twoję.
12
O Panie, jeszcze z wieku znaczna zawżdy była13
Tyś wpośrzód morza drogę szeroką osuszył,
A srogim smokom w wodzie harde głowy skruszył.
14
Skruszyłeś i samemu łeb wielorybowi15
Na Twoje rozkazanie zdrój wyskoczył z skały,
A rzeki nieprzebyte wody ostradały.
16
Twój dzień jest i noc Twoja, światło niezgaszone17
Tyś morze z ziemią spoił i mocnie ustawił,
Tyś lato swym dowcipem i zimę naprawił.
18
Pomni swe urąganie, pomni, wieczny Panie,19
Synogarlice swojej bestyom nie dawaj,
Stada swego w niepamięć wieczną nie podawaj.
20
Wejźrzy na swe przymierze, nie mamy ubodzy21
Nie daj, aby upadły wstyd odniósł na sobie,
Owszem mógł za Twą łaskę podziękować Tobie.
22
Wstań, Panie, a weźmi się za swą krzywdę; pomni,23
Nie zamilczaj przegróżek i wszetecznej mowy,
Na co Twój nieprzyjaciel zawżdy jest gotowy.
1
2
Ciebie my wiecznie wyznawać będziemy3
Kiedy się skończą zamierzone lata4
Strwożona ziemia wespołek i z temi5
Kajcie się grzechów (upominam), kajcie,6
Bóg niech ma pokój, ani mówcie hardzie
Jemu ku wzgardzie.
7
Prózno się sławy albo ode wschodu,8
Bóg panem świata i sam wszytkiem włada,9
U Pana w ręku pełna czasza stoi10
A ja Twą dobroć, Boże, wyznam wiecznie11
I swego czasu hardemu koniecznie
Przyłomię rogów, tam prazna kłopota
Ożywie cnota.
1
2
Znaczny jest Bóg w żydowskiej krainie,3
Namiot Jego w Salem jest rozbity,
Na Syonie pałac znakomity;
4
Tam pokruszył tarcze, miecze, zbroje,
A za morze krwawe cisnął boje.
5
Mężniejszyś Ty, niż gorni hetmani:6
Oto zacni męże zwojowani
Zasnęli w sen twardy, nieockniony,
Rąk nie mogli podnieść do obrony.
7
Strachem, Boże wieczny, Twojej grozy
Stały wryte i konie i wozy.
8
Strasznyś Ty Pan; nie korzysta w duszy,9
Twój ogromny wyrok zagrzmiał z nieba,
A ziemia się trzęsła, jako trzeba.
10
Umilkła, gdyś na sąd się gotował,
Abyś dobre w cale był zachował.
11
Twoja to cześć ludzka zapalczywość,12
Śluby czyńcie Panu i oddajcie,
Znamienite dary przynaszajcie
13
Panu, który ducha odejmuje
Możnym królom, i światu panuje.
1
2
Pana ja wzywać będę, dokądem żywy,3
Do tegom się ja uciekł czasu trudności,
Do tegom ręce ściągał w nocne ciemności.
4
Woławszy, narzekawszy, głosu nie staje,
5
Sen troski widząc, indziej skrzydła podaje.
6
Przychodziły mi na myśl dawniejsze lata,7
Wspominałem swe wdzięczne pieśni, któremi
Litość Pańska nademną znaczna ma ziemi.
8
I myśliłem w sercu swem: Takżem na wieki9
Ani się już da przywieść, aby smutnemu
Łaskę jeszcze okazał słudze swojemu?
10
Czy zgoła Pan zapomniał, co to żałować?
Ani łaski w gniewie swym chce okazować?
11
Co mówię? — ręka Pańska niesie odmiany;12
Nie zapomnię wyznawać Twojej mądrości,
Twoich czynów ozdobnych, Twej wielmożności.
13
Będę rozważał Twoje postępki święte,
Będę powiadał sądy Twe niepojęte.
14
Świętobliwe Twe drogi, wszechmocny Boże!15
Okazałeś swą możność i dziwne siły,
16
Kiedyś z Egiptu wywiódł swój naród miły.
17
Widziały Cię, o Boże, wody, widziały18
Chmury z hukiem linęły deszcz niesłychany,
Linęły grad gwałtowny z wichrem zmieszany.
19
Roiły się po niebie w krąg łyskawice,
A strach zdejmował wszytki ziemskie granice.
20
Na morzu ścieżki Twoje, na wodach drogi,21
Przewiodłeś, jako stado, za Mojżeszowym
I za powodem, lud swój, Aaronowym.
1
Słuchaj, wierny mój zborze, otwórz uszy swoje,
A do serca poważne przypuść słowa moje.
2
Dziwne gadki wam powiem, dziwne przypowieści,
Lecz, jako dziwne, tak też i prawdziwe wieści,
3
Czegośmy się od ojców naszych nasłuchali,
4
Kiedy siłę i cuda Pańskie wyznawali.
5
Wola Jego tak była: To prawo wszytkiemu
Potomstwu jest podane Izrahelowemu,
Aby ojcowie synom wiecznie winni byli
6
Dzieje Pańskie przekładać, a ci się uczyli
Pana w potrzebach szukać, sprawy pamiętali
7
I jego świętobliwych ustaw przestrzegali.
8
Aby nie byli ojcom podobni, spornemu
Narodowi i łaski Pańskiej niewdzięcznemu,
Którzy nie dobrze się w swej czuli powinności,
Ani postępowali z Bogiem w uprzejmości.
9
Synowie Efraimowi, męże doświadczeni
I łukiem nieomylnym władać nauczeni,
W potrzebie tył podali; czemu? bo wzgardzili
10
Przymierzem Pańskiem, ani praw posłuszni byli.
11
Dobrodziejstwa i cudów jego zapomnieli,
12
Które ich starszy w polach egipskich widzieli:
13
Morze na poły przedarł, one przeprowadził,
Wodę i stąd i zowąd jako wał usadził;
14
Przydał im wodze: na dniu obłok znakomity,
A w nocy nieprzejźrzanej ogień nie pokryty.
15
Twardą skałę przeraził, a oto z kamienia
Zdrój przeźroczysty wypadł nowego strumienia.
16
A ci tam więc pragnienie wodą ugasili,
17
Ale Pana przeciwko sobie zapalili,
18
Kusząc go w sercach swoich, a niehamownemu
19
Pożądając pokarmu brzuchowi swojemu.
20
To już (powiada) laską uderzył, a z skały
Zdrój wystrzelił i bystre strumienie wezbrały:
Będzieli też chleba mógł także nagotować
I głodne ludzi swoje mięsem opatrować?
21
To Pan słysząc, wielkim jest gniewem poruszony,
Wielki na niewdzięczny lud ogień zapalony
22
Przeto, że wszechmocności Jego nie dufali,
Ani w Nim swej nadzieje głupi pokładali.
23
I zebrał płodne chmury i otworzył nieba,
24
I spuścił im dostatek niebieskiego chleba.
25
Chleb anielski człowiek jadł, jeszcze mało na tem —
26
Rozkazał Eurom stanąć, wiatr z południa zatem
27
Ćmę wielką ptastwa przygnał, jakie więc zamieci
W piaszczystych polach pędzi, gdy pirzchliwy leci.
28
W obóz prosto i w koło namiotów padali
Ptacy nieprzeliczeni, a ci używali,
29
Używali do sytu, chęć przedsię zostaje,
A Pan wedla łakomstwa dostatku dodaje.
30
Jeszcze jedli, jeszcze im w gębie mięso tkwiało,
Gdy się Pańskie przeklęctwo na nich okazało:
31
Ludzie co naprzedniejszy, ludzie znakomici
We wszytkim Izrahelu nagle są pobici.
32
Imo to wszytko, przedsię ani nie przestali
Swych złości, ani dziwów Pańskich uważali;
33
Więc też w rozlicznych troskach strawili swe lata
I przed czasem nędznego dokonali świata.
34
Przygodami, nieszczęściem dziwnem utrapieni,
A prawie widomemi plagami dotlenieni,
Dopiero niebożęta do Pana wzdychali,
Dopiero się do Niego z płaczem uciekali.
35
I wspomionęli, że Pan ich jest zbawicielem,
Że Bóg ze wszech Nawyższy ich odkupicielem.
36
Więc sobie twarzy smutne i mowę zmyślali
37
Nabożną, ale serca nic nie przykładali,
Ani Panu w przymierzu zachowali wiary;
38
Ale Pan, który niema w miłosierdziu miary,
Sam z chęci swej zatłumił i zatarł ich złości,
Ani się dał rozwodzić swej zapalczywości;
39
Wspomionął, że są ciało i duch niewrócony,
Kiedy raz będzie z swego mieszkania ruszony.
40
Jako wielekroć oni Pana obrazili
W pustyniach twardych i do gniewu przywodzili
41
Szemrząc przeciwko Jemu i z swej nikczemności
Miarkując Jego siłę i Jego możności?
42
Nie pomnieli, jako Pan dziwnie je wybawił
I, połamawszy pęta, na swobodzie stawił.
43
Jako cuda niezwykłe, cuda niesłychane
W Egipcie okazował: rzeki nieprzebrane
44
W krew obrócił, krwią wszytki strumienie płynęły,
A w nieznośnem pragnieniu ludziom usta schnęły;
45
To je mszyce rozliczne i muchy kąsały,
To żaby po pałacach mierzione czołgały,
46
To chrząszcze, to szarańcza zboża polne żarły,
47
Mrozem winnice więdły, mrozem sady marły;
48
Grad woły, grad wielbłądy na ziemię obalił,
A jeśli co grad minął, to grom srogi spalił.
49
Gniew Pański na nie przyszedł, przyszło udręczenie
I ciężkie niewidomych szatanów trapienie.
50
A śmierć nie próżnowała, jednako morzęcy
Okrutna, wieki ludzkie i rodzaj bydlęcy.
51
Płód we wszytkim Egipcie pierworodny zbiła
I kwiat rzeźwiej młodości nagle posuszyła.
52
A Pan lud swój wybrany zajął jako owce
53
I przeprowadził w cale, a ich przeszladowce
Bystre morze pożarło; wiódł je pustyniami
54
Aż do kraju, który wziął sam swemi rękami,
55
I wyrzucił im gwoli pohańce butliwe,
A miedzy nie podzielił włości osobliwe.
I mieszkali w ich zamcech, a przedsię nie byli
56
Wdzięczni tak znacznej łaski, przedsię odstąpili
Ustaw Pańskich i także, jako ich ojcowie,
57
Nie wytrwali statecznie w podanej umowie.
Obrócili się nazad, jako łuk zdradliwy
Za nagłem wyciągnionej spadaniem cięciwy.
58
Bogów sobie z kamienia nowych nakowali,
I nikczemnym szaleni słupom się kłaniali.
59
Co Pan widząc na oko, wielce się zapalił
I chęć od Izrahela wszytkę swą oddalił.
60
Namiotem i ołtarzmi wzgardził Silońskiemi,
Gdzie był mieszkanie sobie ulubił na ziemi.
61
Arkę nieprzyjaciołom, znak swej wielmożności,
Podał w ręce, podał swej pamiątkę zacności.
62
On swój lud ulubiony i dziedzictwo swoje
Przywiódł na ostre miecze i na ciężkie boje:
63
Młódź wysieczono, panny ślubu nie czekały,
64
Kapłani zbici, wdowy pogrzebu nie miały.
65
Ocucił się Pan, jako gdy kto snem zmorzony,
Wyspał wino wczorajsze i wstał wytrzeźwiony,
66
I zadał sromotny raz nieprzyjacielowi
I podał go na pośmiech wszytkiemu wiekowi.
67
Ale władze i rządu, ani Józefowym,
Ale zacnym potomkom zlecił Efraimowym;
68
Judzie zlecił, Syońskie umiłował skały,
69
Na których kościół sobie zbudował tak trwały,
Jako ziemia lub niebo, które tak stworzone,
Że starością na wieki nie będzie zwątlone.
70
Więc Dawida, co teraz za owcami chodził,
71
Obrał królem, aby lud Izrahelski wodził,
72
A ten je z pilnością pasł i mądrze sprawował,
Jako urząd pasterski jego potrzebował.
1
Pohańcy, o Boże żywy,2
Na pował leżą po ziemi3
Krew po drogach żywa płynie,4
Nasz przypadek nieszczęśliwy5
Rychłoż, wiekuisty Panie,6
Na tych użyj swej srogości,7
Ci przez ogień, przez miecz srogi,8
Nie chciej pomnieć naszych złości,9
Obydź się z nami łaskawie,10
Nie daj, aby miał słyszany11
Usłysz krzyk więźniów ubogich,12
Sąsiadom płać siedmorako,13
A my, Twojej lud opieki,1
2
Słysz, pasterzu Izrahelski, nasz głos żałościwy,3
Przed Efraimem, przed Manassem, przed Benjaminem.
4
Przywróć nas ku łasce swojej, niezwalczony Panie,
Okaż swą twarz, a wszytko się nam po myśli stanie.
5
Wieczny Boże, który władniesz zastępy mocnemi,6
W płaczu ciężkim (ach niestety) chleb troskliwy jemy,
Wino żałosne na poły ze łzami pijemy.
7
Sąsiedzi o łupy nasze zwady zaczynają,8
Przywróć nas ku łasce swojej, niezwalczony Panie!
Okaż Swą twarz, a wszytko się nam po myśli stanie.
9
Winnicęś z Egiptu przeniósł, poganyś wygładził,10
Uprawiłeś dla niej ziemię, wkopałeś głęboko
Jej korzenie, tak że się wnet rozrosła szyroko.
11
Góry wielkie niezmierzone cieniem swym zakryła,12
Rozwiodłeś jej płodne rozgi do morza samego,
A jej piękne latorośli do brodu wielkiego.
13
Czemużeś jej płot rozrzucił? czemu ją targają,14
Wieprz ją leśny, wieprz okrutny srodze powojował,
Źwierz ją polny, zwierz łakomy do czysta zepsował.
15
Porusz się, o możny Panie, z swej świętej stolice,16
Użal się jej, boś ją jednak swoją ręką sadził,
Miej na pieczy krzaki, któreś nad inne wysadził.
17
Wysieczone w ogniu leżą, niemasz kto ratując,18
Miej swoję niezwyciężoną rękę nad człowiekiem,
Któregoś Ty sobie obrał przed niemałym wiekiem.
19
A my nigdy z Twojej świętej drogi nie zejdziemy;20
Przywróć nas ku łasce swojej, niezwalczony Panie!
Okaż swą twarz, a wszytko się nam po myśli stanie.
1
2
Radujcie się Bogu Nawyższemu,3
Bijcie w bębny, w instrumenty grajcie,
A psalmów nie zaniechajcie.
4
Trąbcie w trąby, trąbcie, a to słowie5
Dzień to święty, zwyczaj to umowny
I porządek Pański słowny,
6
Który podał narodowi swemu,7
Jam to sprawił, że wolny grzbiet macie,
Ani w glinie rąk trzymacie.
8
Wzywaliście mię w swej doległości,9
Słuchajże mię, cnego Izrahela10
Będzieszli strzegł moich słów statecznie,11
Lecz mnie tylko Bogiem wyznasz swoim,12
Nie słuchali, a me słowa prózne13
Przetom je też puścił na swą wolą,
Niechaj idą, kędy wolą.
14
A by byli słów moich słuchali15
W rychle bych był ich wszytki okrócił
Przeciwniki i obrócił
16
Wyznać byli wierne sługi moje,
W chęć ubrawszy twarzy swoje.
17
Łójby byli na zbożu zbierali,
Miód z opoki twardej ssali.
1
Królowie sądzą poddane,2
Długoż (powiada) złośliwy3
Miejcie wzgląd na ukrzywdzone,4
Brońcie od krzywdy ubogich,
Wyzwólcie smutne z rąk srogich.
5
Prózno radzę, nie słuchają,6
Bogim was nazwał: mniemacie,7
Złoto i drogie kamienie8
O Sędzia nienaganiony,1
2
Nie milcz, ani odkładaj, nie cierp, Boże wieczny,
3
Oto przeciwko Tobie powstał lud wszeteczny.
Nieprzyjaciele Twoi hardzi wznoszą rogi,
4
A dziwnych rad szukają na Twój lud ubogi.
5
Pódźmy (prawi), zgładźmy ten naród nienadany,
Niech Izrahel nie będzie wiecznie mianowany.
6
I spiknęli się z sobą możni Idumczycy,
7
Ismahelscy, Moabscy i Agareńczycy;
8
Z nimi Gabel i Amon i Mamaluchowie,
I mieszkaniec Sydoński i Filistynowie;
9
I Assur ku potrzebie tejże był gotowym,
Przyciągnął ku pomocy potomkom Lotowym.
10
Ale Ty, o nasz Panie, tak poczynaj z nimi,
Jakoś począł z Sizarą i z Madyańskimi
Zastępy i z Jabinem, kiedy zbite głowy
Niósł po wodzie szarłatny strumień Cissonowy,
11
Kiedy trupy na pował po rolach leżały,
A pola gnojów inszych nie potrzebowały.
12
Gdzie Zeb i Oreb poległ, gdzie zacni hetmani
Zebea i Salmana są zamordowani.
13
Tak i tych odpraw, Panie, niechaj zmierzą sobą
Kraj żydowski, którego dostać chcą pod Tobą.
14
Jako koło, z myślami niech się kręcą swemi;
Jako źdźbło, któremu wiatr nie da paść na ziemi,
15
Jako straszliwy ogień, jako pożar, który
Gęste lasy pustoszy i odziane góry:
16
Tak i ty przepuść na nie swoje łyskawice,
Swoje ogromne gromy i swe trzaskawice.
17
Włóż hańbę na ich twarzy, niechaj się pytają
Twego Imienia, Panie, niechaj się wstydają,
18
Niech sobą wiecznie trwożą i tak utrapieni
Niechaj będą do końca z ziemie wygładzeni.
19
Tam dopiero poznają, że Pan imię Tobie,
A, jako świat jest wielki, nie masz równia sobie.
1
2
Boże nasz, u którego w ręku wszytki boje,3
Tych pragnie, do tych wzdycha dusza utrapiona,
Tam serce i myśl wszytka skłoniona.
4
Wróble mają swe domy, jaskółki swe mają5
Szczęśliwi, którzy w Twoim kościele mieszkają6
I ci niemniej, co w Tobie swą moc położyli
I Twój nawiedzić dom umyślili.
7
Suchym padołem idąc, będę mieć zdrojowej8
Ze wczasu na wczas pójdą, aż się wszyscy stawią
I swe przed Panem obchody sprawią.
9
O Panie, u którego w ręku wszytki boje,10
Wejźrzy na pomazańca swego miłosiernem
Okiem, o wszytkim ucieczko wiernym!
11
Dzień jeden u mnie w Twoim pałacu strawiony,12
Tyś jest słońce, Tyś jest tarcz; Ty sławą szafujesz,13
O Boże władogromy, szczęśliwy w swej radzie,
Ktokolwiek w Tobie nadzieję kładzie.
1
2
Owa czas, Panie, przyszedł pożądany,3
Odpuściłeś nam nasze wszeteczności,4
Puściłeś gniew i zapalczywość onę
Swoję na stronę.
5
Obróćże serca nasze już ku sobie,6
Gniew, któregoś Ty nie zwykł nieść do wieku,
Przeciw człowieku.
7
Ty nas ożywić masz nędzą zmorzone,8
Okaż swą litość, niechaj łaskę znamy,
Której czekamy.
9
Słucham ja, czem mię mój Pan odprawuje:10
Wątpić nie trzeba, tylko na ustawy11
Oto wziąwszy się za ręce społecznie,12
Chodzą; wrócił się wstyd, wróciły cnoty
I pokój złoty.
13
Pan ziemi raczy błogosławić, a ta14
A sprawiedliwość, gdzie on stąpi, wszędzie
Przy boku będzie.
1
Nakłoń, o Panie, uszu swoich,2
Sam stróżem mego bądź żywota,3
Zmiłuj się, zmiłuj! Twej pomocy4
Uwesel duszę zasmuconą,
W Twoję opiekę poruczoną.
5
Ciebie łaskawym, Ciebie Boże,6
Skłońże, o Panie, uszy swoje7
Zawżdym Cię wzywał w swym frasunku,
A Tyś dodawał mnie ratunku.
8
Niech świat wymyśla bogi sobie,9
Przetoż te jeszcze przyjdą lata,10
Tyś ani wiekiem okreszony,11
Nawiedź mię na szlak drogi swojej,12
Ciebie ja, Boże niestworzony,13
Wielka nademną łaska Twoja:14
Lecz oto znowu na mię wstali15
Ale Ty wielce dobrotliwy,16
Ty wejźrzy na mię, a w trudności17
Włóż na mię jawny znak swej chęci,1
Pan miedzy wszytkiemi
Miasty żydowskiemi
2
Piękne syońskie umiłował brony,
Ich grunt na górach świętych założony.
3
Pańskie mury dawne,
Imię wasze sławne!
4
I Egipt (mówi Pan) i Babilonę
Jeszcze ja miedzy swoimi wspomionę.
Oto Palestyna
I Tyrska kraina,
I murzynowie słońcem przypaleni
Przyznawać będą, że tu są zrodzeni.
5
Jako świat jest wielki,
Człowiek na nim wszelki
Syończykiem się będzie rad mianował;
To miasto Bóg sam nawyższy budował.
6
Nie uczyni temu
Nikt dosyć; samemu
Przyjdzie narody Panu porachować,
Którzy się będą z Syonu mianować.
7
Wszyscy poetowie,
Wszyscy muzykowie
Sławić Cię będą; jestli w głowie mojej
Też co takiego, wszytko ku czci Twojej.
1
2
Boże! moja nadziejo i moja pomocy!
Do Ciebie wołam we dnie i w nocy:
3
Niechaj miejsce u Ciebie mają prośby moje,
Skłoń ku mnie ucho łaskawe swoje.
4
Nieszczęście duszę trapi, troski niemasz miary,
Żywot już widzi prawie swe mary.
5
Ciało zgoła już martwe, sił nie czuję w sobie,
Myśl moja wszytka tylko o grobie.
6
Leżę jako zabity, pod ziemię włożony,
Od Ciebie i od świata wzgardzony.
7
Ponurzyłeś mię w srogiej otchłani podziemnej,
Ponurzyłeś mię w przepaści ciemnej.
8
Zmocniły się nade mną Twe zapalczywości,
Przywiodłeś na mię swe nawałności.
9
Odraziłeś ode mnie przyjacioły wszytki,
Jestem w ich oczu na podziw brzydki,
Siedzę jako w okowach, wyszcia nie najduję,
10
Oczu prze zbytni swój płacz nie czuję.
Przedsię ja, Panie, dokąd świeci dzień na niebie,
Wołam i ręce ściągam do Ciebie.
11
Czy umarłym cuda chcesz okazować? czyli
Umarli, wstawszy, będą Cię czcili?
12
Czy dobroć Twoja w grobiech będzie powiadana,
Albo pod ziemią prawda wyznana?
13
Czy Twoję sprawiedliwość i Twe sprawy dziwne
Wspominać mogą kraje nieżywne?
14
Ciebie ja przedsię wzywam, do Ciebie mój Panie,
Nigdy mej prośby głos nie ustanie.
15
Boże mój, przecz odrzucasz smętną duszę moję,
I twarz ode mnie odwracasz swoję?
16
Troski mię z lat namłodszych moich naszladują,
Twoje mię ciężkie strachy zejmują.
17
Twój mię gniew, zapalczywość Twoja mię ścisnęła
18
I jako powódź, zewsząd zamknęła.
19
Odstrychnąleś ode mnie krewne i znajome, —
Wszytkich okryły ćmy niewidome.
1
2
Twe miłosierdzie, Twoję prawdę, wieczny Panie,
Wysławiać mój rym będzie, póki świata stanie.
3
A pierwej świat (rzecz pewna) w niwecz się obróci,
Niźli się Pańskie Twoje słowo nazad wróci,
4
Które to było: słudze Dawidowi swemu
Obiecuję, a on niech ufa słowu memu:
5
Póki morza i ziemie, póki nieba stawać,
Plemię nie ma i jego stolica ustawać.
6
O Panie, cuda Twoje wyznawają chory
Anielskie, prawdę Twoje sławią ludzkie zbory.
7
Kto na ziemi porowna z Tobą, kto na niebie?
Wszytki rzesze niebieskie lękają się Ciebie;
8
Wszyscy mocarze ziemscy Tobie biją czołem,
9
A jasność prawdy Twojej obeszła Cię kołem.
10
Ty pychę morską krócisz, Ty nieujeżdżone
Wały jego hamujesz pod niebo wzniesione.
11
Tyś hardego tyranna plagą swą uskromił,
I wojska nieprzyjaciół swych wszytkich rozgromił.
12
Twe jest niebo, Twa ziemia, wszytko musi Tobie
Przypisać, cokolwiek świat wielki zamknął w sobie.
13
Południe i północy, wschód słońca różany,
I zachód Twym dowcipem stoi zbudowany.
14
Można jest ręka Twoja, wysoka prawica,
15
Na sądzie a na prawie Twoja tkwi stolica.
Litość a prawda boku Twego przestrzegają.
16
Szczęśliwi ludzie, którzy głos Pańskich trąb znają;
Ci ducha Twego, Panie, światłem rozświeceni,
W żadny błąd nie mogą być nigdy zawiedzieni;
17
Ci z uznania prawdy Twej będą się kochali
I twą łaską sławy swej będą nadstawiali.
18
Tyś nasza moc, od Ciebie posiłek mieć mamy.
19
Pańska tarcz i król Jego, którym się wspieramy.
20
Tyś w widzeniu powiedział prorokowi swemu:
Naznaczyłem ja króla już ludowi memu.
21
Dawid, sługa mój wierny, ten jest powołany
Na ten urząd tak zacny, ten jest pomazany,
22
Temu ja serca będę i siły dodawał,
W każdej potrzebie jego z nim będę przestawał.
23
Nigdy go nieprzyjaciel jego nie pożyje,
Lub nań fortelem pójdzie, lub nań wojska zbije.
24
Ja sam nieprzyjacioły jego chcę wojować
I przeciwniki jego do gruntu zepsować.
25
Prawda i litość moja z nim zawżdy, a z strony
Imienia będzie mego wielce podwyższony.
26
Rękę jego położę na morzu szyrokim,
Drugą na Eufratowym strumieniu głębokim.
27
W potrzebach swoich do mnie zawżdy się uciecze:
Tyś mój ojciec, Tyś mój Bóg i obrońca! — rzecze.
28
A ja go pierworodnym u siebie położę
I wszytkim świata tego tyrannom przełożę.
29
W łasce mojej na wieki nie uzna odmiany,
W przymierzu poszlubionem będzie zachowany.
30
Potomek w domu jego nigdy nie zaginie,
Ani stolica, póki dzień torem swym płynie.
31
A gdzieby dzieci jego zakon mój wzgardziły,
32
Ani posłuszne memu rozkazaniu były:
33
Onić kaźni nie ujdą za swe wszeteczności,
I odniosą zapłatę godną swoich złości.
34
Ale jemu zachowam miłosierdzie swoje,
I nie będą omylne nigdy słowa moje.
35
Nie zgwałcę ja przymierza swego; głos, podany
Z ust moich, w odmienności nie będzie uznany.
36
Razem ja Dawidowi na stateczność swoję
Słudze wiernemu przysiągł i przy temże stoję:
37
Nie ma ustać potomstwo w domu jego sławnym,
Ani zacny tron jego, póki szlakiem dawnym
Prędkie słońce poleci i nieuchodzony
38
Krąg miesięczny, a iściec na niebie niepłony.
39
Teraześ się obruszył, Panie, przeciw jemu,
Jawną niełaskę słudze okazujesz swemu:
40
Wywróciłeś przymierze, zepchnąłeś koronę
Z głowy jego, odjąłeś wszelaką obronę.
41
Mury, parkany leżą, zewsząd go targają,
42
Zewsząd szczypią, a żałość śmiechem podniecają.
43
Nieprzyjacioły jego nadeńeś wystawił
I ludzi zazdrościwe radości nabawił.
44
Przytępiłeś miecz jego, a w swojej potrzebie
Nie miał obrońcę, ani pomocnika z Ciebie.
45
Ozdoba wszytka jego i świetność zaćmiona,
A stolica nogami wzgórę wywrócona.
46
Ukróciłeś lat jego kwitnącej młodości,
Oczu podnieść nie może, pełen zelźywości.
47
Będzie wżdam koniec kiedy tej niełasce? stanie
Wżdam Twój srogi gniew kiedy, nieśmiertelny Panie?
48
Wspomni sobie, jako kres ciasny mego wieka!
Izalibyś Ty prózno stworzyć miał człowieka,
Żeby i ten lichy czas w troskach miał położyć?
49
Bo kto śmierci mógł zniknąć, albo z martwych ożyć?
50
Gdzie teraz ono Twoje miłosierdzie dawne?
Gdzie, Panie, zwykła dobroć i przymierze sławne
51
Z Dawidem uczynione? — nakłoń oczu swoich
Pańskich, a urąganiu sług się przypatrz Twoich.
Pełne łono mam sznupek, pełne obelżenia,
Słuchając rozmaitych narodów hańbienia,
52
Którem nieprzyjaciele naszy nas zelżyli,
Ani pomazańcowi Twemu przepuścili.
53
Bądź na wieki pochwalon, wiekuisty Panie,
A co jest wola Pańska Twoja, niech się stanie.
1
Królu na wysokiem niebie,2
Pierwej, niźli góry wstały,3
Jesteś i będziesz do wieku,4
Tysiąc lat, o niezmierzony,5
Jako woda siąknie w ziemię,6
Jako rosy trawa syta7
Taki nasz wiek, tak więdniemy8
Tobie jawne i kryjome
Złości nasze są wiadome.
9
Przeto, dla swych nieprawości,10
Wiek ludzki jest lat siedemdziesiąt;11
Kto Twój, nieśmiertelny Boże,12
Raczże nam z łaski swej życzyć,13
Wejźrzy na swe sługi, Panie!14
Nasyć nas owocem swego15
Daj nam za troskliwe lata16
Okaż nad sługami swymi17
Zdarz nam wszytki nasze sprawy,
Zdarz, o Boże nasz łaskawy!
1
Kto się w opiekę poda Panu swemu,2
Śmiele rzec może: mam obrońcę Boga,
Nie będzie u mnie straszna żadna trwoga.
3
Ciebie on z łowczych obierzy wyzuje4
W cieniu swych skrzydeł zachowa cię wiecznie,
Pod Jego pióry ulężesz bezpiecznie.
5
Za którym stojąc, na żaden strach nocny,
Na żadną trwogę, ani dbaj na strzały,
6
Któremi sieje przygoda w dzień biały.
7
Ztąd wedla ciebie tysiąc głów polęze,8
Miecz nieuchronny, a ty przedsię swemi
Oczyma ujźrzysz pomstę nad grzesznemi.
9
Iżeś rzekł Panu: Tyś nadzieja moja,10
Nie dostąpi cię żadna zła przygoda,
Ani się najdzie w domu twoim szkoda.
11
Aniołom swoim każę cię pilnować,12
Na ręku będą, abyś, idąc drogą,
Na ostry krzemień nie ugodził nogą.
13
Będziesz po żmijach bezpiecznie gniewliwych14
Słuchaj, co mówi Pan: iż mię miłuje,15
Głos jego u mnie nie będzie wzgardzony,16
I lat szedziwych i mej życzliwości.
1
2
Słuszna rzecz, Panie, Tobie chwałę dawać3
Dzieńli po niebie światło swe rozleje,
Nocli świat płaszczem czarnym odzieje;
Dzień mię usłyszy, litość wyznawając,
Noc, prawdę Twoję opowiadając,
4
Nie tylko słowy, ale i gęślami,
Ale i lutnią i skrzypicami.
5
Serce mi kwitnie, pełenem radości,6
O sprawy dziwne a niewysłowione,
O myśli w twardej nocy zamknione!
7
Niemądry na to nigdy nie napadnie,
Tępy do śmierci tego nie zgadnie.
8
Źli, zakwitnąwszy, jako kwitną zioła,
Uwiędną prędko i zginą zgoła.
9
Ty wszytki wieki przetrwasz, możny Panie;10
Twych nieprzyjaciół szczęt nie zostanie,
Zniszczeją wszyscy, którzy lubią złości,
11
A Ty moc moją z swojej życzności
Wyniesiesz, jako róg jednorożcowy.
Członki mi przejął sok balsamowy,
12
I ujźrzę upad nieprzyjaciół swoich,
I taż wieść przyjdzie do uszu moich.
13
Palmie podobien i cedrom libańskim14
Cnotliwy kwitnie, szczep, który w Pańskim
Rozkosznym będzie pałacu wsadzony,
15
Zawżdy kwitnący, zawżdy zielony
I czerstwy będzie i rodny w starości;
16
A to, żeby w swej sprawiedliwości
Pan, twirdza moja, był opowiadany,
Który nie nosi żadnej przygany.
1
Pan chce królować, odział się zacnością,2
Pan, przez którego krąg nieporuszony
Ziemski stworzony.
3
Stolica Jego od początku świata4
Niech huczą rzeki, niechaj głośne wały5
Groźniejszy morza i wszech nawałności
Bóg z wysokości.
6
Chybić nie może, co Ty kiedy swoim1
Boże, któremu pomsta należy sprawnie,2
Ockni się sędzia wiecznej sprawiedliwości,
A ludziom hardym zapłać ich wszeteczności.
3
Długoż, o wieczny Boże, ludzie zuchwali4
Długoż się swem łotrostwem będą chłubili,
Którzy wstyd i cnotę swą na szrót puścili?
5
Twój lud trapią, dziedzictwo Twoje plondrują,6
Gościa, wdowę, siroty nędzne mordują
7
I mówią: nie widzi Bóg; płonę nadzieje,
By miał rozumieć, co się na świecie dzieje.
8
Uważcież to, szaleni, u siebie tedy,9
Kto umiał ucho stworzyć i oko, temu
Jako być głuchym albo ślepym samemu?
10
Kto świat karze za jego wszeteczne sprawy,11
Kto ludziom rozum daje, tenże człowieczy
Rozmysł i skryte rady zna, że nie grzeczy.
12
Szczęśliwy, którego Ty uczniem swym liczysz,13
Taki w powszechną trwogę pokój uczuje,
Zaczem niepobożnemu dół się gotuje.
14
Abowiem swoich wiernych Pan nie opuści.15
Jeszczeć i sprawiedliwość będzie płaciła,
I najdzie się na świecie cnotliwych siła.
16
Kto na mię tak jest łaskaw i na me zdrowie,17
By mnie był Pan nie dodał sam swej pomocy,
Dawnobych już był w wiecznej pogrężon nocy.
18
By się namniej podemną noga zachwiała,19
Jako mię barzo troski moje suszyły,
Tak mię wdzięczne pociechy Twoje chłodziły.
20
Spólnego nic przewrotni z Tobą nie mają,21
Którzy przeciw cnotliwym praktyki kują,
A niewinne nad prawo jawne skazują.
22
Panie, Tyś moja skała, Tyś mój obrońca;23
I oddasz niepobożnym ich nieprawości,
A okrutni będą Twej syci srogości.
1
Pódźmy z ochotą, Panu chwałę dajmy,2
Spieszmy się kniemu, spieszmy się z dziękami
I z wdzięcznym luteń dźwiękiem i z pieśniami.
3
Pan to jest wielki, król niezwyciężony,4
W Jego są ręku ziemskie głębokości
I niedostępne górne wysokości;
5
Jego jest morze, i On je sam sprawił,
I wszytkorodną ziemię On postawił.
6
Pódźmy, ściągnąwszy ręce swe do Pana,7
To jest nasz Tworca, to jest Pan litości,
A my lud Jego, o których On w czasie
Zawżdy przemyśla i które sam pasie.
8
Dziś, jeśli w uszy swoje usłyszycie9
Którzy mię szczerym na puszczy uporem
Słuchać nie chcieli, ale doświadczali
Możności mojej, a też jej doznali.
10
Przez lat czterdzieści ten lud mię frasował,11
Przetom też przysiągł, gniewem zapalony,
Że ich miał minąć pokój namięniony.
1
Zacznicie nową możnemu2
Śpiewajcie Mu, wynoście Go,3
Niechaj brzmi w uszu pogańskich4
Pan to bowiem władze wielkiej,5
Wszytko to błąd, nie bogowie,6
Powaga przed nim oblicznie7
Przyznajcie, o ziemskie kraje,8
Przyznajcie chwałę królowi,9
Bijcie czołem przed swym Panem,
W domu Jego zawołanem.
10
Niech wszytek świat ten głos czuje,
Pan na królestwo wstępuje.
11
Śmiej się niebo, tańcuj ziemi,12
Skaczcie pola, pląszcie lasy: —
Blisko są żądane czasy.
13
Idzie, idzie Bóg prawdziwy,1
Pan nasz, Bóg nasz panuje,2
Chmury około Niego3
I sądzie założony;4
Jasne niebieskie domy,5
Wysokie górne skały6
Nieba pięknego siły7
Niech się wszyscy sromają,8
Słysząc Syon, że wszędy9
Boś Ty Pan niezmierzony,10
My tedy, co pragniemy11
A kto żył w pobożności,
Pewien trwałej radości.
12
Radujcie się, cnotliwi!1
Nowy Monarsze możnemu2
Że nas z niewólstwa wybawił;
Jego to moc, Jego siła
Niewysłowiona sprawiła.
3
Zyścił się w słowie zacnemu4
Panu kwoli, wielka ziemi,5
Panu kwoli w lutnie grajcie,
6
I kornet z trąbą sprzągajcie.
7
Niechaj zagrzmi morze słone8
Niech przed Pańską oblicznością9
Idzie, idzie Bóg prawdziwy,1
Pan króluje, który włada anioły lotnemi:2
Wielki to Pan na Syonie, Pan niezwyciężony,
Nad królestwa świata tego wszytki wyniesiony.
3
Imię Twoje niech na wieki będzie pochwalone,4
Ty miłujesz sprawiedliwość, Tyś ludowi swemu
Prawa podał i porządek spisał wybranemu.
5
Panu cześć, Bogu naszemu winną chwałę dajcie,6
Temu Mojzes i Aaron ofiary palili,
I Samuel z tejże liczby, co Jemu służyli.
7
I z obłoku okrągłego umawiał się z niemi.
A to, że nad wszytko pańskich ustaw przestrzegali,
A w przymierzu nieodmienną wiarę zachowali,
8
Panie, zawżdyś je wysłuchał, zawżdyś im folgował9
Panu cześć, Bogu naszemu winną chwałę dajcie,
Górę Jego (bo jest święty Bóg nasz) uważajcie.
1
Wszyscy, którzy po ziemi chodzicie,2
W radości Mu służcie i z ochotą,
A nawiedźcie Jego cerkiew złotą.
3
On sam jest Bóg; co żywiem, co tchniemy,4
Wnidźcie w kościoł, nieście dzięki Panu,5
Wdzięczny to Pan, miłosierdzia miary
Niemasz Jego, niemasz końca wiary.
1
Ciebie, o Boże niezmierzony,2
Do tegom zawsze był chętliwy,3
Serce niewinne chcę zachować,4
Przewrotni łaski mej nie mają,
Prózno się na mię oglądają.
5
Niepobożnego nienawidzę,6
Cnotliwy przy mym boku siędzie,
Niewinny, ten mnie służyć będzie.
7
Miejsca w mym domu nie zagrzeje,8
Koniecznie na to się usadzę,1
2
Usłysz prośby moje, Boże litościwy,3
Nie odwracaj, czasu złej przygody mojej,
Odemnie smutnego świętej twarzy swojej.
4
Jako dym, tak lata moje uleciały,5
Na chleb nie pomyślę, a też serce moje
Uschło, jako trawa w srogie letnie znoje.
6
Prze ciężkie wzdychanie, prze mój płacz serdeczny,7
Jestem jako w lesiech pelikan schowany,8
Nie smutniej narzeka wróbl na gniaździe mały,
Kiedy go maciory płoche odbieżały.
9
Nieprzyjaciel, patrząc, cieszy duszę swoję,10
A ja, miasto chleba, szczyrym żyw popiołem,
I łzy żywe piję, siedząc za swym stołem.
11
Prze Twój gniew surowy (boś mną zapałczywy12
Chynął się ku nocy, jako cień wieczorny;
I usechłem prawie, jako kwiat ugorny.
13
Ale Ty na wieki trwać będziesz, o Panie,14
Ty się nad Syonem jeszcze masz zmiłować,
A snadź już czas przyszedł, żeby go ratować.
15
Już ku rumom jego serce obrócili16
I będą się Ciebie wszytki kraje bały,
I wszyscy królowie lękną się Twej chwały.
17
A to, że Ty znowu miasto swe naprawisz,18
A gardzić nie będziesz pokornych prośbami,
Ani serca wielce strapionego łzami, —
19
Niech to pismem będzie napisano złotem20
Abowiem, na niebie siedząc Pan wysoko,21
Aby płacz usłyszał więźniów okowanych,
I ratował na śmierć ostatnią podanych.
22
Aby na Syonie ciż Mu dziękowali,23
Wtenczas, gdy lud wszytek, wszyscy przełożeni,
Kwoli służbie Pańskiej będą zgromadzeni.
24
Teraz, acz mię strapił długiemi drogami,25
Przedsię kniemu wołam: nie bierz mię człowieka
Smutnego, mój Panie, w połowicy wieka.
26
Twe lata są wieczne, Tyś niebo zbudował27
To wszytko zaginie, a Ty w swej całości
Boże mój, trwać będziesz na wszytki wieczności.
28
I lat nieskończonych, których uczesniki
29
Uczynisz, bez chyby, swoje miłośniki.
1
Błogosław, duszo moja, Panu swojemu,2
Błogosław duszo Panu, Jego obfite
Dary niech zawżdy będą w sercu twem ryte.
3
Który odpuszcza wszytki twe nieprawości,4
Żywot śmierci łakomej twój odejmuje,
A ciebie miłosierdziem swem koronuje;
5
Który cię wszelakich dóbr hojnie nabawia,6
Obrońca nieomylny źle obwinionych
I sędzia sprawiedliwy wszech ukrzywdzonych.
7
Ten opowiedział drogi swe Mojzeszowi8
Pan wielce miłosierny, Pan dobrotliwy,
Na gniew nieprędki, barziej do łaski chciwy.
9
Nie umie, nie zwykł się On wiecznie frasować,10
Nie wedle spraw przeciwko nam postępuje,
Ani się z nami wedle zasług rachuje.
11
Której nad ziemią niebo jest wysokości,12
Jako wschód od zachodu daleko pała,
Tak On od nas daleko grzech nasz oddala.
13
Jako łaskawy ociec synów lituje,14
Czynu bowiem naszego samże świadomy
I pomni, żechmy ziemia i cień znikomy.
15
Trawie podobien człowiek, którą ostrymi16
Nalepiej, dusznym wiatrem zmorzony zginął.
17
Pańska łaska jest wieczna i nieprzebrana,18
Tych, którzy w Jego będą kochać się słowie.
19
Pan na ognistem niebie dwór swój wysoki20
Chwalcie, o aniołowie mężni, chwalcie Go,
Którzy słowne nosicie poselstwa Jego.
21
Wszytki niebieskie wojska i sług zebranie,22
Wszytko po wszytkich kąciech królestwa Jego,
Stworzenie i ty, duszo, chwal Pana tego.
1
Duszo, śpiewaj Panu pieśń: O nieogarniony
Nieba i ziemie sprawco, wielceś uwielbiony!
Ciebie obeszła wkoło cześć i świetna chwała,
2
Ciebie jasność, jako płaszcz ozdobny odziała;
Tyś niebo, jako namiot, rozbił ręką swoją,
3
Nad nim wody za Twojem rozrządzeniem stoją.
Chmury — Twój wóz, Twe konie — wiatry nieścignione,
4
Duchy — posłańcy, słudzy — gromy zapalone;
5
Twym rozumem tak miernie ziemia usadzona,
Że na wieki nie będzie nigdy poruszona.
6
Na tej jako powłoka przepaści leżały,
A góry niezmierzone wody zakrywały;
7
Ale skoroś rzekł słowo, a niebo zagrzmiało,
Wody spadły, a morze na dół uciekało.
8
Skały ku górze poszły, pola rozciągnione
Opanowały miejsca przez Cię naznaczone.
9
Zamierzyłeś kres pewny morzu, że wiecznemi
Czasy wezbrać nie może, ani szkodzić ziemi.
10
Ty w skale ukazujesz drogę zdrojom nowym,
Które posiłek niosą rzekom kryształowym:
11
Tu się wszelki zwierz chłodzi, który w polu żyje,
Tu łoś, mieszkaniec leśny, upragniony pije.
12
Tamże ptacy mieszkają, a w krzakach zielonych
Nie przestają powtarzać pieśni ulubionych.
13
Ty z pałaców swych świętych, Ojcze uwielbiony,
Spuszczasz na niską ziemię deszcz nieprzepłacony;
A ona, nieprzebranej łaski Twojej syta,
14
Wszytkiego wszytkim starczy: stąd trawa obfita
Bydłu ku pożywieniu; stąd zioła ogrodne
15
I wszelki rodzaj zboża; stąd wino łagodne,
Dobrej myśli naczynie; stąd chleb, który snadnie
Siłę twierdzi: stąd olej, po którym twarz gładnie.
16
Taż wilgotność i lasy żywi niezmierzone,
I cedry na Libanie Twą ręką szczepione.
17
Tam wróble gniazda noszą, jodła — bocianowi,
18
Sarnom — góra mieszkanie, skała — królikowi.
19
Tyś na znak czasów sprawił błędną twarz miesięczną,
Ty niepoścignionego słońca lampę wdzięczną
20
Prowadzisz do zachodu; wtem nocne ćmy wstają,
Wtenczas leśne bestyje wszytki się ruszają,
21
Lwięta ryczą, pokarmu żądając od Ciebie;
22
Skoro zaś jasna zorza zakwitnie na niebie, —
Zwierz do jaskiń uchodzi, ludzie następują
23
Na roboty, gdzie także do mroku pracują.
24
Zacne są Twoje sprawy i wielkiej mądrości,
Pełna jest wszytka ziemia Twej szczodrobliwości,
25
Pełne, Panie, i wody: kto wyliczyć może
Wszytki rybie rodzaje, które żywi morze?
26
Tam żaglem rozpuszczonym okręty biegają,
Tam swe igrzyska srodzy wielorybi mają.
27
Wszytko to, co jest w morzu, wszytko, co na ziemi
I co siecze powietrze pióry pirzchliwemi,
Oczy ku Tobie wznosi, który siedzisz w niebie,
I oczekawa zwykłej żywności od Ciebie.
28
Kiedy rękę otworzysz, — wszyscy nasyceni,
29
A kiedy twarz odwrócisz, — wszyscy zasmuceni.
Jeśli im ducha weźmiesz, w proch się wnet obrócą;
30
Jeśli im ducha natchniesz, na świat się zaś wrócą.
31
Wieczna jest Pańska chwała, a on z tak mądrego
Nie przestanie się kochać nigdy czynu swego.
32
Pan, który kiedy pojźrzy, ziemia drży; Pan który
Kiedy ręką gór dotknie, dymem pójdą góry.
33
Dokąd mi tedy mego żywota dostanie,
Głos mój Panu i lutnia śpiewać nie przestanie.
34
Tylko Jemu niech wdzięczne będą pieśni moje,
Bom ja wszytko położył w nim wesele swoje.
35
Bodaj wszyscy złośliwi zagubieni byli
Tak, żeby się na wieki już nie poprawili.
A ty, o duszo moja, daj cześć Panu swemu,
Dajcie wszytki narody winną chwałę Jemu.
1
Chwalcie Pana, Imienia Jego wzywajcie
I sprawy Jego światu opowiadajcie.
2
Jemu rym, Jemu służcie wesołe strony,
Jego cuda roznoście na wszytki strony.
3
Inszej chłuby nad Jego Imię nie macie,
Trwalszej radości prózno indziej szukacie.
4
Pana i twarzy Jego i sił szukajcie,
5
Cuda, które uczynił, w sercu chowajcie.
6
Chowajcie i naukę, o Abramowe
Potomstwo wiernych Jego i Jakobowe!
7
Pan nasz to jest Bóg prawy, Jego wyroki
Wiążą wszytek świat, jako w sobie szyroki.
8
Pomni na ligę swoję i wszytki rzeczy
Ma w umowie zamknione na dobrej pieczy.
9
Co z Abrahamem zatarł, co Izakowi
Przysięgą swą utwierdził, co Jakobowi
10
Miasto statutu podał, w czem na czas wieczny
Izrahela upewnił, w słowie stateczny,
11
Obiecując za czasem kraj dziwnie sliczny
Chananejski podać im w pomiar dziedziczny.
12
Gdzie w małej liczbie będąc i nieznacznymi
Przychodnie nieznajomi między obcymi,
13
Nosząc się to tam, to sam, dziś w tej dziedzinie,
Jutro namiot swój stawiąc w inszej krainie;
14
Przedsię zawżdy bywali w Pańskiej obronie,
A zuchwałe tyranny Pan gromił o nie.
15
Pomazańców (ja radzę) mych nie tykajcie,
I proroki w pokoju me zachowajcie.
16
Potem, mając głód wzbudzić po wszytkiej ziemi
I wszelką żywność odjąć, posła przed niemi
17
Do Egiptu wyprawił: Syn opłakany
Twój, Jakobie, w niewolą jest zaprzedany.
18
Tam mu pęta na nogi ciężkie włożono,
I żelazem niezłomnem grzbiet obciążono.
19
I tak długo był trzyman w więzieniu srogim,
Aż go Pan wesprzeć raczył duchem swym drogim.
20
Duch Pański go wyświadczył, że w nim okazał
Dar taki, za którym król puścić go kazał.
21
I poruczył mu dwór swój i dał w szafarstwo
Wszytkę majętność swoję, wszytko swe carstwo,
22
Aby starosty jego, gdy zechce, sadzał
Do więzienia, a radzie mędrszy doradzał.
23
Zatem pożegnawszy się z krajem ojczystym,
Syn Izaków, nad Nilem siadł przeźroczystym,
24
Gdzie Pan lud swój tak wielce rozmnożył, że go
Silniejszym nieprzyjaciół uczynił jego.
25
Stąd im zazdrość urosła, stąd tyran srogi
Niszczyć je, coraz nowe najdował drogi;
26
Aż Mojzesza z Aronem Pan swe posłańce
Za czasem zesłał miedzy harde pohańce,
27
Którzy mocą słów Pańskich cuda czynili,
Króla strachu i jego dwór nakarmili.
28
Kazał Pan, a w południe noc gęsta wstała,
Która dzień z oczu ludzkich nagle zagnała.
29
Krwią zdroje, krwią płynęły rzeki szarłatne,
Miecąc po brzegach zdechłe ryby niepłatne.
30
Ziemia taką żab sprosnych hojność zrodziła,
Że i królewska pościel bez nich nie była.
31
Potem wojska much spadły nieprzeliczone,
A wszy stady latały niewygubione.
32
Miasto dżdża z nieba padał grad kamięnisty,
A z gradem niesłychany wicher ognisty.
33
Zaczem wszytki winnice opustoszały,
A sady zagłuszone płód pomiotały.
34
Przyszła szarańcza, przyszedł chrząszcz wielonogi,
35
Zboże wyjadł, co był grad ominął srogi.
36
Nakoniec płód wszelaki pierworodzony
Jednej nocy po wszytkiem państwie zgładzony.
37
Dopiero cudzem złotem ubogaceni,
Bez wszelakiej trudności są wypuszczeni;
38
I owszem, wszytek Egipt radzi ich zbyli,
Bo przed strachem ledwie już przy duszy byli.
39
A Pan nad nimi obłok miasto zasłony
We dnie wieszał, a w nocy słup rozpalony.
40
Gdy prosili, ptacy jem w obóz padali,
A po ziemi niebieski pokarm zbierali.
41
Tym gwoli wodę lały twarde krzemienie,
A po suchych pustyniach ciekły strumienie.
42
Pan bowiem swoich świętych słów nie przebaczył,
Co kiedy Abramowi poślubić raczył.
43
Przetoż lud swój z okrutnej ręki wybawił,
I na pięknej swobodzie wesołe stawił.
44
I uczynił je pany wielkiej krainy,
I posiedli przychodnie obce dziedziny.
45
A to, żeby ustawy Pańskie chowali,
A wedle wolej Jego postępowali.
1
Chwalcie Pana prze dobroć Jego nieprzebraną,
Chwalcie prze litość, wiekom żadnym nie poddaną.
2
Kto tak w słowa bogaty, kto tak jest wymowny,
Aby w powieści dziejom Jego mógł być rowny?
3
Szczęśliwi, którzy swój wiek pobożnie sprawują,
A we wszech sprawach swoich cnoty naszladują.
4
Pomni na mię, mój Panie, w onej dawnej chęci,
Którą ludzie znawali w oczu Twoich wzięci.
Nawiedź mię w łasce swojej, abych między Twymi
5
Cieszył się, radował się spólnie wybranymi.
6
Źli ojcowie, złe dzieci, wszyscysmy zgrzeszyli,
Wszyscysmy przeciw Tobie sprosnie wystąpili.
7
Głupi ojcowie naszy nie porozumieli
W Egipcie cudów twoich; niedługo pomnieli
Wielkiej Twej łaski, bo wnet nad morzem czerwonym
Szemrali niepotrzebnie przeciw przełożonym.
8
Przedsięś Ty swoję możną rękę miał nad nimi,
Chcąc, aby była między narody wszytkimi
Znaczna Twoja wielmożność; Twym fukiem surowym
9
Morze wyschło, a oni gościńcem gotowym
Między dwa wodne mury słony bród przebyli,
Tak, jakoby po suszy nalepszej chodzili.
10
Tam z nich dopiero jarzma ciężkie są złożone,
A ich nieprzyjacioły, tropem zagonione,
11
Wracając się na miejsce swe, morze zalało
Tak, iż ani posłańca z klęski nie zostało.
12
Ci też dopiero słowom Pańskim uwierzyli
I moc Jego w pieśniach swych do nieba wznosili.
13
Urychlili zaś nazbyt, prędko zapomnieli
Dobroci Jego, ani rady czekać chcieli.
14
Dali się niebożęta uwieść swej chciwości
I doświadczali Pańskiej w pustyniach możności.
15
A Pan wszytko uczynił wedle ich żądania,
Ale przedsię nakoniec nie uszli karania.
16
Ciż, ruszeni zazdrością, przeciw Mojzeszowi
I mówili surowie przeciw Aronowi.
17
Ale zbór niespokojny i sprzeczne hetmany
Częścią ziemia pożarła, częścią niesłychany
18
Ogień niebieski spalił. Tak znaczne przykłady
19
Gniewu Pańskiego widząc, prze swe płoche rady,
Nic się nie polepszyli i owszem ulali
Złotego cielca sobie, przed którym klękali.
20
Klękali (co winna rzecz tylko była Panu)
Przed wołem, woła głupszy, który przywykł sianu.
21
Zapamiętali Boga, który je wybawił,
Który cuda w Egipcie niesłychane sprawił,
22
Który nieujeżdżone w poły przeciął morze,
Jedny przewiódł, a drugie zalał w tymże torze.
23
Więc też Pan, sprawiedliwym gniewem poruszony,
Chciał je koniecznie zgubić, by był z drugiej strony
Mojzesz, wybrany Pański, nie prosił za niemi,
A gniewu nie hamował modlitwami swemi.
24
Nawet i krajem onym pożądnym wzgardzili
I Pańskim obietnicom prosto nie wierzyli.
25
Rozruch w okopie wielki, wielkie zamieszanie
Uczynili, złamali Pańskie rozkazanie.
26
A Pan rękę swą podniósł, że tamże w piaszczystych
Pustyniach poledz mieli i w górach skalistych.
27
A ich naród między nieżyczliwe pogany
Po różnych kąciech świata miał być rozstrzelany.
28
I podali się w jarzmo Baal Fegorowi,
I palili ofiary zdechłemu trupowi.
29
Co Pan widząc, gniewowi swemu wodze puścił,
A na lud nieposłuszny srogą kaźń przepuścił.
30
Nie cierpiał krzywdy bożej Fineas cnotliwy,
Ale mieczem złe karał; tymże Pański mściwy
31
Gniew uśmierzył, a sobie i potomstwu swemu
Zjednał cześć niepodległą wiekowi żadnemu
32
Znowu przy spornej wodzie Pana obrazili,
Mojzesza o niełaskę także przyprawili,
33
Bo frasując się starzec, na ich płoche sprawy
Tak mowił, że w rzeczy swej nie był Bogu prawy.
34
Ktemu, nad wolą Pańską, pohańców nie bili
35
I owszem się szaleni do nich przyłączyli.
36
Skąd i spraw naśladować i ryte ich bogi
Chwalić jęli, na swój żal i upadek srogi;
37
Syny bowiem i corki swe ofiarowali
38
Dyabelstwu, krew niewinną, krew (mówię) przelali
Właściwych dziatek swoich, żałosne ofiary
Przed chananejskie kładąc niegodne maszkary.
39
Ziemię krwią napoili, sami się zmazali,
Wszetecznicom w sprawach swych naprzód nic nie dali.
40
Pan też ostatnim prawie gniewem zapalony,
Lud swój omierził sobie i kraj ulubiony,
41
I dał je w ręce prawie niewiernym poganom,
Że się kłaniać musieli nieznajomym panom,
42
Którzy je obyczajmi dziwnymi trapili
I pod nielutościwe jarzmo swe podbili.
43
Co ich Pan poratował, znowu na kieł wzięli,
Znowu też coraz głębiej w złościach swych tonęli.
44
A pan przedsię miał litość nad utrapionymi,
Ani zamykał ucha przed obciążonymi.
45
Pomniał na swe przymierze, a ich wszytki złości
Puścił imo się, z wielkiej swej dobrotliwości.
46
I zmiękczył ludzkie serca, że ich litowali
I ci sami, u których w niewoli mieszkali.
47
O Panie, o Boże nasz, Ty chciej o nas radzić,
Chciej nas błędne zebrawszy pospołu zgromadzić
Abychmy Twe chwalebne Imię wyznawali
I Twoje dobrodziejstwa wielkie wspominali.
48
Niechaj Bóg Izraelski na wiek wiekom słynie,
A Ty więc AMEN zatem mów, zebrany gminie!
1
Chwalcie Pana prze dobroć Jego niewymowną,2
A wy więc naprzód, coście z rąk wyswobodzeni
Nieprzyjacielskich i zgromadzeni,
3
Jedni stąd, kędy słońce występuje z morza,4
Którzy po nieświadomych puszczach się błąkali,5
To głodem, to pragnieniem ciężkiem utrapieni,
To ustawiczną pracą zemdleni.
6
Ci do Pana wołali a Pan w ich frasunku7
I nawiódł na gościniec prawy obłąkane,
Że oglądali wsi budowane.
8
Niechajże wielką Jego dobroć wyznawają9
Że nakarmił obficie głodem utrapione
I dźwignął wszytkiem upośledzone.
10
Którzy w ciężkich okowach na gardło siedzieli,11
A to, że Boga nizacz nie mieli,
12
A On je też nieszczęściem takowem shołdował,
Że nie był żaden, ktoby ratował.
13
Ci do Pana wzdychali, a Pan w ich frasunku14
I wywiódł je z więzienia i strach śmierci srogiej
Złożył z troskliwej dusze ubogiej.
15
Niechajże wielką Jego dobroć wyznawają16
Który wrota żelazne i nieprzekowane
Wyłamał snadnie progi spiżane.
17
Którzy za to, że wiek swój niemiernie trawili,18
Tak, iż ani pomyślić na pokarm nie mogą,
A w dole prawie już jedną nogą:
19
Ci co do Pana wołali, a Pan w ich frasunku20
Słowem swojem ich wszytki choroby okrócił,
I mdłe ku zdrowiu pierwszemu wrócił.
21
Niechajże wielką Jego dobroć wyznawają;22
Niech mu wdzięczność okażą, Imię Jego chwaląc,
I zasłużone ofiary paląc.
23
Którzy w przeważnem drewnie po morzu żeglują,24
Ci umieją powiedzieć o Pańskiej możności
I cudach Jego na głębokości.
25
Kiedy każe, wnet wiatry wstaną popędliwe,26
A nawę to do nieba wełny wymiatają,
To zaś w przepaści ślepe spuszczają;
27
Taczają się, pijanym podobni, mądrości
Nie stawa przeciw morskiej srogości.
28
Ci do Pana wołali, a Pan w ich frasunku29
Stanął wiatr, może spadło, żeglarze ożyli,
30
Nawę do portu zdrową przybili.
31
Niechajże wielką Jego dobroć wyznawają32
Niech Go chwalą, gdzie ludu zbór nawiętszy będzie,
Niech go nie milczą, gdzie rada siędzie.
33
Tenże rzeki osusza i zbiegłe strumienie34
I obraca, prze zbytek ludzki, grunty płodne
W piasek i w słone pola nierodne.
35
Kiedy zaś chce, pustynią w piękną rzekę mieni36
Gdzie potem utrapiony głodem lud prowadzi,
A oto zacne miasto się sadzi.
37
Pola na koło sieją, winnice kopają,38
Pan zdarzył, że i sami wnet się rozrodzili
I wielkie mnostwo stad rozmnożyli.
39
Za czasem przeginęli, że ich barzo mało40
Na pany wzgarda przyszła, że się kryć musieli,41
A ubogiego zaś Pan w przypadku założył,
I jako stado owiec rozmnożył.
42
Na to patrząc, w pobożnem sercu radość roście,43
Kto ma rozum, to wszytko uważy, a wszędzie
Łaskawość Pańską najdować będzie.
1
2
Ochotną myśl, ochotne serce w sobie czuję,
Nowy psalm Panu swemu, nową pieśń gotuję.
3
Powstań uciecho, powstań lutni moja!
Ruszwa różanej zarze z jej pokoja.
4
Ciebie, Panie, po wszytkim świecie, przed wszytkimi
Narody opowiadać będę rymy swymi,
5
Bo dobroć Twoja do nieba przestała,
A prawda głowę z obłoki zrównała.
6
O latom niepodległy i wieku żadnemu!
Podnieś się wyższej nieba, a światu wszytkiemu
7
Okaż wielmożność swoję, zbaw trudności,
A wysłuchaj nas w naszej doległości.
8
Mówił Pan w przybytku swym, a mnie uweselił:
Sznurem zmierzę Sichimę, Sukot będę dzielił,
9
Mój jest Galaad, mnie Manasses służy,
Moc mojej głowy jest Efraim duży;
W mem posłuszeństwie Judas, prawodawca chwalny,
10
Hardy Moabczyk to mój szaflik umywalny,
Półka trzewików moich Idumea,
I ty mnie czołem uderz Filistea!
11
Kto mi do ręku poda miasto niedobyte?
Kto mnie zawiedzie w pola Idumskie obfite?
12
Nikt oprócz Ciebie, którego dziś znamy
Gniew na się, ani wodzem swych wojsk mamy.
13
Dopomóż nam w trudnościach naszych, wieczny Boże!
Nikt bezpieczen w nadzieję ludzką być nie może.
14
Za Twym powodem serce się nam wróci,
A nieprzyjaciel prędko tył obróci.
1
Boże, którego chwała w mych uściech wieczna,2
Gęba na mię się targa; język fałszywy
Ludziom żywot mój hydzi — da Bóg, uczciwy.
3
Nienawiść na mą skazę zewsząd dociera,4
To za swoję życzliwość i chęć odnoszę;
Nie ciesz, Panie, złych ludzi, nie ciesz mną, proszę.
5
Ci, którzy dobrodziejstwo z rąk moich brali,6
Niechajże mu też za to tyran panuje,7
U sądu niechaj będzie krzyw naleziony,
A jegoż niech mu barziej szkodzą obrony.
8
Niech na ziemi nie będzie wiek jego długi,9
Sierotami niech jego dzieci zostaną,
A żona nieszczęśliwa wdową stroskaną.
10
Synowie dom od domu chleba niech proszą,11
Niechaj go z majętności lichwnik wyzuje,
A obcy w jego pracy sobie lubuje.
12
Niechaj go nikt nie wesprze w jego trudności,13
Wszytek naród niechaj miecz razem powinie,
A ich imię niech z nimi pospołu ginie.
14
Niechaj Pan występ ojca jego pamięta,15
Niechaj to przed oczyma będzie Pańskiemi,
Który pamięć ich wszytkę zgładzi na ziemi.
16
A to, że i on w swojej popędliwości17
Ponieważ tak przeklęctwo tedy miłuje,18
Jako drugi członki swe okrył odzieniem,19
Bodajże się tym płaszczem wiecznie nakrywał20
Tę pomstę, to przeklęctwo, da Bóg, uczuje,
Ktokolwiek bez mej winy na mię fołdruje.
21
Boże mój, Ty bądź ze mną, prze Imię swoje22
A jam człowiek upadły, człowiek wzgardzony
I na sercu nieznośnym żalem strapiony.
23
Jako cień pochylony, gdy słońce gaśnie,24
Od głodu ledwe nogi włóczę, a ciało25
Przyszedłem do wszech niemal ludzi w ohydę,
Głową, widzę, kiwają, gdziekolwiek idę.
26
Wspomóż mię, mocny Boże, a w mej żałości27
Niech rękę Twoję znają, niechaj się dowie
Zły człowiek, żeś Ty łaskaw na moje zdrowie.
28
Niech on klnie, Ty błogosław; niech się morduje,29
Niechaj lekkość, jako płaszcz, na się oblecze,
Niech hańbę wzuje ten, kto fałsz na mię wlecze.
30
A ja więc Panu dzięki będę oddawał,31
Który czasu potrzeby stał przy ubogim
I bronił go przeciwko tyrannom srogim.
1
Rzekł Pan do pana mego swym głosem łaskawym:2
Na kraj świata rozciągnę z Syonu wielkiego3
Czasu ruszenia twego przy tobie, swym panie,4
Przysiągł Pan, a za jego żal nie chodzi słowem;5
Porządkiem kapłan wieczny; Pan przy boku twoim
Na wieki, Pan tyranny zetrze w gniewie swoim.
6
Sąd swój rozciągnie, pola trupami okryje,7
Krwią płynącą będzie pił wodę patokową,
Przeto nieba dosięże wysokiego głową.
1
Pana ja zawżdy miedzy cnotliwymi2
Chwalne są sprawy Jego; wielką czuje
Rozkosz, kto się im pilnie przypatruje.
3
Co pocznie, wszytko pełno jest zacności,4
Pan dobrotliwy, Pan to miłosierny,5
Hojnie bogaci, na swe stanowienie
Wiecznymi czasy będzie miał baczenie.
6
Moc swą okazał, gdy wygnał pogany,7
Sprawy rąk Jego prawdą miarkowane,
Sprawiedliwością prawa prostowane.
8
Te się na wieki żadnych lat nie boją,9
Pan sługi swoje z niewolej wybawił
I tym swój wieczny testament zostawił.
10
Przedniejsza mądrość, kto się boi Boga,
To do rozumu i do sławy droga.
1
Szczęśliwy człowiek prawdziwie,2
Jego potomstwo na ziemi3
W Jego domu na czas wszelki,4
Niechaj ćma jaka chce wstanie,5
Dobry, prędki do litości,6
Więc, gdy nieszczęście przypadnie,7
Złe języki go nie trwożą;8
I pewien, że w krótkim czesie
Zły człowiek pomstę odniesie.
9
Ubogim dawa obficie;10
Na to patrząc, zły boleje,1
Dziatki niewinne, panienki uczciwe,2
To niechaj zawżdy w uściech ludzkich słynie,
Póki pamiętny wiek swym torem płynie.
3
Gdzie zarze wschodzą i gdzie zapadają,4
Ten ma narody wszytki pod nogami,
A Jego sława buja nad gwiazdami.
5
Kto kiedy z Panem tym porowna, który,6
I co na niebie i co jest na ziemi,
Oczyma widzi nieuchronionemi?
7
Ten ubogiego wziąwszy z gnoju prawie,8
Umie posadzić na książęcej ławie;
9
Ten mać niepłodną i zjętą troskami,
Lubemi cieszy za czasem dziatkami.
1
Natenczas, gdy Żydowie, dostawszy swobody,2
Wielka tam na nich łaska Pańska się znaczyła
I niepodobna ku wierze siła.
3
Morze, patrząc, uciekło; także Jordanowy4
Góry capom podobne wesołym, a skały
Jako jagnięta młode skakały.
5
Morze, czemuś uciekło? przecześ Jordanowy6
Góry, czemuście capom podobne skakały?
A wy, by młode jagnięta, skały?
7
Bytność Pańską i góry i rzeki szalone8
Który z krzemienia zdroje, a z twardej opoki
Mocen wycisnąć strumień głęboki.
1
Nie nam, nasz Panie, stworzeniu podłemu,
Ale czyń sławę Imieniowi swemu.
Niechaj wiadome, niechaj znaczne wszędzie
Twe miłosierdzie, Twoja prawda będzie.
2
Niechaj pohańcy sprosni nie pytają:
Gdzie teraz ich Bóg, któremu dufają?
3
Nasz Bóg na niebie; cokolwiek zamyśli,
Wszytko się musi stać po Jego myśli;
4
A ich bałwany ze śrebra, ze złota
Nic nie są, jedno ludzkich rąk robota.
5
Gębą nie mówią, okiem nie patrzają,
6
Uchem nie słyszą, nosem nie wąchają,
7
Ręką nie ścisną, nie postąpią nogą,
Gardłem żadnego głosu dać nie mogą.
8
Bodaj tak i ci, którzy je działają,
A owszem, którzy w nich nadzieję mają.
9
Izrahel w Panu niech nadzieję stawi,
A on go wszelkich trudności pozbawi;
10
Niech się na Pana dom Aronów spuści,
A On go z łaski swojej nie opuści.
11
Niech mu dufają, którzy się Go boją,
Bo krom wątpienia w łasce Jego stoją.
12
Pan o nas pomni, Pan nam błogosławi
I znacznie naród żydowski wystawi.
13
Wszytkim On łaskaw, którzy służą Jemu,
Tak w małym wieku, jako dorosłemu.
14
Pan łaskę swoję rozmnoży nad wami
I nad waszemi także dziateczkami.
15
Pan wam na wieki wieczne błogosławił,
Ten, który niebo i ziemię postawił.
16
Niebo wysokie Jego jest mieszkanie,
A ziemię ludziom podał w używanie.
17
Nie martwi, Panie, będą Cię chwalili,
Ani ci, którzy pod ziemię wstąpili; —
18
Ale my, którzy na świecie żywiemy,
Wiecznemi czasy sławić Cię będziemy.
1
Mam przecz Pana miłować, który z łaski swojej2
Dał mi ucho łaskawe: Tego będę wzywał,
Póki duch we mnie będzie przebywał.
3
Już mi na szyję prawie śmierć okrutna była4
W takiej przygodzie będąc, człowiek nieszczęśliwy5
Pan wielce miłosierny, wielce sprawiedliwy6
Pan (mówię) stróż prostoty, mnie udręczonemu
Pomógł z nieszczęścia słudze swojemu.
7
Wróć się do wczasu swego, duszo utrapiona,8
Dusza od śmierci wolna, łzy w oczach stanęły,
Nogi żadnego szwanku nie wzięły.
9
I będę, nad mniemanie ludzi nieżyczliwych,10
Wszytkę swą myśl prostując ku celowi temu,
Abych się Panu podobał swemu.
11
Wierzyłem słowom Jego i tożem wyznawał,12
Jakież ja tedy Tobie, Panie, dać mam dzięki13
Czaszę zbawienną wezmę i cześć Naświętszemu
Uczynię słuszną Imięniu Twemu.
14
Tobie przy wszytkim zborze, o Boże łaskawy,15
Drogo Ty krew u siebie sług swoich szacujesz,
I wszelkiej krzywdy srodze wetujesz.
16
Jam sługa Twój, jam jest syn niewolnice Twojej,17
Tobie ja wdzięczne serce będę ofiarował,
I Twe z wielką czcią Imię mianował.
18
Tobie przy wszytkim zborze, o Boże łaskawy,19
Chcę być praw przy powszechnym ludu Twego zborze
W twem świętem mieście, w Twym zacnym dworze.
1
Wszelki naród, wszelkie plemię,2
Abowiem nas umiłował,1
Chwalcie Pana prze dobroć Jego niewymowną
I prze litość wiekom rowną.
2
Izrahel niechaj powie, że Pańskiej dobroci
Wszytkokrotny wiek nie kroci;
3
Dom Aronów niech powie, że Pańskiej dobroci
Wszytkokrotny wiek nie kroci.
4
Słudzy Pańscy niech mówią, że Jego dobroci
Wszytkokrotny wiek nie kroci.
5
Wzywałem Go w przygodzie, a On w mej ciężkości
Użył nademną litości.
6
Mając Pana po sobie, już ja z ludzkiej strony
Nie mogę być uszkodzony;
7
Mając Pana obrońcę, upad ujźrzę swema
Nieprzyjacielski oczema.
8
Bezpieczniej Bogu dufać, niźli człowiekowi,
9
Niż nawiętszemu królowi.
10
Wielki lud mię był obległ, ale prosząc Boga,
Nie uszła ich ani noga.
11
Zewsząd mię byli prawie, zewsząd obegnali,
Bóg mi zdarzył, że przegrali.
12
Obsiedli mię, by pszczoły, zgaśli, by surowy
Zapalony krzak czerniowy.
13
Nie sil się, zły człowiecze, bo jeślim szwankował,
Wnet mię mój Pan poratował.
14
On jest moja potężność, On wesele moje,
Jemum winien zdrowie swoje.
15
Dobrych, pobożnych ludzi, wszytki są mieszkania
Pełne wdzięcznego śpiewania.
16
Silna jest ręka Pańska, siła dokazuje,
Silna i silnie wojuje.
17
Śmierci, prózno mi grozisz, nic mi niestraszliwe
Twoje strzały popędliwe.
Otom ja żyw i będę sławił po wszej ziemi
Sprawy Pańskie rymy swemi.
18
Karał mię Pan i wedle wolej swej frasował,
Jednak mię śmierci zachował.
19
Otwórzcie mi drzwi Pańskie, niech dam dzięki swemu
Dobrodziejowi wielkiemu;
20
To są ony żywego Boga wdzięczne progi,
Tu cnotliwym wolne drogi.
21
Tobie dzięka, Tyś przyjął wdzięcznie prośby moje,
Tobiem winien zdrowie swoje.
22
Kamięń od rzemieśłników niedbałych wzgardzony,
Na kąt czelny jest włożony.
23
A to przywłaszczyć musiem Pańskiemu przejźrzeniu,
Co dziś u nas w podziwieniu.
24
To jest on dzień szczęśliwy, dzień błogosławiony,
Ku pocieszę nam sprawiony.
25
Miej nas w obronie swojej, zdarz, Ojcze łaskawy,
Teraźniejsze nasze sprawy.
26
Niechaj idzie wszelakiem szczęściem obdarzony
Król od Boga naznaczony.
My, co Panu w kościele Jego usługujem,
Wszego dobra wam winszujem.
27
Bóg Pan prawy; Ten światłem swojej życzliwości
Rozświecił nasze cięmności.
Uwiążcie ciągłym sznurem u Pańskiego stołu
Nowotarganego wołu.
28
Tobie ja dzięki czynię, Boże mój prawdziwy,
Ciebie chwalę, pókim źywy.
29
Chwalcie Pana prze dobroć Jego niewymowną
I prze litość wiekom rowną.
1
Szczęśliwi, którzy się Pańskim zakonem sprawują,2
Którzy Pana i wyroków Jego naśladują.
3
Niemasz grzechu, kiedy Pańskie prawo uważono;
4
Wola Twoja, Panie, aby pilnie ich strzeżono.
5
Daj Boże, abych umiał strzedz Twego rozkazania,
6
Dobra moja, będęli żył wedle Twego zdania.
7
Naucz mię praw swoich, a ja niech Tobie dziękuję,
8
Wedla tych ja żyć chcę, tylko niech pomoc Twą czuję.
9
Czem się młody człowiek lepszy, gdy strzeże słów Twoich?10
Toć jest mój cel, nie daj, Panie, mijać ustaw swoich.
11
W sercu chowam Twe wyroki, bych był praw od złości,
12
Ucz mię, nieśmiertelny Panie, Twej sprawiedliwości.
13
Twoje sądy opowiadam zawżdy usty swemi,
14
Które u mnie miejsce mają przed skarby wszytkiemi.
15
W tych się ćwiczę ustawicznie, tym się przypatruję,
16
Tych nigdy nie przepamiętam, w tych sobie lubuję.
17
Użycz zdrowia, żebych przy Twem słowie stał statecznie,18
Otwórz mi wzrok, niech na zakon patrzę Twój bezpiecznie.
19
Nie taj praw swych przychodniowi biednemu na ziemi,
20
Dusza moja wiecznie tęskni za sądami Twemi.
21
Przestępca Twoich porządków u Ciebie przeklęty,
22
Mnie uchowaj hańby, bo ja czczę Twój zakon święty.
23
Książęta przeciw mnie mówią, a ja słowa Twoje
24
Rozbieram, to są pociechy, to są rady moje.
25
Dusza moja mdleje, racz ją słowem swem ochłodzić;26
Chęć moję widzisz, daj, bych mógł wolej Twej dogodzić.
27
Daj mi swój zakon znać, niech się cudów Twoich dowiem;
28
Taję w troskach, wedle słów swych opatruj mię zdrowiem.
29
Błąd odejmi, a okaż mi łaskawie swe prawa;
30
Cnota mój cel, w który patrzę, i Twoja ustawa.
31
Przy Twoich wyrokach stoję, nie gardzi mną, Panie!
32
Ścieżką prawdy Twej pobieżę, gdy mój frasunk stanie.
33
Nawiedź mię na drogę praw swych, naucz mię ich chować,34
A ja szczyrze chcę wedla nich żywot swój sprawować.
35
Prowadź mię ścieżką swych uchwał, do tegom ja chciwy,
36
Do tego mię wiedź, niech nie dbam o zysk niecnotliwy.
37
Odwróć wzrok mój od marności, niech przy Tobie stoję,
38
Pomni słowo swoje, oto ja Ciebie się boję.
39
Uchowaj mię hańby, boś Ty uznawca prawdziwy,
40
Broń mię chętnego Twej prawdzie, jakoś sprawiedliwy.
41
Okaż mi łaskę, jakoś rzekł, abych to mógł swoim42
Obmowcom wywieść, że słusznie ufam słowom Twoim.
43
Nie bierz z ust mych słowa prawdy, czekam ja Twych sądów
44
I będę na wieki wieczne Twych przestrzegał rządów.
45
Prawdzie będąc przyjacielem, wolno chodzę, Panie!
46
Twe słowa królom powiadam, a nie wstyd mię za nie.
47
Kocham się w Twem rozkazaniu, to wielce miłuję,
48
To na ręku noszę, ale i W sercu piastuję.
49
Pomni ślub swój, toć jest ufność i ochłoda moja,50
Ślub Twoj mię wraca od śmierci ostatniej podwoja.
51
Niech się hardzi śmieją, ja twych praw nie odstępuję,
52
Ja Twe wieczne sądy pomnię, skąd pociechę czuję.
53
Tarnę wszytek, na przestępcę patrząc ustaw Twoich,
54
Które u mnie są za pieśni, dokąd tu lat moich.
55
Imię Twe w nocy rozczytam i Twe przykazanie,
56
To jest praca, ustawiczne to moje staranie.
57
Panie, to dział i część moja — ustaw Twych pilnować;58
Proszę, racz się wedle słów swych nade mną zmiłować.
59
Przypatrzyłem się swym myślom, błąd wszytki me sprawy,
60
Przetożem się wolał kwapić do Twojej ustawy.
61
Nosząc pęta niepobożnych, Twój zakon wyznawam,
62
Dla chwały Twych sądów wiernych o północy wstawam.
63
To przyjaciel mój, kto pilen Twego rozkazania.
64
Pełen świat Twej łaski, życz mi prawdy Twej uznania.
65
Łaskawieś się ze mną obszedł wedle słów swych, Jowa,66
Daj mi rozum, który ważę wielce Twoje słowa.
67
Błądziłem, pókim trosk nie znał, dziś lepszy karany;
68
Objaw mi swój statut, Panie w dobroć nieprzebrany!
69
Hardzi na mię fałszem idą, ja Twych praw pilnuję,
70
Oni ciała tuczą, ja Twe uchwały lubuję.
71
Nauczyły mię strzedz Twoich wyroków kłopoty;
72
Pożyteczniejszy zakon Twych ust, niż kruszec złoty.
73
Jestem czyn rąk Twych, daj mi znać swoje rozkazanie,74
Dobrzy ze mnie radość mają, żeś Ty me ufanie.
75
Sprawiedliwe sądy Twoje, słusznie mię frasujesz,
76
Ufam, że się wedle słów swych nade mną zmiłujesz.
77
Z litości Twej jam żyw, zakon Twój moje kochanie
78
Pomści krzywdy mej, niech ja Twe czynię rozkazanie.
79
Kto Twoich wyroków strzeże, ze mną niech się znasza,
80
Myśl posłuszna Twych praw niechaj wstydu nie odnasza.
81
Serce czekając ustawa, nadzieja nie stanie,82
I oczy, patrząc, ustały na Twój ratunk, Panie!
83
Więdnę, jako skóra w dymie, wżdam strzegę praw Twoich;
84
Rychłoż nad nieprzyjacielem krzywd wetujesz moich?
85
Doły pode mną kopają, przeciw prawu Twemu,
86
Szczyra prawda Twe wyroki; wyrwi mię z rąk złemu:
87
Niszczy mię, gdzie może, a ja strzegę Twej ustawy,
88
Wedla której daj, bych umiał wieść wszytki swe sprawy.
89
Słowa Twoje, prawda Twoja na wieki zostanie.90
Tyś niebo i ziemię stworzył, a też i dziś, Panie,
91
Twym porządkiem wszytko idzie, wszytko słucha Ciebie,
92
Krom praw Twoich, ja nie mam gdzie uciec się w potrzebie.
93
Tych ja nigdy nie zapomnię, to jest zdrowie moje;
94
Wiedz o mnie, słudze swym, który ważę prawa Twoje.
95
Źli mię trapią, że rozważam Twe słowa stateczne,
96
Wszytkich rzeczy koniec widzę — Twe ustawy wieczne.
97
O Panie, jako mnie wdzięczne są ustawy Twoje!98
Te mię nad nieprzyjacioły mędrszym czynią moje.
99
Tych słuchając, dowcipniejszym, niż moi mistrzowie
100
I lepiej rzeczy uważam, niż biegli starcowie.
101
Na te patrząc, mijam ścieżki daleko złośliwych,
102
A trzymam się, jakoś kazał, Twych praw świętobliwych.
103
Słodsze niż miód w uściech moich Twe Pańskie ustawy,
104
Z ich przestrogi z niepobożnym nie mam żadnej sprawy.
105
Słowo Twoje jest pochodnia przed nogami memi,106
Rzekłem (co zyszczę) rządzić się ustawami Twemi.
107
Posil mię utrapionego wedle swego słowa,
108
Bierz ofiarę ust mych, a mnie praw swych naucz, Jowa!
109
Po śmierciach stąpam, a przed się Twój zakon wyznawam,
110
Źli mię łowią, ja przedsię Twych ustaw nie zostawam.
111
To mój dział, to rozkosz moja, ku temu celowi
112
Zmierzać będę, póki wieku stawa człowiekowi.
113
Jako zakon Twój miłuję, tak się brzydzę złemi;114
Tyś nadzieja, Tyś jest moja obrona na ziemi.
115
Precz ode mnie źli, ja Pańskich ustaw niech pilnuję,
116
Posil mię, niech się za rzeczy płone nie ujmuję.
117
Opatrz mię zdrowiem, bych długo Twoje chował prawa.
118
Starłeś wszytki swe zmienniki, bo sprosna ich sprawa;
119
Zniszczyłeś przewrotne, skąd znam sprawiedliwość Twoję —
120
Twoim strachem ciało tarnie, sądów Twych się boję.
121
Na mnie, człowiecze cnotliwym, nie daj złym przewodzić,122
Ciesz mię łaską swą i racz mię z ich rąk oswobodzić.
123
Słów Twych patrząc i ratunku, oczu mi nie stanie,
124
Zmiłuj się, a daj mi poznać swe wyroki, Panie!
125
Daj mi poznać swe wyroki, Boże niestworzony!
126
A bierz się za krzywdę swoję: Twój zakon zgwałcony,
127
Który u mnie droższy pereł i świetnego złota;
128
Ten mnie mił sam, a zaś wszelka brzydka jest sromota.
129
Dziwne są Twe tajemnice, których myśl pilnuje;130
Słowo Twe światłem mądrości proste opatruje.
131
Tego pragnąc usta zieją; wejźrzy miłosiernym
132
Okiem na mię tak, jakoś zwykł czynić swoim wiernym.
133
Rządź mię słowem swem, niech nie ma złość nademną władze,
134
Zbaw mię trosk a Twe uchwały będą u mnie w wadze.
135
Rozświeć mię swą jasną twarzą, naucz mię praw swoich,
136
Których wzgarda ciężki z oczu płacz wyciska moich.
137
O Panie, wszytki postępki Twoje sprawiedliwe,138
Zakon Twój nienaganiony, świadectwa prawdziwe.
139
Gniew mię pali, że zły człowiek słowy gardzi Twemi,
140
Słowa Twe w ogniu pławione, ja się cieszę jemi.
141
Tych ja nie zapomnię, jakomkolwiek jest wzgardzony.
142
Wieczna Twoja sprawiedliwość, zakon niewzruszony.
143
W troskach nawiętszych zawżdym Twe uchwały miłował,
144
Ćwicz mię na swą myśl, jakobyś zdrowiem mię darował.
145
Usłysz, Panie, (k'tobie wołam) narzekanie moje,146
Usłysz, a ratuj, niech święte chowam prawa Twoje.
147
Uprzedzam świtanie, do Twych wyroków wzdychając,
148
Uprzedzam straż, w Twym zakonie świętym rozmyślając.
149
Usłysz głos mój, a potwierdź mię wedle swego słowa.
150
Źli nademną tuż, ale praw Twych daleko, Jowa.
151
I Tyś jest bliski swym wiernym, wszytki są stateczne
152
Wyroki Twoje i muszą trwać na czasy wieczne.
153
Wybaw mię z ucisku, gdyż ja pomnię prawa Twoje,154
Broń mej sprawy, a wyzwól mię, pomniąc słowo swoje.
155
Złych upadek czeka, bo Twych nie chcą praw pilnować,
156
Tyś Pan jest wielkiej litości, Ty mię racz zachować.
157
Zewsząd ucisk mam, a przedsię przy Twej prawdzie stoję,
158
Boleję, patrząc, że depcą źli naukę Twoję.
159
Zakon Twój miłuję, Ty też umiłuj mię, Jowa!
160
Prawdziwe są Twe powieści, nieprzetrwane słowa.
161
Możni mię trapią, a ja Twych wyroków pilnuję,162
Które drożej, niźli korzyść nawiętszą szacuję.
163
Fałsz mię mierzi, Twe ustawy ulubiłem sobie,
164
Siedmkroć na dzień, prze Twą prawdę, daję chwałę Tobie.
165
Pokój wielki miłośnikom praw Twych, a zgorszenie
166
Żadne, patrzę na Twój ratunk i na Twe rzeczenie.
167
Praw Twych strzegę, sądy pomnię, słowa chowam, bo me
168
Wszytki sprawy, wszytki myśli Tobie są wiadome.
169
Niechaj ważna będzie moja modlitwa u Ciebie,170
Rządź mię wedle swych obietnic i ratuj w potrzebie.
171
Chwalon z ust mych będziesz, gdy mi zjawisz prawa swoje,
172
Chwalon będziesz, sprawiedliwe są wyroki Twoje.
173
Broń mię ręką swą, u mnie Twe ważne rozkazanie,
174
Pragnę Twej pomocy, zakon Twój moje kochanie.
175
Żyw mię słowem swem ku swej czci; jam jak owca zginął,
176
Szukaj mię, bo mnie Twój zakon z serca nie wypłynął.
1
W każdym ucisku swoim wołałem do Pana,2
I dziś Cię temże sercem proszę, Pana swego:
Obroń mię od potwarzy języka zdradnego.
3
Co swem kłamstwem pożyszczesz, języku wszeteczny,4
Twoje słowa są strzały jadem napojone
Śmiertelnym, Twoje słowa węgle rozpalone.
5
Między zbójcy (niestetyż) jest mieszkanie moje,6
Między ludem nieludzkim trawię lata swoje;
7
Mnie mił pokój, a oni w zwadzie się kochają,
A gdy zgodę wspomionę, mieczów pomykają.
1
Człowiek ja nieszczęśliwy, człowiek strapiony,2
Duszo moja, przedsię ty tusz dobrze sobie,3
To twój stróż, ten cię z oczu nigdy nie spuści,4
Stróża twego żaden sen nigdy nie zymie,
Nie śpi stróż izrahelski, ani się zdrzymie.
5
Pan ustawicznie będzie przy boku twoim,6
Że cię ani w dzień słońce gorące przejmie,
Ani zimno miesiąca nocnego zejmie.
7
Cokolwiek poczniesz, bądź to dom cię zabawi,8
Wszędy nad sobą doznasz Pańskiej opieki,
I dziś i potem zawżdy na wszytki wieki.
1
Rad to słyszę, że dom Pański nawiedzić mamy,2
I ujźrzem, o Hieruzalem, twe piękne bramy,
3
Hieruzalem, wzór miast zacnych, ozdoba świata,
Zgodą mieszczan swych spojona na wieczne lata.
4
Tam ku służbie Pańskiej, jako zakon skazuje,5
Tam prawo, tam jest zasadzon pałac sądowy,
Tam stolica i on zacny tron Dawidowy.
6
Niechże w tobie, piękne miasto, pokój przebywa,7
Pokój w twardych basztach twoich niechaj się mnoży,
A obfitość swe w pałacach gniazdo założy.
8
Prze bracią ze wszech namilszą, prze krewne moje9
Prze dom Pański świętobliwy, na twe pożytki
Gotowym zdrowie swe ważyć i siły wszytki.
1
Boże, który mieszkasz nad wszytkiemi nieby,2
Jako w niedostatku na Pańską pogląda3
Użal się nas, użal, nieśmiertelny Boże!4
Abowiem już ledwe cierpieć więcej może
Nasze człowieczeństwo pośmiechów i wzgardy,
Tak nas ten lud trapi, swojem szczęściem hardy.
1
By był Pan nie tak łaskaw na nasze zdrowie,2
By była nie ta ku nam życzliwość Pańska,
Gdy na nas wszytka siła przyszła pogańska:
3
Jużby nas (tak się byli wściekle uparli),4
Jużby nas powódź straszna, jużby nas była
5
Nawałność niesłychanych wód zatopiła.
6
Panu Bogu niechaj cześć będzie na wieki,7
Wywikłaliśmy się z ich sieci zdradliwych,
Jako więc lichy ptaszek z ręku myśliwych.
8
Niechajże nam na potem strach nie panuje,1
Ktokolwiek mocnie ufa Panu swemu,2
Jako w krąg prawie góry otoczyły3
Ani dopuści, żeby lud przeklęty4
Dobrym daj dobrze, sprawiedliwy Panie,5
A kto na drodze niepobożnych stanie,
Niech wiedzion będzie za niepobożnemi —
A ty miej pokój, izrahelska ziemi.
1
Gdy z okrutnej Babilony2
Tam dopiero narzekanie,3
Łaskaw jest Pan ludu swemu,4
I ci, Panie, co zostali,5
Kto siał w płaczu, żnie w radości,6
Nasza siew była w gorzkości;
Oto zdarzył Pan, że i my
Z weselem snopy nosimy.
1
Jeśli domu sam Pan nie zbuduje,2
Prózno z domu przede dniem wychodzisz,3
Daje dziatek wdzięczne w domu roje —
Toć jest, Panie, pożegnanie Twoje.
4
Nie tak groźne, nie tak są straszliwe5
Szczęśliwy to między szczęśliwemi,1
Szczęśliwy człowiek prawdziwie,2
Temu jego wierna praca3
Jako, wijąc się po tyce,4
To ma odnieść niewątpliwie,5
Tego, siedząc na Syonie,
Będzie miał Pan w swej obronie:
6
Ujźrzy synów swoich plemię
I spokojną zewsząd ziemię.
1
Mogą rzec pańscy wybrani:2
Trapili srodzy pogani,
Przedsię nas nie pożyli.
3
Grzbiety nam srodze orali4
Pan wiecznej sprawiedliwości5
Bodaj zginął, kogo sława6
Bodaj usechł, jako trawa
W wierzchu muru twardego,
7
Ta ręki nie napełniła8
Ani, którzy przemijali1
W troskach głębokich ponurzony,2
Wołam, racz smutne prośby moje
Przyjąć w łaskawe uszy swoje.
3
Jeśli tej z nami surowości4
Aleś Ty Pan jest dobrotliwy,5
Cieszy mię, Panie, dobroć Twoja,6
Upatrza Twego zmiłowania
Barziej, niż nocna straż świtania.
7
O Izrahelu, niech się dzieje
Co chce, ty w Panu kładź nadzieje.
8
Ten miłosierdziu swemu gwoli
Ze wszech cię grzechów twych wyzwoli.
1
Wieczny Boże, nie najdziesz pychy w sercu mojem,2
Niechaj wiecznie nie uznam, Panie, łaski Twojej,3
To jest kształt myśli moich, ani ja mam sobie1
Pomni, Panie, Dawida i jego trudności,
Które cierpiał w nadzieję Twojej życzliwości,
2
Który w Tobie w te słowa przysiągł swemu Bogu:
3
Nie chcę ani nawiedzić pierwej swego progu,
Ani na swem łożu ledz, ani oczu zmrużyć,
4
Ani pożądnych darów snu słodkiego użyć,
5
Aż plac najdę, Boże mój, Twemu kościołowi
I wymierzę świętemu miejsce ołtarzowi.
6
Ale oto w Efracie Pan je znaki swymi
Jawnie okazał między padoły leśnymi;
7
Pódźmyż tedy pod jego namiot ulubiony
I całujmy podnożek Jego poświęcony.
8
A Ty, o Panie, racz wnidź do swego pokoja,
W szczęsną godzinę racz wnidź Ty i arka Twoja.
9
Niechaj kapłani Twoi świecą pobożnością,
A serca bogobojnych napełni radością!
10
Jeśli Dawid, sługa Twój, łaskę miał u Ciebie,
Nie chciejże i potomstwa odmiatać od siebie.
11
Przysiągłeś Dawidowi wiernem słowem swoim:
Potomek twój usiędzie w majestacie Twoim;
12
A będąli Twe dzieci praw moich słuchały
I wiary starożytnej mocnie przestrzegały:
I oni, i dzieci ich, i tychże dziedzice
Na wieki nie wypadną z ojcowskiej stolice.
13
Syon się mnie podoba, to moje mieszkanie,
14
To jest mój odpoczynek i wieczne kochanie;
15
Tu ja obfitość zrodzę wszelakiej żywności
I nakarmię ubogie prawie do sytości.
16
Kapłani moi świecić będą pobożnością,
A serca bogobojnych napełnię radością;
17
Tu Dawidowe plemię rozkrzewię, tu swemu
Sławę nieugaszoną wzniecę jedynemu.
18
Jego wszytki ogarnie wstyd nieprzyjaciele,
A onemu korona zakwitnie na czele.
1
Jako rzecz piękna, jako rzecz przyjemna2
Nie tak jest wdzięczny olej balsamowy,3
Nie tak rozkoszne krople są perłowe1
Teraz, o wierni Pańscy służebnicy,2
Ręce ku Jego mieszkaniu ściągajcie,3
A Pan wam także będzie błogosławił,
Ten, który niebo i ziemię postawił.
1
O słudzy Pańscy, ze wszech Naświętszemu
Cześć Imieniowi uczyńcie Pańskiemu;
2
Wy, którym domu Jego straż podana,
3
Chwalcie godnego wszelkiej chwały Pana.
4
Ten Izrahela obrał przed inszemi
I uczynił go włością swą na ziemi.
5
To Pan jest wielki, Pan niezwyciężony,
Nad insze wszytki bogi przełożony;
6
W Jego jest władzy ziemia i wysokie
Niebo i morskie przepaści głębokie.
7
Ten z lochów ziemskich obłoki wyciąga
I po powietrzu szyrokiem rozciąga,
Z deszczem ogniste miesza łyskawice,
Wiatrów dobywa z swej skrytej skarbnice.
8
Zbił płód w Egipcie pierwszy, od człowieka
Począwszy aż do bydlęcego wieka.
9
Na króla nawiódł cuda niesłychane,
Trapiąc samego i jego poddane.
10
Siła narodów, siła miast wywrócił
Sławnych, a możne króle mieczem skrócił:
11
Sehona, krain Amorrejskich pana,
I Oga, króla rodnego Bazana,
I Chananeą wszytkę, a ich ziemię
12
Podzielił miedzy izrahelskie plemię.
13
Wieczne jest Imię Twoje, możny Panie,
A sława Twoja nigdy nie ustanie.
14
Ty ludem swoim rządzisz, Ty każdemu
Łaskę okażesz znaczną słudze swemu.
15
Bogi pogańskie ze śrebra, ze złota
Nic nie są, jedno ludzkich rąk robota:
16
Usta ich nieme, oczy nie patrzają,
17
Uszy nie słyszą, nozdra tchu nie mają.
18
Bodaj tak i ci, którzy je robili,
A owszem, co w nich ufność położyli.
19
Ty domie, Pana chwal, Izrahelowy,
20
Domie Lewego, domie Aronowy!
Wszyscy Go chwalcie, wszyscy pospolicie,
Co Panu sercem uprzejmem służycie.
21
Niech wiecznie będzie Pan pochwalon, który
Ulubił sobie wirzch Syońskiej góry.
1
Chwalcie Pana z dobroci Jego nieprzebranej,
Chwalcie z litości wiekom żadnym niepoddanej.
2
Chwalcie Boga, który jest Bóg nad insze bogi,
Bo jego miłosierdzia nie zaginą drogi.
3
Chwalcie Pana, który jest pan nad insze pany,
Bo on w swem miłosierdziu nigdy nieprzebrany;
4
Który sam cuda czyni przeciw ludzkiej wierze,
Bo żaden wiek litości jego nie przebierze;
5
Który misterstwem wielkiem piękne niebo sprawił,
Bo swemu miłosierdziu kresu nie postawił;
6
Który wynurzył ziemię z morskich głębokości,
Bo końca nigdy Pańskiej nie będzie litości;
7
Który zażegł na niebie światła niezgaszone,
Bo pańskie dobrodziejstwo nie jest okrążone;
8
Słońce, aby białemu dniowi panowało,
Bo jego miłosierdzie wiecznie będzie trwało.
9
Miesiąc i złote gwiazdy, aby noc rządziły,
Bo łaski jego żadne nie zwyciężą siły;
10
Który Egipt pokarał na pierworodzonych,
Bo Jego miłosierdzie, jest lat nieskończonych;
11
Który lud swój z ich wyrwał okrutnej paszczeki,
Bo Jego nieprzebrana łaska trwa na wieki;
12
Wyrwał niezwyciężoną możną ręką swoją,
Bo Pańskie dobrodziejstwa na czas wieczny stoją;
13
Który w pół prawie morze rozdzielił czerwone,
Bo jego miłosierdzie jest niedokończone,
14
I prowadził przez nie lud swój suchą nogą,
Bo wiecznej łaski Pańskiej lata nie przemogą;
15
A Faraona zalał z wojskiem niezliczonym,
Bo litość jego zrowna z wiekiem nieskończonym;
16
Który lud swój wielkiemi przewiódł pustyniami,
Bo Jego miłosierdzie wiecznie będzie z nami;
17
18
Który tyranny pobił i króle waleczne,
Bo Jego dobrodziejstwa są i będą wieczne;
19
Króla Amorrejskiego, mężnego Sehona,
Bo Jego wieczna łaska nie jest zamierzona;
20
I króla bogatego Bazańskiego Oga,
Bo końca miłosierdzia nie najdzie u Boga;
21
I dał nowym przychodniom ich bogate kraje,
Bo Jego dobrodziejstwo nigdy nie ustaje;
22
Dał je Izrahelowi, słudze je dał swemu,
Bo Jego litość rowna wieku jest wiecznemu;
23
Nie raczył nas przepomnieć w nasze doległości,
Bo końca Jego świętej nie będzie litości;
24
Odjął nas rękom srogim i mocy pogańskiej,
Bo niemasz miary, niemasz końca łasce Pańskiej;
25
Który ciału wszelkiemu jego żywność daje,
Bo Jego szczodrobliwość nigdy nie ustaje.
26
Chwalcie Pana, który krąg niebieski sprawuje,
Bo Jego dobrodziejstwo wieku nie uczuje.
Chwalcie Pana, który jest Pan nad insze pany,
Bo On w swem miłosierdziu nigdy nieprzebrany.
1
Siedząc po niskich brzegach Babilońskiej wody,2
Powieszawszy po wierzbach niepotrzebne lutnie?
3
Lecz poganin niebaczny, w tej naszej żałobie,4
Przebóg! jako to ma być, aby pieśni Pańskich
Głos kiedy miał być słyszan w krainach pogańskich?
5
Jeślibych cię zapomniał, o kraino święta!6
Niechaj mi język uschnie, kiedy cię przepomnię,
Kiedy cię na początku wesela nie wspomnię.
7
Pomni, wszechmocny Panie, co nam wyrządzali8
Ale i ty, Babilon, strzeż dobrze swej głowy,9
Szczęśliwy, któryć za nas odmierzy twe winy,
A o skałę roztrąci twe nieszczęsne syny.
1
Ciebie ja chwalić będę, Ciebie przed możnymi
Wyznam tyranny ziemskimi,
2
W Twym kościele chwalebne Imię Twe wspomionę,
A to więc prze dobroć onę
I prze wrodzoną, Boże wieczny, prawdę Twoję,
Bo ty obietnicę swoję
Skutkiem zawżdy przesiężesz; tyś mnie, słudze swemu,
3
Nieszczęściem utrapionemu,
Łaskawe ucho podał i przywrócił siły,
Które prawie zgasły były.
4
Ciebie, jako szerokie ziemskie są granice,
Twoje słysząc obietnice,
Wszyscy królowie będą swoim Bogiem zwali,
5
I sprawy Twe wychwalali,
6
Sławą Twoją ujęci, bo ty nad wszytkiemi
Koły siedząc niebieskiemi,
Na nizkość przedsię patrzysz, i to, co wysoko,
Zdaleka zna Twoje oko.
7
Niechaj na mię przygoda, jaka chce, przypadnie,
Ty mnie poratujesz snadnie;
Ty gniew nieprzyjaciół mych pięścią swą okrócisz,
A mnie wolną myśl przywrócisz;
8
Ty do skutku masz przywieść przedsięwzięcie moje;
Panie, miłosierdzie Twoje
Wieki przetrwa, niechaj się wniwecz nie obraca
Twojej świętej ręki praca.
1
Tobie rządźca niebieski, Tobie, mój Boże,2
Ty mię znasz lubo siedzę, znasz lubo stoję,
I zdaleka rozumiesz wszytkę myśl moję.
3
Chód mój, odpoczynek mój, Tobie wiadomy,4
Jeszczem ja nie wypuścił słowa z ust swoich,
A to, Panie, już dawno brzmi w uszu Twoich.
5
Tyś mię z tyłu i z przodku sam uformował,6
Coś tak misternie sprawił, wieczny mój Boże,
Że tego żaden rozum pojąć nie może.
7
Gdzie mam uciec przed duchem Twym przeraźliwym,8
Jeśli do nieba wstąpię, najdę Cię w niebie,
Jeśli do piekła, piekło nie jest bez Ciebie.
9
Jeśli skrzydła oblokę różanej zorze,10
I tam mię Ty wymacasz i tam mię snadnie
Twoja nieuchroniona ręka dopadnie.
11
Jeśliby też tak człowiek pomyślił sobie,12
Ćma Tobie nic nie zaćmi, noc i cięmności13
Ty myśli wiesz, Ty moje znasz tajemnice,
Tyś mię w żywocie tworzył mojej rodzice.
14
Ten związek tak misterny ciała naszego15
Żadna Tobie kosteczka tajna nie była,16
Tyś pierwszą bryłę ciała, początki małe,17
O Panie! jako wielce są znamienite18
Rychlej piasek we wszytkich morzach zrachuję,
A myśląc o nich, mniej wiem, im więcej czuję.
19
Panie, by to wola Twa złośliwe stracić,20
I z żadnym z tych, co Ciebie źle wspominają,
A Twojej wszechmocności nie uważają.
21
Izaż ja nieprzyjaciół Twych nienawidzę?22
Brzydzę, przebóg! i póki będę na ziemi,
Wiekuistą nieprzyjaźń powiodę z niemi.
23
Zmacaj serca, wytrząśni wszytki me rady,24
Najdziesz co we mnie spólnej z niepobożnemi,
Niechaj jednako będę osądzon z niemi.
1
2
Broń mię, mój Panie, od ludzi złośliwych3
Którzy w swem sercu zdradę tylko knują,
A na mię wojska ustawnie szykują, —
4
Ostrością zębów podobni wężowi,
Jadem bystremu rowni padalcowi.
5
Uchowaj mię rąk, Panie, niepobożnych,6
Sidłami ścieżki natknąwszy i drogi.
7
Panie, Tyś mój Bóg, Ty modlitwy moje,
Racz przyjąć w uszy miłosierne swoje.
8
Tyś mój obrońca, Ciebiem ja łaskawym9
Nie ciesz złych ludzi, Boże mój prawdziwy,
W ich przedsięwzięciu, aby nieżyczliwy
Człowiek, pływając w szczęściu, niewinnemu
Tem cięższy nie był i sroższy dobremu.
10
Ich radę chytrą i szkodliwą mowę11
Niech żywy ogień z nieba spadnie na nie,
A Ty ich doraź, że żaden nie wstanie.
12
Niedługie szczęście kłamliwych na świecie,
A zły w swojejże złości się uplecie.
13
Pewienem tego, a nic się nie mylę,14
I będą dobrzy Pana wyznawali
I na twarz Jego prawdziwie patrzali.
1
Ciebie, Ojcze, wzywam łaskawy, Ty moje2
Prośba za kadzidło, rąk złożenie, Panie,
Niech Ci za wieczorną dziś obiednią stanie.
3
Chciejże naprzód język mój zapieczętować,4
Chciejże także umysł obracać ku cnocie,
Aby się nie chylił namniej ku sromocie.
5
Wolę, że mię człowiek uderzy cnotliwy,6
Sędziowie niewierni, zdrajce przełożeni,7
Jako łomną ziemię pługiem rozsypują,8
W Tobie samym ufam, nie gub mię do końca.
9
Strzeż mię od fortelów ludzi nieżyczliwych,10
Daj, abych ja minął ich sidła, a one
W ichże własnych siatkach widział uplecione.
1
2
Pana wołam, Pana proszę,3
Przed Nim krzywdę swą przekładam,
Jemu żal swój opowiadam.
4
Ledwe mi już ducha stanie,5
Pójźrzę w lewo albo w prawo,
Nie stawi się nikt łaskawo.
6
Do Ciebie, ja Boże żywy,7
Przyjmi w uszy mój płacz srogi,8
Zbaw więzienia duszę moję,1
Wysłuchaj, wieczny Boże, prośby moje,2
Nie chciej się ze mną, Boże litościwy,3
Oto zły człowiek trapi moję duszę,4
W takich frasunkach i w takich niewczasiech5
Myśliłem przedsię o dawniejszych czasiech;
Coś Ty za cuda czynił, coś sprawował,
Abyś był w cale wierne swe zachował.
6
Toć jest pociecha mych trosk i wzdychania,7
W czas mię wysłuchaj, w czas mię ratuj, Panie,8
W Tobie nadzieja, w Tobie myśli moje9
Wyrwi mię z ręku nieprzyjaciół srogich,10
Naucz mię w świętym żyć zakonie Twoim,
Abowiemeś Ty sam jest Bogiem moim.
11
Prze sławę swoję rozwiąż mię z trudności,
A użyj zwykłej nademną litości.
12
Nieprzyjacielską okroć myśl okrutną;
Zniszcz je na ziemi w srogim gniewie swoim,
A pomni, Panie, żem ja sługą Twoim.
1
Tobie, Panie, pokim żyw, ja muszę dziękować,2
Że nad nieprzyjacioły górę mam swojemi,3
O Panie, co jest człowiek, że go tak szanujesz?4
Mara człowiek, a jego lata są lotnemu
Cieniowi rowne niehamownemu.
5
Panie? schyl nieba swego, a spuść się ku ziemi,6
Bij piorunem, puszczaj swe nieuchronne strzały
Na lud niechętny do Twojej chwały.
7
Spuść rękę swą, wyrwi mię z powodzi straszliwych,8
Nieznajomego ludu, których niewstydliwe
Są wszytki słowa, sprawy zdradliwe.
9
Ciebie ja nowym rymem, Panie, i wdzięcznemi10
Który króle w przygodach w cale zachowywasz,
Dawida z dziwnych toni wyrywasz.
11
Brońże mię i tych, Panie, czasów nieszczęśliwych,12
Niech nam synowie rostą tak, jako zielone13
Spichlerze nawiezione niech zawżdy stawają,14
A woły gładkie pod jarzmy chodzą.
15
Szczęśliwy lud, który ma te dobra, szczęśliwy,
Którego panem jest Bóg prawdziwy.
1
Ciebie chwalę, Boże mój, Imięniowi Twemu2
Żaden mi dzień bez Twojej chwały nie upłynie,
Imię Twe sławić będę, póki świat nie minie.
3
Wielki, niewysłowiony, nieśmiertelny Boże!4
Wszytki wieki Twe sprawy będą powiadały
I Twoję osobliwą dzielność wspominały.
5
Ozdoba sławy Twojej, cuda niesłychane,6
Możność i Twoje siły nie będą milczane;
7
Nie ustanie pamiątka Twej dobrotliwości,
Pełen świat zawżdy będzie Twej sprawiedliwości.
8
Tyś łaskawy, Tyś dobry, do gniewu leniwy,9
A niemasz tak lichego na świecie stworzenia,
Coby się nie cieszyło z Twego opatrzenia.
10
Ciebie wszytki Twe czyny, Panie, wyznawają,11
Zacność królestwa Twego i Twe dziwne siły
Roznosząc, aby jawne na wszytek świat były.
12
Twoje możne królestwo tak jest założone,13
Że go nigdy nie zgwałcą wieki nieskończone.
14
Ty, Panie, upadłego na nogach zaś stawiasz,
I opłakane zdrowie czerstwości nabawiasz.
15
W Tobie oczy swe trzyma wszelakie stworzenie,16
Ty rękę swą otworzysz, a z Twojej hojności
Wszelka się dusza naje prawie do sytości.
17
We wszytkich swych postępkach Pan jest sprawiedliwy,
We wszytkich sprawach swoich dziwnie litościwy.
18
Blizko jest Pan tych, którzy do Niego wołają,
Mówię, którzy go sercem uprzejmem wzywają.
19
Pobożnym gwoli czyni, modlitwy przyjmuje,20
W niebezpieczeństwie strzeże, z przygód wyprawuje,
Sługom swoim jest łaskaw — lecz niepobożnemu
Srogość swoję bez chyby okaże każdemu.
21
Ciebie, o Panie, chwalić będą usta moje,1
Tobie, nieśmiertelny Panie,2
Póki mi żywota stanie,
I usta będą śpiewały
I gąsłeczki moje grały.
3
Na króle się nie spuszczajcie,4
Skoro duch wynidzie z ciała,5
To człowiek prawie szczęśliwy,6
Który piękne niebo sprawił7
Krzywdy nie lubi koniecznie,
Głodne chlebem opatruje,
Więźnie z oków rozwięzuje.
8
Pan oczy zaszłe cięmnością9
Pan jest stróżem przychodniowi,10
Królestwo, Syońska skało,1
Chwalcie Pana! godno dać cześć Panu temu,
Pieśń wesoła, ozdobny rym służy Jemu.
2
Miasto Jerozolimskie On znowu sadzi,
A wygnance do własnych domów prowadzi.
3
On smutne serca cieszy, troski lekuje,
Rany wiąże, boleści wszelkie ujmuje.
4
On wszytkich gwiazd niebieskich liczbę ma w głowie,
I każdą swojem własnem imięniem zowie.
5
Bóg nasz, Bóg wielkiej siły, wielkiej możności,
Niepojęty, niezmierny w swojej mądrości.
6
On skromne, On pokorne na górę sadza,
A harde niepoczesnie na dół sprowadza.
7
Panu, czyniąc powinne dzięki, śpiewajcie,
Panu na słodkobrzmiących cytarach grajcie,
8
Który burze zgromadza, ziemię dżdżem chłodzi,
Trawę bujną po górach wysokich rodzi,
9
Który żywność wszelakim dawa zwierzętom
I biednym, co wołają kniemu, kruczętom.
10
Nie patrza on na dzielność wyprawnych koni,
Ani oka za chybkim szermierzem skłoni;
11
W tych się kocha, którzy mu służą statecznie
I co na łaskę Jego każą bezpiecznie.
12
Panu, Jerozolimskie obronne wały,
Panu daj cześć, posado Syońskiej skały,
13
Który w żelezie szczyrem bramy Twe kował
I synom Twym dóbr hojność wielką zgotował;
14
Który pokojem usłał Twoje granice,
A ciebie łojem karmi tłustej pszenice;
15
Który skoro ziemi swe powie wyroki,
Słowa Jego nie cierpią żadnej odwłoki;
16
Który śniegiem, by wełną pola odziewa,
A śrzeż po ziemi, jako popiół, rozsiewa.
17
Lód z nieba miece, jako blachy łupane,
Którego srogie zimno komu wytrwane?
18
Rzecze słowo, a lody natychmiast tają;
Wienie duch Jego, a wnet wody wzbierają.
19
Ten wyroki, Ten sądy swe Jakobowi,
Ten oznajmił zakon swój Izrahelowi.
20
Żadnemu narodowi Pan się nie stawił
Tak łaskawie, ani praw swoich objawił.
1
Duchy prózne śmiertelności,2
Wszyscy aniołowie Jego,3
Słońce i koło miesięczne,
Wyznajcie Go gwiazdy wdzięczne.
4
Niebo pięknie zasklepione,5
Winną chwałę naświętszemu
Dajcie Imięniu Pańskiemu.
6
Ku wieczności wszytko sprawił;
Nie zmieni się, co ustawił.
7
I wy Pana chwalić macie8
Para i ogień gorący,9
Góry i pola zniżone,10
Zwierzęta, bydło, robacy,
I odziani pierzem ptacy.
11
Królowie i przełożeni,12
I ty, kwitnąca młodości,13
Dajcie Panu cześć społecznie,
On sam godzien chwały wiecznie.
14
On jako Pan dał, co trzeba,
A my Jego lud wybrany
Śpiewajmy Mu psalm podany.
1
Panu swemu dajmy cześć rymy nowymi,
Chwała Jego niechaj brzmi między dobrymi.
2
Niech się w Twórcy swym chełpią Izrahelczycy,
Niechaj się królem cieszą swym Syończycy.
3
Imię Jego i tańce niech wspominają,
I wodze tańców, mowne gęśli, śpiewają.
4
Pan bowiem lud swój wierny wielce miłuje,
A ciche wszytkiem dobrem rad opatruje;
5
Dobrzy będą widzeni w wielkiej zacności
I użyją w mieszkaniach swoich radości:
6
W ich uściech Pańska chwała, w ręku waleczny,
Ogromny będzie łyskał miecz obosieczny,
7
Aby krzywd na poganach swoich się mścili,
A wielkomyślną hardość w ziemię tłoczyli;
8
Aby królom ich kładli na nogi pęta,
A w okowach chowali przednie książęta;
9
Aby wedle pisanych praw je sądzili,
A wierni sławy wiecznej ztąd dostąpili.
1
Chwalcie Pana z Jego świątobliwości,2
Chwalcie z mocy, chwalcie Go
Z dziwnej wielkości Jego.
3
Chwalcie Pana ogromnemi trąbami,4
Chwalcie bębny, chwalcie Go
Kołem tańca pięknego.
5
Chwalcie Pana i harfą i regały,6
Wszelka rzecz, która żywie,
Wyznaj Pana chętliwie!